Waldemar Żurek na czwartkowej konferencji wręcz chwalił się, że w pierwszych dniach urzędowania w fotelu ministra sprawiedliwości zawiesił blisko pół setki prezesów i wiceprezesów sądów w całej Polsce. Musiał być z siebie bardzo zadowolony, bo powtarzał tę informację podczas tournée po mediach, których pracownicy nie zadawali niewygodnych pytań. Przede wszystkim o skutki czystek.
– Tak masowe decyzje, podejmowane bez indywidualnego uzasadnienia, naruszają zasadę stabilności urzędu sędziego i rodzą pytania o prawdziwe intencje resortu. Proceduralne „zawieszenie” stało się faktycznym narzędziem odsuwania sędziów od służby
– tłumaczy „Codziennej” sędzia Franciszek Michera z Sądu Okręgowego w Olsztynie.
Kuriozum w Szczecinie
Działania Żurka już mają opłakane konsekwencje. Jeszcze kilka dni temu Sądem Okręgowym w Szczecinie kierowały cztery osoby. Ale wśród zawieszonych przez ministra znaleźli się prezes Piotr Szarek oraz wiceprezes Rafał Lila. Nie brakowało głosów, że stery miała przejąć Joanna Wieczorkiewicz-Kita, ale ona w czwartek 31 lipca (w dzień konferencji Żurka) została zatrzymana przez policję do kontroli drogowej. Badanie wykazało, że prowadziła samochód pod wpływem. W konsekwencji także została zawieszona. Została więc tylko wiceprezes Anna Stasiewicz-Kokotowska, która teraz w pojedynkę ma pokierować wielkim sądem.
– Sytuacja trudna – przyznał Codziennej sędzia Michał Tomala, rzecznik szczecińskiego sądu. Kiedy zostanie nominowany nowy prezes? – To pytanie do Ministerstwa Sprawiedliwości – skwitował.
Atak na sędziów
Żurek jednak idzie znacznie dalej. Zasugerował, aby w przypadku odszkodowań za orzeczenia wydane przez sędziów powołanych po 2018 r. stosować wobec nich mechanizm regresu, czyli mieliby z własnej kieszeni oddawać pieniądze (na ten temat więcej informacji w najnowszym numerze „Gazety Polskiej”).
Sędzia Michera przyznaje, że działania ministra budzą poważny niepokój.
– Przez lata kreował się na symbol walki o niezależność sądów, dziś posługuje się metodami, przed którymi sam wcześniej publicznie przestrzegał. Używa obraźliwego określenia „neosędziowie”, aby uzasadniać zbiorowe decyzje personalne. Tymczasem żaden sędzia nie może być eliminowany z życia zawodowego na podstawie etykiet politycznych. Takie praktyki godzą w fundamenty niezawisłości i niszczą autorytet wymiaru sprawiedliwości
– podkreśla nauczyciel akademicki w Akademii Wymiaru Sprawiedliwości.
To wprost grozi paraliżem. – Zamiast stabilizacji i odbudowy zaufania społecznego do sądów obserwujemy masowe czystki i próby podporządkowania wymiaru sprawiedliwości bieżącej polityce. Hasła o praworządności stały się wygodnym parawanem dla działań, które w rzeczywistości godzą w niezależność sędziów – ocenił sędzia Michera.
Bez kontaktu z zastępcami
Minister sprawiedliwości jest zarazem prokuratorem generalnym. Czy Żurek nawiązał już kontakt ze swoimi zastępcami?
– Żadnego. Prawdopodobnie nie będzie, podobnie jak Bodnar, nas uznawał, bo nie chodzi tylko o mnie, lecz także o prokuratorów Roberta Hernanda, Krzysztofa Sieraka, Tomasza Janeczka – tłumaczy „Codziennej” prok. Michał Ostrowski, legalny zastępca PG. Nikt bowiem nie odwołał go z pełnionej funkcji.
– Natomiast we wtorek (5 sierpnia) ma się odbyć posiedzenie sądu dyscyplinarnego przy prokuratorze generalnym ws. mojego dalszego zawieszenia o kolejne pół roku. Chodzi o wszczęcie śledztwa ws. zamachu stanu. I zapewne będą nadal zawieszony
– dodaje.
Zapadło za to inne orzeczenie. Tuż przed ogłoszeniem, że Żurek zostanie ministrem sprawiedliwości, Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze zakazał prok. Ostrowskiemu rozpowszechniania starego zdjęcia z „marszu tysiąca tóg”, na którym widać Żurka z gestem środkowego palca. Obecny minister twierdzi, że to zmanipulowana fotografia. Co ważne, o zabezpieczeniu Ostrowski dowiedział się… z mediów, sąd skutecznie go nie wezwał, wydał postanowienie zaocznie.
– Pod adresem w okolicach Jeleniej Góry nie przebywam od lat. Bez problemu jednak korespondencję można kierować do Prokuratury Krajowej, która wie, gdzie należy ją przekazać – zaznacza.
To zdjęcie pokazały setki, jeśli nie tysiące osób. Także prawników. A jednak Żurek podjął kroki prawne wobec Ostrowskiego. Dlaczego? – Prawdopodobnie dlatego, że nadal pełnię istotną funkcję w prokuraturze. I na moim przykładzie, choć zastraszyć się nie dam, chce się wywołać uczucie strachu wśród innych prokuratorów – ocenia prok. Ostrowski.
Niezłe wejście…
Żurek nie ukrywa, że celem jest m.in. Krajowa Rada Sądownictwa. Różne jednak formy przybierają szykany lub groźby. Nie tylko ze strony ministra, ale również osób z nim współpracujących. Kuriozalne okazało się pismo skierowane do przewodniczącej KRS. Nadawca: sędzia Mariusz Ulman – mianowany jeszcze przez Bodnara na zajętą funkcję rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych. – Zdziwiło mnie, że minęły tygodnie bez najmniejszej próby kontaktu. Dziś rzecznik Ulman postanowił się przedstawić – skomentowała sędzia Dagmara Pawełczyk-Woicka. – Przyznam, że forma nadzwyczaj oryginalna, zważywszy, że ten pan ma czuwać nad przestrzeganiem reguł etyki sędziowskiej. Jaki pan, taki kram – dodała.
Okazało się, że już na wejściu pogroził… prokuratorem!
„Proszę o niezwłoczne (…) zapewnienie (…) obsługi administracyjnej oraz udostępnienie pomieszczeń komórki organizacyjnej utworzonej w ramach Biura Krajowej Rady Sądownictwa – pod rygorem złożenia zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa” – napisał Ulman.