Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Grzegorz Wszołek
27.08.2026 13:00

Kraków znowu miastem maczet. Nie mylmy gangsterów z kibicami

Społeczność kibicowska w całej Polsce jest poruszona atakiem, jaki miał miejsce 21 sierpnia na Jakuba C., ps. Yankes. Szef grupy pseudokibiców Hutnika został zaatakowany przez pięciu oprychów z maczetami i gazem. Nie miał w tym starciu szans, choć nie wiadomo jeszcze, jakie były bezpośrednie przyczyny zgonu. Dziennikarze i część kibiców już wyda wyrok: winna jest Wisła Kraków, więc trzeba zakazać udziału kibiców „Białej Gwiazdy” w wyjazdach. Tyle że gangsterzy z „Młodej Ferajny” działają na własną rękę, a skatowanie „Yankesa” nie miało związku z klubowymi barwami.

Najpierw ustalmy najważniejsze fakty. Jakub C. w nocy z czwartku na piątek został napadnięty przez grupę młodocianych gangsterów, którzy od kilku lat panoszą się na krakowskich osiedlach. Zaczęło się od zawinięcia „Sharksów” – grupy przestępczej, która przez kilka lat trzęsła Wisłą Kraków, napadając na wrogie gangi z Cracovii i rzadziej Hutnika. Kibicowanie było przykrywką dla nielegalnych interesów – przede wszystkim handlu narkotykami. Podział stref wpływów na krakowskie osiedla z lat 90. i kibolskie zgody – używam tego określenia tylko w stosunku do grup przestępczych, niemających nic wspólnego ani z kibicowaniem, ani nawet z tradycyjnymi od dawna ustawkami – wynikają właśnie z obrotu zakazanymi substancjami. Od początku XXI w. w mieście praktycznie nikt nie dostanie z pięści w twarz ani tym bardziej kosy w brzuch, jeśli błędnie wybierze swój ulubiony klub. Absurdalne pytanie „Za kim jesteś?”, po którym zaledwie jedna z trzech odpowiedzi jest poprawna, odeszło w niepamięć dwie dekady temu. Teraz trzeba znaleźć się w złym czasie i nieodpowiednim miejscu, czyli przypadkiem trafić na scenę jak z ubiegłego tygodnia na osiedlu Willowym w Nowej Hucie albo mieć bezpośredni związek z grupami przestępczymi, żeby oberwać.

Nie kibice i nie barwy klubowe

Brutalna prawda o krakowskich gangach jest taka, że wyrzynają się nawzajem – tylko pozornie w imię barw. To identyfikacja i odróżnienie od innych nieprzyjaciół prowadzących brudne interesy. Barwy i szalik mają drugorzędne znaczenie. Czy „Misiek” nie dopingował Wisły? Ano, pewnie z całego serca jej kibicował, ale ważniejsze było dla niego wysłanie kilku podopiecznych do ataku na osiedle Piastów, na samochód z kibicem Cracovii, by zaznaczyć swoje wpływy narkotykowe na nowohuckim terenie. Jakub C. też był z jednej strony zapalonym kibicem Hutnika. Trenował boks, pełnił rolę sekundanta w walkach. Faktycznie był związany z klubem – nie tyle biznesowo, jak „Sharksi” w Wiśle, ile sportowo. Nawet miał wytatuowany herb Hutnika na klatce piersiowej. Tyle że „Yankes” miał też drugą twarz – z wyrokami na koncie za włamania, rozbój, kradzież oraz przestępstwa narkotykowe. W grudniu ub.r. trafił do sądu akt oskarżenia w sprawie udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i handlu narkotykami. „Yankes” miał nabyć pół kilograma kokainy i ją sprzedawać. We wrześniu rozpocznie się proces w tej sprawie. Pozował do zdjęć w mediach społecznościowych w koszulce „SWK – Śmierć Wiślackim K...m”.

Prokuratura nie wyklucza zatargów między chuliganami. Podobno „Yankesa” zaatakowała najpierw grupa 10–12 osób. Potem goniło go pięciu młodych gangsterów. Nie piszę o kontekście ataku i ciemnej kartotece zmarłego, by usprawiedliwić zbrodnię. Bo nawet jeśli trudno będzie zakwalifikować napad inaczej niż pobicie ze skutkiem śmiertelnym, to poszukiwani dokonali de facto egzekucji. I powinni zgnić za kratami, traktowani jak groźni przestępcy. Chcę pokazać pełny obraz dramatu z Krakowa. Jakub C. nie był kimś trzymającym się od przestępczości z daleka, co oczywiście nie oznacza, że zasłużył na śmierć. Jakkolwiek to brzmi – kusił los swoim ryzykownym hobby.

„Młoda Ferajna” chce zastąpić „Sharksów”

Trudno mi się jednak pogodzić z krucjatą, która jest prowadzona przez część dziennikarzy i kibiców wobec Wisły Kraków. U fanów lokalnych rywali nawet mnie to nie dziwi. Lukas Podolski – właściciel Górnika Zabrze – zadeklarował przeznaczenie dochodu z sektora gości z meczu Górnika Zabrze z Wisłą w PKO Ekstraklasie dla rodziny zmarłego „Yankesa”. W odpowiedzi prezes Wisły, który wyczuł pismo nosem, czyli reperkusje po ataku pseudogangsterki w Nowej Hucie, wiążące się np. z zamknięciem wyjazdowych meczów dla kibiców „Białej Gwiazdy”, wyszedł z inicjatywą wypłaty 100 tys. zł dla pięcioletniej córeczki zmarłego Jakuba C., gdy ta skończy 18 lat. Królewski podjął też decyzję, że każda osoba promująca w okolicach ul. Reymonta transparenty i emblematy „Młodej Ferajny” zostanie wyrzucona ze stadionu przy ul. Reymonta na okres dwóch lat. 

Dla niektórych to jednak za mało. Domagają się kar finansowych i najlepiej zamknięcia obiektu Wisły. Za co? Za to, że ktoś, kto nie ma nic wspólnego z zarządem i piłkarzami, grasuje na własną odpowiedzialność na krakowskich osiedlach i napadł na pseudokibica w ramach prywatnych porachunków? „Młoda Ferajna” (choć pasuje tu określenie „frajernia”) to nie są „Sharksi”, którzy dzięki koneksjom metodą salami opanowali klub. To dzieciarnia, choć groźna, chcąca zająć miejsce „Miśka” i jego ludzi. Nowa krakowska grupa jest o tyle groźna, że zaczyna bardzo młodo – to często 17-, 18-latkowie, którzy doskonale znają kryminalne dokonania „Sharksów” i gardzą, przynajmniej w teorii, pójściem na współpracę z organami ścigania przez poprzedników. Dlatego trzeba ich wypędzić ze stadionu Wisły i to się właśnie dzieje. Co jeszcze może zrobić Królewski, skoro to na policji spoczywa ciężar odpowiedzialności za bezpieczeństwo w mieście? Tymczasem służby dopiero po sześciu dniach zidentyfikowały wszystkich uczestników napaści!

Kraków ociekał krwią

Szkoda tylko, że pełne tło tragedii z Nowej Huty nie dociera do większości środowisk kibicowskich. Nie, to nie jest tak, że tylko wiślacy – a raczej jakieś prymitywne jednostki podające się za kibiców – używają noży w porachunkach. Cofnijmy się w czasie. W 2003 r. za złą odpowiedź na pytanie „Za kim jesteś?” śmiertelny cios nożem na osiedlu Strusia w Nowej Hucie otrzymał Filip H. 23-latek nie należał do jakiejkolwiek bojówki. Zabójca wpadł w ręce policji dopiero w tym roku. W 2004 r. nastolatek „Fujin”, sympatyzujący z „Białą Gwiazdą”, padł ofiarą napaści przez Jude Gang (bojówkę Cracovii, działającą do dzisiaj). Jeden z napastników uderzył go butelką, drugi zaatakował nożem. Chłopak dostał nożem w serce, nie przeżył. Marek K. w 2006 r. został zadźgany na Rynku Dębnickim w ramach odwetu za przejęcie flagi Cracovii przez pseudokibiców Wisły. Miał 21 lat. Dwa lata później Łukasz K. został wyrzucony z samochodu i uderzony m.in. siekierą w głowę. W drugą stronę też nie brakowało brutalnych zamachów – najsłynniejszy był ten z 2011 r. na Tomasza C., ps. Człowiek, którego „Sharksi” otoczyli samochodami na Kurdwanowie i dopadli go w kabinie śmieciarki. W 2018 r. na Bieżanowie zginął w wyniku porachunków Miłosz B. Od tamtego czasu panował względny spokój.

Doświadczyłem z grupą znajomych jednego tzw. wjazdu bandytów 20 lat temu na osiedlu Jagiellońskim. Gonili mnie wówczas kibole Wisły uzbrojeni w maczety, noże i – nie żartuję – cegły, śrubokręty i nożyczki. Chcieli dorwać „przechrztę” – członka gangu, który przeszedł z Wisły na stronę bojówek Cracovii i kręcił się w pobliżu boiska, na którym graliśmy jako nastolatkowie w piłkę. Udało się nam uciec z kotła wraz z grupą znajomych. Napastnicy nie pytali, za kim jestem, nie interesowało ich, że wraz z kolegami kibicowaliśmy Wiśle. Bo to nie miało i nie ma dziś żadnego znaczenia. Liczą się strefy wpływów. Albo to, że ktoś znalazł się w nieodpowiednim miejscu.
 

 

NAJNOWSZE