Telewizja Republika badając aferę pedofilsko-zoofilską w Kłodzku natknęła się na szereg patologii panujących w mieście. Red. Janusz Życzkowski dotarł do wymiany m.in. wiadomości głosowych pomiędzy urzędnikiem kłodzkiego ratusza, który został został rozpoznany jako burmistrza miejscowości Michał Piszko a komendantem straży miejskiej Michałem Tułaczem nazywanym przez rozmówcę "Mikim".
Ich wymiana zdań obnażyła rażący brak szacunku dla mieszkańców. W jednej z rozmów mówili o zmarłym lokatorze budynku socjalnego. - Niech to (...) wymrze, byśmy mieli z dyni tych patoli - słychać na nagraniu głos urzędnika.
"Widział pan moje zdjęcie nagie?"
W innej, ujawnionej przez lokalne media Daminfo, konwersacji omawiano m.in. "czarną listę" osób osób, określanych jako przeznaczonych do "utylizacji".
Janusz Życzkowski zapytał Michała Tułacza o "czarną listę" i rozmowy prowadzone z burmistrzem. Szef straży miejskiej nie skomentował ujawnionych informacji i zapytał dziennikarza:
A pokaże mi pan swój telefon? (...) Pokaże mi pan swojego WhatsAppa (...) Proszę mi pokazać. (...) Bo chciałbym zobaczyć treść pana wiadomości; z kim pan pisze
- naciskał Tułacz.
Potem zaczął się mgliście tłumaczyć, że jego wiadomości z komunikatora trafiły do sieci przez informatorów dziennikarzy i podał konkretne nazwiska. Następnie mówił o tym, że rozmowy zostały znalezione w komputerze i zastrzegł, że sam "WhatsAppa w komputerze nie trzyma".
Komendant Straży Miejskiej w Kłodzku Michał Tułacz komentuje skandaliczne nagrania rozmów z burmistrzem @MPiszko. Do tego dziwnie się zachowuje. Chciał zobaczyć moj telefon i pytał, czy oglądałem jego nagie zdjęcia. Więcej dziś w @RepublikaTV #AferaKłodzko pic.twitter.com/6Rx7p8xVCQ
— Janusz Życzkowski (@zyczkowski) May 8, 2026
Próbował przekonywać reportera, że wiadomości zostały zmodyfikowane w komputerze.
Tak samo jak widział pan moje zdjęcie nagie. Widział pan moje zdjęcie nagie?
- zapytał Michał Tułacz.
Życzkowski odparł, że nie widział takich zdjęć.