Truskawki to jeden z najbardziej rozpoznawalnych smaków polskiego lata. W czerwcu i lipcu trafiają na stragany w każdym polskim mieście. Wielu konsumentów żyje w przekonaniu, że owoce, za które płacą, wyrosły u rolnika "za miedzą". Rzeczywistość gospodarcza jest jednak zupełnie inna, a produkcja tego owocu jest w Polsce brutalnie wręcz skoncentrowana.
Polska potęgą w UE. Ale gdzie bije truskawkowe serce?
Polska od lat należy do ścisłej elity producentów w Unii Europejskiej. Jak wynika z twardych danych Głównego Urzędu Statystycznego oraz Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, w 2025 roku zbiory wyniosły około151 tysięcy ton. Daje nam to pozycję w ścisłej czołówce na Starym Kontynencie.
Rozkład tej gigantycznej produkcji na mapie Polski jest jednak anomalią. Zamiast równomiernie rozkładać się po kraju, uprawy zdominowały jeden konkretny obszar. Absolutnym hegemonem jest województwo mazowieckie, które w pojedynkę odpowiada za ponad połowę krajowej powierzchni plantacji. Wraz z województwami lubelskim, łódzkim i świętokrzyskim tworzy ono swoisty „truskawkowy pas”, z którego pochodzi aż 80 procent owoców w Polsce. W centrum tego geograficznego skupiska leży powiat grójecki. Powszechnie kojarzony jako kraina jabłek, który w rzeczywistości, wraz z okolicami Warki, jest jednym z największych klastrów owoców miękkich w Europie.
Sukces polskich rodzin, z którego korzysta Zachód
Co kluczowe z perspektywy polskiej gospodarki, za tym sukcesem nie stoją wielkie, międzynarodowe korporacje rolne. Wolumen budują tu tysiące małych, rodzinnych gospodarstw, które nierzadko od pokoleń utrzymują się z uprawy na kilkuhektarowych areałach. Ten ogromny wysiłek polskich rolników rodzi jednak pewien paradoks. Znaczna część owoców, które zbierane są pod Warszawą, ostatecznie omija polskie stoły.
Dane branżowe są bezlitosne: około połowa polskiej produkcji jest natychmiast eksportowana, głównie w postaci mrożonej. Polska jest kluczowym dostawcą dla przetwórni w Niemczech, Francji i Holandii. To właśnie zapotrzebowanie zachodnich rynków w dużej mierze dyktuje to, ile owoców zostaje w kraju i jakie ceny widzi ostatecznie polski konsument na lokalnym bazarku.
Sezon jest krótki i intensywny, a ceny na straganach to często efekt europejskiej gry rynkowej, a nie tylko pogody. Wniosek jest jeden: Europejczycy jedzą polskie truskawki, nie wiedząc, skąd pochodzą, a Polacy kupują je na straganach, nie zdając sobie sprawy, że co drugi koszyczek wywodzi się z tego samego, mazowieckiego zagłębia.