Według prezydenta Łotwy konwencjonalny, zmasowany atak Rosji na terytorium NATO i UE nie jest obecnie możliwy. Jednak Moskwa będzie stać za próbami sabotażu w obiektach infrastruktury, czy operacji dezinformacyjnych – napisał Rinkeviczs w mediach społecznościowych. Zwrócił przy tym uwagę, że przez długi czas sabotaż, terroryzm, dywersje itp. błędnie nazywano „zagrożeniami hybrydowymi", co jak podkreślił, kojarzy się raczej z rozmową o „samochodzie hybrydowym".
Zagrożenia z jakimi mierzy się Łotwa to cyberataki, presja migracyjna na granicy z Białorusią oraz incydenty związane z wtargnięciem obcych dronów a także kampanie dezinformacyjne – wyliczył prezydent.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil i kliknij „Obserwuj w Google”
Podkreślił, że tej jesieni i zimą Rosja podejmie takie działania by osiągnąć sukces na froncie ukraińskim, ogłaszając m.in. mobilizację w społeczeństwie przy jednoczesnym zastraszaniu krajów wspierających Ukrainę a także dążąc do osłabienia, a najlepiej rozbicia, NATO i UE.
Obrona powietrzna Łotwy zostanie wzmocniona w najbliższym czasie przez niemieckie myśliwce Eurofighter oraz wsparcie sił powietrznych Turcji i Włoch stacjonujących obecnie w bazach w Estonii i na Litwie w ramach misji NATO prowadzonej w krajach bałtyckich.
Dotychczas nie zdarzyło się, aby obrona przestrzeni powietrznej Łotwy była specjalnie nadzorowana w okresie wyborów.
Wybory parlamentarne odbędą się 3 października.