ZUS wylicza emeryturę dzieląc zgromadzony kapitał przez przewidywaną długość życia. Im dłużej żyjemy, tym większa liczba miesięcy, a więc niższa miesięczna wypłata.
Miesięcznie to kilkanaście do kilkudziesięciu złotych mniej. W skali roku nawet kilkaset. W skali całej emerytury - kilka tysięcy złotych mniej do kieszeni.
Polska traci 167 tysięcy obywateli rocznie
W 2025 roku urodziło się w Polsce 240 tysięcy dzieci. Zmarło ponad 407 tysięcy Polaków. Różnica to 167 tysięcy osób na minus. Wskaźnik dzietności spadł do 1,11. Niestety, spada także liczba zawartych małżeństw. W ubiegłym roku wynosiła 122 tysiące, a jeszcze w 2010 roku - 213 tysięcy. Przewidywania na przyszłość są jednoznaczne.
Wyniki najnowszej prognozy demograficznej do 2080 roku, którą opublikował resort finansów, są bardzo niepokojące. Polska liczy dziś 37,4 miliona mieszkańców. Za 35 lat liczba ludności spadnie do 31,7 miliona. Za 55 lat - 27,2 miliona. Czeka nas ubytek ponad 10 milionów ludzi. Liczba pracujących spadnie w tym czasie o 9,2 miliona osób, czyli o 42 procent. Udział emerytów w całej populacji wzrośnie z 24 procent do ponad 41 procent. Warto dodać, że fundusz emerytalny ZUS notuje dziś deficyt 2,5 procent PKB.
Kto zapłaci za tych emerytów
System emerytalny nie jest skarbcem, w którym czekają Twoje pieniądze. Składki obecnie pracujących trafiają bezpośrednio do obecnych emerytów. Dziś na 100 pracujących Polaków przypada 70 emerytów i rencistów. W 2046 roku, gdy dzisiejsi 40-latkowie będą przechodzić na emeryturę, na każdych 100 pracujących przypadnie ponad 100 emerytów. Z jednej strony więc osoby, które dziś mają 40 lat są za młode żeby korzystać z obecnych realiów, ale za stare żeby doczekać efektów demograficznej odbudowy..
Polska podzieli się demograficznie
Co ważne, skutki nie rozłożą się równomiernie po kraju. W województwie opolskim populacja skurczy się o ponad jedną czwartą. W tamtejszych gminach wiejskich co piąta szkoła podstawowa zniknęła już z mapy w ciągu ostatniej dekady. To samo czeka kolejne regiony wschodniej i centralnej Polski.
Wielkie aglomeracje, takie jak Warszawa, Trójmiasto czy Kraków też stracą mieszkańców, ale wolniej. Tam zostaną usługi, pieniądze, infrastruktura, a także lekarze, szpitale i połączenia komunikacyjne. Kto będzie mógł sobie pozwolić, przeprowadzi się. Kto nie - zostanie z coraz mniejszą emeryturą i coraz mniejszym dostępem do usług.
Prywatne oszczędzanie na emeryturę przestało być czymś dla zamożnych. Stało się jedynym realnym sposobem na to, żeby nie zdać się wyłącznie na system, który sam przyznaje: wyniki są niepokojące.