Skandal w Kłodzku wywołał ogromne oburzenie opinii publicznej. W sprawie afery zoofilsko-pedofilskiej zapadły wyroki wobec Przemysława L. oraz jego żony Kamili L., która była związana z KO - otrzymali oni odpowiednio 25 lat oraz 6,5 roku więzienia. W internecie krążą fotografie przedstawiające wicemarszałek Sejmu Monikę Wielichowską w towarzystwie skazanej kobiety. Po długim milczeniu Wielichowska wydała w czwartek oświadczenia, w którym zaatakowała media, w tym TV Republika, oskarżając je o "sianie hejtu".
Na jaw wychodzi jednak coraz więcej wątpliwości.
- Tam jest więcej niewiadomych niż było przed dwoma tygodniami. Wczoraj natrafiłem na materiał filmowy "Faktu" i już trzy lata temu "Fakt" o tym informował. Przez trzy lata tam w strukturach nie zadziało się praktycznie nic
- wskazał w programie "Rewolwer" na antenie TV Republika Adrian Klarenbach.
Michał Rachoń zaznaczył, że w sprawie tej zapanowała "zaskakująca cisza".
- Pan premier mówi, że sprawa ma być zamknięta. Ma być zamknięta, a pani, która ma na koncie przestępstwa, ma też komplet fotografii z najważniejszymi politykami KO i pani marszałek, która zna się z nią świetnie, mówi, że to "media, które zajmują się sprawą są winne" i że to te media "biorą na celownik dzieci". To powtórka z historii, którą już widzieliśmy - powiedział.
Zdaniem Ewy Bugały, wiele wskazuje na to, że był cały plan zatuszowania sprawy.
- Dwa mieszkania dostała ta kobieta, zmiana nazwiska, image został zmieniony - im więcej słyszymy, tym szerzej otwierają się oczy. Przypominając fakty, że to wykryły szwedzkie służby, że prokurator żądał 18 lat więzienia dla Kamili L., i burmistrz mówiący, że jest "właściwie domniemanie niewinności", gdy chodzi o taką sprawę, o krzywdę dzieci, on mówi, że kierował się "dobrem dzieci", a nie zwracali uwagi na to, że taka afera w ogóle miała miejsce - to niesamowite
- dodała.
- Wynika, że to zwyrodniałe towarzystwo dokonywało nagrań w setkach gigabajtów liczonych. Kto był na tych nagraniach? Co jeszcze w tej sprawie powoduje, że PO i jej politycy zachowują się w sposób przedziwny. Tutaj zadziałały międzynarodowe służby i w Kanadzie, i w Szwecji - pytał Michał Rachoń.
Inne nagrania
Ciekawe światło na tę sprawę rzuciła Katarzyna Gójska.
Ta sprawa ma kilka poziomów. Pierwszy poziom to odrażające przestępstwa popełniane w bardzo długim czasie. To jest jedna sprawa. Dlaczego to wszystko rozpatrujemy w kontekście politycznym? Ponieważ mamy bardzo poważne powody podejrzewać, że z powodów politycznych ta pani została objęta jakąś formą ochrony - najpierw na czas kampanii wyborczej, ale później była ona przedłużona. Czy miała ona związek z ochroną wizerunku partii rządzącej - KO? Czy miała związek również z tym, że pani oprócz produkcji tych filmów, o których wspomnieliście, miała też inną produkcję, innych nagrań, bo takie informacje też się pojawiają
- powiedziała zastępca redaktora naczelnego "Gazety Polskiej".
Dodała, że sprawa ta będzie obszernie opisana w nadchodzącym, poświątecznym wydaniu "GP".
- Krąży ta informacja o tym, że pani miała kontakty bliższe z wieloma lokalnymi politykami i miała ich nagrywać, ponieważ takie miała "zamiłowanie" do utrwalania kontaktów. Z tego też powodu sprawa ta ma po prostu drugie dno. Podobno tam się pojawiają groźby ujawnienia, gdyby pani się stało jakieś "nieszczęście" w postaci aresztowania czy więzienia, to te materiały miałyby być ujawniane i ta sprawa zaczyna wtedy przypominać trzęsawisko. To byłoby coś dużego, nie byłoby to tylko małżeństwo zboczeńców, ale jakieś środowisko, które z jakiegoś powodu miało z tymi zboczeńcami kontakt. Dlatego się tą sprawą zajmujemy i dlatego oczekujemy wyjaśnień od pani Wielichowskiej, bo to co napisała w mediach społecznościowych to nie wyjaśnienie, ale wręcz czymś, co obraża obywateli i opinię publiczną. Ona jest ostatnią osobą, która powinna się zasłaniać dobrem dzieci i dobrem zwierząt. Dlatego się tym zajmujemy, bo tu jest coś jeszcze, coś jest na rzeczy, ktoś tych ludzi chronił. Pani miała dostarczyć listy z podpisami osób z cmentarza, ale czy ktoś słyszał o śledztwie w tej sprawie
- pytała Gójska.
Martwe dusze
Michał Rykowski wspomniał, że to właśnie kwestia podpisów zaważyła na odejściu Kamili L. z partii.
- Tłumaczą się politycy PO, że została wyrzucona z partii, tylko że ona nie została wyrzucona, a sama zrezygnowała. Druga rzecz - że rzekomo z powodu zarzutów w związku ze sprawą pedofilsko-zoofilską. Otóż nie - ona odeszła z partii w związku z powody tych "martwych dusz" na listach, bo ona była pełnomocnikiem kandydatki na burmistrza Kłodzka, popieranej przez Monikę Wielichowską, i przez to nie doszło do zarejestrowania tej listy. Z tego powodu przestała być w sztabie i w partii. Pytanie zasadnicze jest - co jest na tych nagraniach - powiedział.