To już kolejny pomysł, żeby ograniczyć wolność słowa w Polsce przy nadarzającej się okazji, zawarty w ustawie rządowej. Obsesja tej władzy na punkcie tego, że ktoś powie coś, co się jej nie podoba, wychodzi na każdym kroku. Słusznie prezydent Karol Nawrocki odesłał bubla – a właściwie coś gorszego niż gniot – do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. Jednocześnie głowa państwa zaproponowała zwiększenie kar dla szarlatanów poprzez przygotowanie zmian w kodeksie karnym. Też słusznie, bo tych, którzy ryzykują nasze życie, oszukując ludzi, trzeba tępić, i to skutecznie. Ale jak już walczymy z szarlatanerią, to może by też ukarać paru oszustów ekonomicznych, którzy najpierw obiecywali gruszki na wierzbie, a teraz chcą podwyższać podatki, żeby… obniżać ceny? Skutki widać wszędzie, przede wszystkim w portfelach Polaków, i są one często groźniejsze niż najgorsza terapia. Kołtun się jeży od tego na głowie.
Szarlatani ekonomii
Rząd chciał walczyć z szarlatanami w medycynie. Przy okazji znowu postanowił tylnymi drzwiami wprowadzić cenzurę. Urzędnik mógłby decydować o zamknięciu strony internetowej proponującej ziółka, takich bez recepty, a głoszenie nieuznawanych poglądów byłoby karalne.