W środę Radosław Sikorski, szef MSZ, zamieścił w sieci wpis, w którym oznajmił, że prezydent Karol Nawrocki podpisał nominacje ambasadorskie. Później okazało się, że to "żart" na 1 kwietnia, lecz miał on daleko idące konsekwencje - niektórzy dyplomaci odbierali nawet gratulacje, po czym okazało się, że zostali ośmieszeni przez ministra.
Ba, bawet na antenie TVP Info w likwidacji rewelacje Sikorskiego przedstawiono jako sprawdzoną informację. Później pracownicy stacji gęsto się tłumaczyli:
Opozycja, odnosząc się do "dowcipu" szefa polskiej dyplomacji, wskazywała, że minister "ośmiesza nasz kraj".
Więcej w tekście: "Żart" Sikorskiego zabrnął za daleko. Opozycja krytykuje. "Ośmieszenie naszego kraju"
"Ten żart... trafił w sedno"
Innego zdania jest natomiast współpracownik Sikorskiego - Marcin Bosacki, wiceminister spraw zagranicznych. Na antenie RMF FM polityk został zapytany o to, czy podobał mu się "żart".
Nie ma rzeczy mojego szefa, która mi się nie podoba.
– brzmiała odpowiedź.
Po chwili kontynuował swoją wypowiedź, przyznając, że był on... trafny: "uważam, że [żart - dop.] Oczywiście, żarty primaaprilisowe są ocenne. Natomiast ten trafił w sedno - pokazał absurd sytuacji, gdy prezydent RP wbrew prawu, wbrew zdrowemu rozsądkowi, interesowi Polski, od ponad 8 miesięcy nie podpisał żadnego wniosku na nominację ambasadorską".
Co sądzicie o takim lizusostwie Bosackiego względem Sikorskiego?:
— Filip Zator (@zaypod138) April 3, 2026
- spodobał się pani żart pana szefa z 1 kwietnia?
- nie ma rzeczy mojego szefa, które mi się nie podobają,
Zawsze jak słyszę takie teksty to tracę trochę szacunku do osoby 😉 pic.twitter.com/Rp5JPoyWRN