6 głosów za, 3 przeciw i 14 wstrzymujących się przy zdecydowanej większości posłów koalicji w komisji sprawiedliwości i praw człowieka. Został pan, jako kandydat opozycji zaakceptowany przez sejmową komisję. Sytuacja, której nikt się chyba nie spodziewał, jak to się stało?
Rzeczywiście wynik zaskakujący, ale jeśli serio mówimy o naprawie Trybunału Konstytucyjnego ten wynik głosowania w komisji nie powinien być inny. A jak to się stało? Odsyłam do zapisu posiedzenia komisji. Każdy sam będzie wtedy mógł ocenić zarówno moje kompetencje, jak też porównać to, co reprezentowali inni kandydaci rekomendowani przez koalicję.
Dlaczego?
Ponieważ Trybunał Konstytucyjny powinien reprezentować różne środowiska, obywateli o różnych poglądach, powinien uwzględniać szerokie spektrum poglądów i światopoglądowych postaw obywateli. Trybunał jest bowiem w moim przekonaniu przede wszystkim dla obywateli. Ma stać na straży ich praw. Dlatego, jeśli mamy wybierać nowych sędziów Trybunału, powinien wśród nich pojawić się taki, który stoi na straży praw tych obywateli o konserwatywnych poglądach, reprezentujący wartości i światopogląd inny niż ten, który dominuje w obecnym układzie władzy. Mając swojego reprezentanta w TK ta ogromna rzesza będzie czuć się po prostu bezpieczniej w swoim państwie. O tym powinni pamiętać ci, którzy podejmą decyzję podczas głosowanie na sali plenarnej sejmu. Trybunał nie może być ramieniem władzy. Nie może być też organem stającym zawsze po stronie państwa w relacji państwo – obywatel.
Chciałby pan by Trybunał Konstytucyjny częściej dostrzegał to, co zajmuje zwykłego zjadacza chleba. TK kojarzy się raczej z rozstrzyganiem sporów zasadniczych z punktu widzenia funkcjonowania państwa...
Państwo to jednak obywatele i chciałbym rzeczywiście, by Trybunał częściej zajmował się obroną praw obywateli w konfrontacji z aparatem państwa. Wszyscy wiedzą, że zajmuję się obroną ludzi w takich sprawach jak wykroczenia w ruchu drogowym, gdzie z reguły obywatel stoi na przegranej pozycji wobec owego aparatu, mimo posiadanych praw. Dotyczy to także np. konfrontacji obywatela z wymiarem sprawiedliwości, z sędziami. Chciałbym, by obywatele wiedzieli, że Trybunał stoi nie tylko zawsze po stronie państwa, ale strzeże konstytucji i ich codziennych praw, jakie ta konstytucja im daje.
Jednak zwykły obywatel na razie widzi, że toczy się polityczna walka o TK, a obecna władza zamierza nie tyle naprawiać Trybunał, ale go zawłaszczyć i nie po to, by bronił obywateli, ale właśnie jej. Czyni tak w kontrze do prezydenta, który zgodnie z konstytucją jest jej strażnikiem...
I koalicja mając rekomendację kandydata opozycji z komisji sejmowej, w której też miała większość stoi przed testem na to, czy będzie decydować wyłącznie z pobudek politycznych, czy jednak choć w części w interesie obywateli. Posłowie koalicji powinni pamiętać, że zasiadają w ławach sejmowych nie dla Tuska, a dla zwykłego Kowalskiego.
Muszą także pamiętać, że prezydent RP stoi na straży konstytucji i to on jest władny rozstrzygnąć jak rozwiąże konstytucyjny problem odebrania ślubowania od wybranych przez sejm sędziów do Trybunału. To nie jest prerogatywa marszałka sejmu, jak niektórzy by chcieli. To jest kompetencja wyłącznie pana prezydenta.
Padną jednak argumenty, że pan też jest reprezentantem politycznym, zgłoszonym przez
opozycyjną, ale jednak partię polityczną.
Taka jest określona prawem procedura, ale to nie znaczy, że partia, czy bardziej formalizując 50 posłów musi zgłaszać polityka. Tak właśnie postąpiło Prawo i Sprawiedliwość, nie wystawiając jako swoich kandydatów czynnych polityków, ale mnie i prof. Kotowskiego. Podkreślam: nie wystawiło polityków. Ja sam, ale także środowiska prawnicze, które mnie popierają, traktują moją kandydaturę nie jako polityczną, ale kandydaturę obywatelską. Można się o tym przekonać czytając oświadczenia np. Sędziów RP, Ad Vocem, którzy popierają moją kandydaturę. Tego poparcia nie uzasadniają względami politycznymi, ale moim dorobkiem jako prawnika właśnie w obronie praw obywateli tu w Polsce i w europejskich trybunałach.
Moja kandydatura ma zresztą nie polityczną, ale akademicką genezę, tzn. do tego bym kandydował przekonywało mnie środowisko akademickie, w tym tacy ludzie jak profesor Czarnek, ale jako profesor, a nie jako kandydat na premiera.