"Gazeta Lubuska" od kilku tygodni opisuje skandal, którego ofiarą jest była pracownica gorzowskiego Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego Magdalena Szypiórkowska. Niezwykle istotne w tej sprawie jest to, iż WORD to instytucja podlegająca Urzędowi Marszałkowskiemu kierowanemu przez polityków Platformy Obywatelskiej.
Regionalna gazeta poinformowała, że Szypiórkowska (kobieta zgadza się na publikacje swojego nazwiska) miała być naciskana i otrzymywać propozycje pracy za seks. - Kobieta odmówiła i już w ośrodku nie pracuje - wskazała lokalna gazeta. Sprawą miała zainteresować poseł PO Krystynę Sibińską. Nic to jednak nie dało. Dlatego kobieta zdecydowała się opowiedzieć wszystko mediom.
O tym, jak bardzo niewygodną dla partii Donalda Tuska stała się ta historia, mówiła na antenie TVP Info Katarzyna Gójska.
- Jest bardzo trudna i pewnie oceniają ją ze swojej perspektywy jako niebezpieczną dla nich pod względem politycznym. Ta sprawa pokazuje wiele różnych wymiarów patologii w miejscach, w których PO sprawuje władzę, w instytucjach publicznych, ale również patologii wewnątrz tej partii. Po pierwsze: kobieta, która była ofiarą i mobbingu, i aluzji mających jednoznaczny podtekst seksualny, najpierw była zmuszona, żeby zapisać się do PO. Jednym słowem, ci którzy chcą otrzymać na tamtym terenie pracę w instytucjach podlegających PO, muszą się zapisać do partii, czyli są szantażowani. Otrzymanie pracy jest uzależnione nie kompetencjami, nie kwalifikacjami merytorycznymi, ale m.in. przymuszonym członkostwem w PO
- wykazywała.
- Drugi aspekt to ten dotyczący traktowania ludzi i przez to też kompletnego braku szacunku do prawa. Ludzie są zmuszani, żeby uczestniczyć w przedsięwzięciach politycznych
- dodała.
Jak zaznaczyła Gójska, gdy ta sprawa wypłynęła, gdy stała się głośna i jawna, "ukręcono jej głowę na wielu poziomach".
- Mowa jest o posłance na Sejm, o bardzo ważnej postaci pełniącej od lat funkcję marszałka województwa, o posłach z pierwszych stron gazet (pojawia się w też nazwisko posła Kierwińskiego i przewodniczącego PO, który miał być powiadomiony o tej sprawie)
- wyliczała.
W ocenie Katarzyny Gójskiej, kiedy dochodzi do rzeczywistego poniżania kobiety, próby wykorzystania seksualnego, szantażowania - wtedy jest głuche milczenie również ze strony tych posłanek, które na co dzień walczą o prawa kobiet, uważając za takowe m.in. aborcję.
- To pokazuje, jaki jest realny stosunek do przestrzegania prawa w środowisku PO. Prawo się nie liczy. Ludzie traktowani są przedmiotowo, kobiety są traktowane przedmiotowo, nie patrzy się na przepisy prawa, kodeks pracy. Okazuje się, że kobiety w tamtej instytucji miały spełniać zachcianki seksualne działacza PO. To jest rzecz odrażająca
- stwierdziła.