Odczuwam absolutny spokój i jestem w bardzo dobrym stanie – napisał van Gogh w liście do przyjaciela na sześć tygodni przed tym, jak odebrał sobie życie. Czy w ciągu tych niespełna dwóch miesięcy wydarzyło się coś, co popchnęło genialnego artystę do tak dramatycznego czynu? A może wycofany, pozostający na utrzymaniu brata i borykający się z zaburzeniami psychicznymi (o których niech świadczy chociażby słynny akt samookaleczenia van Gogha, w wyniku którego artysta stracił ucho) mężczyzna od początku był skazany na tragiczny finał? Zagadkowa śmierć Vincenta van Gogha jest dla Kobieli i Welchmana punktem wyjścia do pochylenia się nad postacią holenderskiego malarza. Dzięki temu, zamiast nudnej biografii, twórcy serwują widzowi animację, która wciąga niczym dobrze napisany kryminał.
Akcja filmu toczy się rok po tragicznej śmierci malarza. Armand Roulin, syn naczelnika poczty i bliskiego przyjaciela van Gogha ma za zadanie dostarczyć do Paryża ostatni list, który Vincent skreślił do młodszego brata, Theo. W wyniku splotu niespodziewanych zdarzeń sprawa okazuje się trudniejsza, niż początkowo przypuszczał bohater. Stopniowo, starając się doprowadzić do końca powierzone przez ojca zadanie, zaczyna wędrować śladami Vincenta. Zatrzymuje się w gospodzie, w której mieszkał malarz, rozmawia z ludźmi, którzy mu towarzyszyli i śpi w tym samym łóżku, w którym rok wcześniej skonał van Gogh. Niepozorna misja doręczenia listu staje się dla niego prywatnym śledztwem w sprawie tajemniczego samobójstwa malarza. Śledztwem, które zamiast przynosić odpowiedzi, mnoży coraz więcej pytań.
Oprócz ciekawego scenariusza, który pozwala zanurzyć się w biografię van Gogha na tyle, by oprócz genialnego postimpresjonisty dostrzec w nim nadwrażliwego, targanego wewnętrznymi konfliktami człowieka, „Twój Vincent” to zjawiskowy popis współczesnej technologii.
Każda klatka filmu – w sumie powstało ich 65 tys. – jest malowana farbą olejną na podobraziu. Każda następna klatka to następna faza ruchu, gdzie malarz przesuwa ślady pędzla, imitując ruch. Jedna klatka powstawała od 2 godzin do 2 dni; analogicznie całe ujęcie – w zależności od stopnia trudności i liczby klatek – było malowane od tygodnia do 4 miesięcy. Cały film składa się z około 1000 takich ujęć
- opowiadała Dorota Kobiela w rozmowie z „Gazetą Polską”.
Nic dziwnego, że film wzbudza podziw widzów, ale także szacunek specjalistów – obraz został już nagrodzony m.in. we Francji i Chinach, a w środowisku mówi się, że byłby mocnym kandydatem do Oscara. Mając na względzie maestrię, z jaką został nakręcony – podpisuję się pod tym postulatem obiema rękami.
CZYTAJ WIĘCEJ: Dorota Kobiela: Van Gogh postawił wszystko na jedną kartę. WYWIAD