Jeszcze ze dwie dekady temu istniał swego rodzaju gentelmen’s agreement między medialnymi stronami politycznej barykady – iż po argumenty „ad Hitlerum” się nie sięga, „nie uchodzi” – jak mawiał pewien ksiądz z komedii Fredrowskiej. Potem powoli, krok po kroku, przede wszystkim za sprawą Gazety Wyborczej ta granica zaczęła być przesuwana, naruszana, a następnie, już po zdobyciu przez PiS władzy w roku 2015, całkowicie usunięta. Można było hulać dowoli „ad Hitlerum” przyprawiając brunatną gębę obozowi Zjednoczonej Prawicy. Na Zachodzie, we Włoszech na przykład, sformułowania „skrajna prawica” czy „nacjonaliści”, kojarzą się faktycznie z mocnym, a czasem nawet rzeczywiście faszyzującym skrzydłem, na prawicy. I tak PiS wrzucono nad Tybrem do tego samego worka wyobrażeniowego, co miłośników Mussoliniego. Paranoja? Absurd? Owszem – ale okazuje się, że jak coś jest skuteczne, to się z tego korzysta, nie hamując się przed niczym. Wpuścić dziecko do sejmu, by prowokowało Kaczyńskiego? Jasne! Jeśli tylko zadziała – czemu nie…
W tym wszystkim jest jednak pewien porażający, straszny „twist” (jak mówi młodzież o zwrocie akcji) – oto ci, którzy cały świat „ostrzegali przed pisowskim faszyzmem”, dyktaturą i reżimem (ileż to razy owo słowo padało w publicznym obiegu!) sięgają po metody, które przecież zawsze uważane były za działania niezgodne z systemem wartości demokratycznego świata – mam tu na myśli szykany, a nawet tortury, jakie stosuje się wobec zatrzymywanych „politycznych” więźniów. Najpierw była porażająca korespondencja zza krat księdza Olszewskiego, a ostatnio Telewizja Republika ujawniła kolejne, niehumanitarne szczegóły z zatrzymań i sposobu dręczenia – tym razem chodzi o urzędniczkę Ministerstwa Finansów. Zapalanie światła w nocy, budzenie, dręczenie bardzo głośną muzyką – to są standardy państwa, w którym miano „odbudowywać praworządność”? To są standardy państwa rządzonego prze tych, którzy dopiero co krzyczeli o „reżimie” i „faszystach” z PiS? Ale przecież „przyjaciele” z liberalno-lewicowego świata na Zachodzie – ludzie mediów i politycy, nie tylko milczeć będą w tej sprawie, ale wręcz należy oczekiwać poklasku. W końcu chodzi o… walkę z „dyktaturą”…