Jak przekazują nam sygnaliści – pracownicy Śląskiego WITD w Katowicach, którzy z obawy przed odwetem ze strony przełożonych proszą o nieujawnianie swoich danych – podczas odprawy służbowej 10 kwietnia 2026 r. doszło do szokujących scen. Śląski wojewódzki inspektor transportu drogowego, Dariusz Winiarczyk, miał wprost nakazać podwładnym celowe „ustawianie się” na drodze. Cel? Bynajmniej nie prewencja czy realne bezpieczeństwo, lecz selekcjonowanie pojazdów dla „maksymalnego prawdopodobieństwa wygenerowania protokołu z naruszeniem”.
Prywatny folwark i łamanie dyscypliny finansowej?
Co więcej, dyrektor miał przyznać się do wdrożenia „autorskiego, samowolnie wymyślonego przez siebie systemu punktowego”. To na jego podstawie miał rozdzielać i wypłacać środki z funduszu nagród. Według informatorów, wydatkowanie pieniędzy podatników na podstawie prywatnego algorytmu, z pominięciem oficjalnych regulaminów, to podręcznikowe złamanie dyscypliny finansów publicznych.
Sygnaliści dodają, że Winiarczyk zapowiedział uzależnienie przyszłych awansów i ocen okresowych od stworzonych przez siebie kryteriów. Takie dzielenie pracowników na „lepszych i gorszych” na podstawie liczby wystawionych kar uderza w ustawowe zasady bezstronności, narusza godność urzędnika i nosi znamiona nękania.
Brzmi to wyjątkowo ponuro w kontekście słów wojewody śląskiego Marka Wójcika (KO), który jeszcze w grudniu 2025 r. podczas uroczystości dziękował inspektorom za "roczną pracę na rzecz wzmacniania bezpieczeństwa".
Instytucje nabierają wody w usta
O sprawie dwukrotnie powiadomiono Główny Inspektorat Transportu Drogowego (GITD) oraz Ministerstwo Infrastruktury. Efekt? Urzędnicy próbują zamieść sprawę pod dywan. Jak tłumaczą sygnaliści, główny inspektor zignorował dowody i nie powiadomił organów ścigania, co po otrzymaniu zawiadomienia o przestępstwie urzędniczym było jego obowiązkiem.
Prokurator Aleksander Duda przekazał nam, że Prokuratura Okręgowa w Katowicach nie prowadzi śledztwa w tej sprawie. Jak ustaliła Niezalezna.pl, kwestii finansowych w Śląskim WITD nie bada również katowicka Regionalna Izba Obrachunkowa. Milczą także rzecznicy GITD (Wojciech Król) i Ministerstwa Infrastruktury (Anna Szumańska), którzy nie odpowiedzieli na nasze pytania.
Zdesperowani pracownicy skierowali oficjalne pismo do wiceministra infrastruktury Stanisława Bukowca. Do dziś nie doczekali się reakcji. Sygnaliści ostrzegają, że patologiczne instrukcje – być może narzucone z góry – to gigantyczne zagrożenie dla polskiej gospodarki. Branża transportowa przeżywa potężny kryzys, koszty rosną, a polskie firmy upadają jedna po drugiej. Wymuszanie na urzędnikach bicia rekordów statystycznych w celach fiskalnych to jawne działanie na szkodę interesu publicznego.
Dyrektor zaprzecza: To "błędne zrozumienie"
O sprawę zapytaliśmy w biurze Dariusza Winiarczyka. W nadesłanej odpowiedzi kierownictwo Śląskiego WITD kategorycznie zaprzecza oskarżeniom.
Twierdzi, że podczas odprawy poruszano jedynie kwestie bezpiecznych warunków kontroli.
W oświadczeniu czytamy: - Nie jest prawdą, iż zostały - wtedy sformułowane ze strony kierownika jednostki wypowiedzi sugerujące łamanie prawa i wymuszanie przeprowadzania kontroli "pod statystykę". Zaprzeczono również istnieniu systemu uzależniającego awanse od nakładanych kar, a pytania redakcji zrzucono na karb "niewłaściwego, a tym samym błędnego zrozumienia wypowiedzi przekazywanych na odprawie".
Alvin Gajadhur: "ITD tonie!"
Sprawę ostro komentuje dla portalu Niezalezna.pl Alvin Gajadhur, były Główny Inspektor Transportu Drogowego i minister infrastruktury, a obecnie doradca społeczny prezydenta Karola Nawrockiego.
– Słyszałem o Katowicach, to co dzieje się w Śląskim WITD, to skandal i polowanie na kierowców, i przewoźników – mówi nam Gajadhur. Jak podkreśla, o patologiach w inspekcji za obecnej władzy pisze regularnie.
– To jest polowanie na kierowców i na przewoźników, nie - dbanie o bezpieczeństwo na drogach. Wyszukuje się za wszelką cenę najmniejsze naruszenia, tak by kogoś ukarać, i to tak - by kary były jak najwyższe. Od tego są podobno później uzależnione nagrody pracowników.
Były szef ITD wskazuje, że ten proceder wprowadził jego następca, Artur Czapiewski. Choć minister Dariusz Klimczak i premier Donald Tusk ostatecznie nie wytrzymali z nim współpracy, patologiczne zasady pozostały i bulwersują samych inspektorów.
– To jest szukanie za wszelką cenę pieniędzy do budżetu – ocenia Gajadhur, przypominając, że za jego kadencji priorytetem było bezpieczeństwo i eliminowanie szarej strefy, a teraz "ma miejsce skok na kasę".
Brak reakcji na alarmy sygnalistów nie dziwi byłego ministra. – Nie jestem zdziwiony tym, że informacje sygnalistów do Ministerstwa Infrastruktury i GITD nie odniosły skutku, bo zarówno pan minister Klimczak, jak i pan wiceminister Stanisław Bukowiec mają je „w nosie”. Podobnie kolejny główny inspektor transportu drogowego Robert Koźlak. ITD tonie! Jeżeli sprawą nie zainteresują się media nic się nie zmieni! – podsumowuje Alvin Gajadhur.