Szef Instytutu Narutowicza ma absolutną rację. Tak, patrząc na historię III RP, widać wyraźnie, że potwierdza ona jego tezę, tylko nie w sposób, w jaki chciałby tego funkcjonariusz uśmiechniętej Polski. Bo faktycznie od początku transformacji mamy do czynienia z rodzajem „konserwatyzmu” służącego obronie interesów Rosji poprzez wspieranie ancien régime’u. To dzika walka o to, by komunistyczna oligarchia zachowała wpływy i mogła dalej rządzić Polską. To fanatyczna obrona jej agentów tak wewnętrznych, jak i zewnętrznych, wychwalanie pod niebiosa szkolonych przez GRU i w Moskwie członków WSI. Tą partią rosyjską w III RP były rozmaite odmiany polityczne postkomunizmu (SLD, PSL, PO, KO etc.) oraz ich media, takie jak „Gazeta Wyborcza”, „Polityka”, TVN etc. Przecież – i tu znów Leszczyński ma rację – Grzegorz Braun ze swoją prorosyjskością to nic nowego. W końcu narracja przywódcy Korony Polskiej to w 90 procentach zwyczajne powtarzanie propagandy, jaką przez kilkanaście lat rozpowszechniały „Wyborcza”, TVN i ich klony. Że Rosja to świetny sojusznik, lepszy od USA. Że należy budować wspólną przyszłość z Moskwą opartą na wzajemnym szacunku i porozumieniu. Że Putin to wiarygodny partner, wręcz sojusznik w walce z PiS-em, a zacieśnianie z nim współpracy gospodarczej, szczególnie energetycznej, to świetny interes dla Polski.
Że lepiej Ukrainę „olać”. Że nie wolno nam pobrzękiwać szabelką. Że trzeba szanować pomniki sowieckich wyzwolicieli. Że funkcjonariusze WSI to kwiat naszego narodu, który należy pielęgnować. Zresztą nie tylko Braun tak uważa, przecież tak samo myślą najważniejsi ludzie, tacy jak Giertych czy Czarzasty. Jak więc widać, rosyjska partia w Polsce trzyma się mocno.