Na dotkniętym powodzią w 2024 roku Dolnym Śląsku nadal nie zakończyły się remonty miejsc, które zalała woda. Na jaw wyszły za to liczne afery, z których wynika, że wiele osób powiązanych z politykami otrzymało odszkodowania, za znikome straty, których mieli doświadczyć.
Tak było w przypadku wiceszefowej Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego (KARR), u której w prowadzonym wraz z mężem pensjonacie na wzgórzu pękły płytki na tarasie. Wysoko położonego obiektu nie dosięgnęła woda, co nie przeszkadzało jej na pobranie odszkodowania należnego poszkodowanym przez powódź.
Ponad 170 tys. złotych otrzymała w ramach pomocy powodziowej Jolanta Trytko-Warczak, przewodnicząca Rady Miejskiej w Nysie oraz asystentka społeczna ministra Tomasza Siemoniaka. Działaczka Koalicji Obywatelskiej zapewnia, że środki były jej potrzebne na utrzymanie miejsc pracy w prowadzonym przez nią salonie urody. Społeczność wskazuje jednak, że w miejscu prowadzonej przez nią działalności było zaledwie kilka centymetrów wody, a samo przedsiębiorstwo nie działało... dwa dni.
Lista osób powiązanych z władzami, którzy otrzymali nienależne odszkodowania zaczęła się wydłużać, co coraz bardziej oburza już nie tylko lokalną opinię publiczną. Pieniądze miały trafiać do "zwykłego Kowalskiego", a tymczasem trafiły do Jana Kowalskiego i to zupełnie niezwyczajnego, ale zdaniem dolnośląskiego dziennikarza Marcina Torza, wieloletniego partnera radnej sejmiku Ewy Kocemby.
Prowadzący jeden z najwyżej położonych obiektów turystycznych w Polsce (około 1050 m n.p.m.) na przełęczy Okraj w Karkonoszach na granicy z Czechami również otrzymał odszkodowanie związane z powodzią. I to wyższe niż wnioskował.
"Właściciel ewidentnie nie trzyma ciśnienia"
W komentarzach pod wpisami na stronie pensjonatu w mediach społecznościowych pojawiła się krytyka gości na nachalną agitację polityczną - w pensjonacie miały być wywieszone banery wyborcze.
Uwagę internautów zwrócił jednak fakt, że krytyka Jana Kowalskiego zwanego przez gości "Bacą" lub "Januszem" jest nie w smak jemu samemu. Każda negatywna opinia doczekała się jego niewybrednego komentarza.
Gdy jeden z gości wystawił recenzję o treści:
"Pobyt niestety rozczarowujący. Na plus jedynie teren zewnętrzny i klimat drewnianych chat - to naprawdę robi dobre wrażenie. Niestety reszta pozostawia wiele do życzenia. Kontakt z gospodarzem nieprzyjemny.
W pokoju brak ręczników, a konieczność samodzielnego zakładania pościeli to duży minus. Przy łóżku lampki bez dostępu do gniazdek, więc są w praktyce bezużyteczne. Okna z widocznymi, rozmazanymi śladami, jak po przetarciu brudną ścierką. W łazience brak nawet podstawowego mydła. Telewizor w pokoju nie działa (brak anteny), co sprawia, że jest to sprzęt wyłącznie „na wyposażeniu”, bez realnej funkcji.
Śniadania bardzo słabe. Dodatkowo kawa płatna osobno.
Z żoną dużo podróżujemy, ostatnio od Suwalszczyzny po Bieszczady, nocując w różnych miejscach. W naszym odczuciu standard tego obiektu był niższy niż w większości noclegów, które dotychczas odwiedziliśmy"
Otrzymał odpowiedź:
"No widzisz. Podobno tak dużo podrożujesz i na okraju jakieś zaćmienie. I nie tylko . Bo twoje zachowanie nie miało nic wspolnego z turystą. Masakra gosciu" (pisownia oryginalna)
Część gości zwracała uwagę na zachowanie właściciela wskazując, że kilkaset metrów dalej, za czeską granicą zostali należycie i sympatycznie obsłużeni:
"Zatrzymałem się na chwilę, kiedy na miejscu okazało się że nie ma piwa lanego, zostałem wyproszony słowami „teren prywatny”. Przeszedłem na czeską stronę gdzie z uprzejmą obsługą napiłem się piwa i bardzo dobrze zjadłem"
"Wielki napis na wejściu „Domowe obiady” ale po wejściu na teren okazuje się że to nie dla każdego. Usłyszeliśmy że mamy stąd wyjść ponieważ to teren prywatny i nie mamy co tu szukać"
Ci klienci również doczekali się odpowiedzi od właściciela:
"Dla ciebie w sam raz po czeskiej stronie. Biedronkowe jedzonko"
"W czechach jest duzo drozej jedzenie podłe. W sam raz dla ciebie" (pisownia oryginalna)
Inny niedoszły gość podsumował:
"Właściciel to relikt starego wyznania usługowego w Polsce: zamiast zaprosić do środka na herbatę i zyskać nowych klientów to przegania z miotłą i wściekłością w głosie. Nie liczą się dla Niego nowi potencjalni klienci i budowanie dobrej marki tylko zyski i dutki.
Pozostaje tylko kurz otrzepać z butów, kiedy się wychodzi z tej zagrody, którą dumnie nazwał najlepszym schroniskiem w Europie"
Doczekał się odpowiedzi:
"No widzisz . Omijaj Amelkową razem ze swoją ferajną szerokim kołem
Masz wokół same luksusy adekwwatne do Twojego poziomu" (pisownia oryginalna)
"Edit: odpowiedź właściciela tylko potwierdza moja opinię. Dziękuję mu za to, bo nie jestem gołosłowny" - dodał lokalny przewodnik.
Wisienką na torcie jest ta wymiana zdań:
Internauci ocenili, że "właściciel ewidentnie nie trzyma ciśnienia".
Są i serdeczne odpowiedzi, ale tylko na pozytywne komentarze. Jedna z nich została uznana za "realną opinię".
Właściciel ewidentnie nie trzyma ciśnienia https://t.co/Rd1Uv9mqZD pic.twitter.com/rnJKN0rLxU
— Obywatel Prezes (@PrezesObywatel) August 19, 2026