Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Reklama
Polska

To miał być "dzień zemsty bezlitosnej". Nastroje z powstańczych gazet nadal poruszają [GALERIA]

"Warszawa walczy! Warszawa szarpie wroga. Nareszcie na rękach naszych niemiecka krew, tych wściekłych psów, tych zbójów, którzy poniewierali i plugawili przez pięć niekończących się lat wszystko co było dla nas święte". 81. lat temu, o godzinie 17:00, Warszawa poderwała się do walki z niemieckim okupantem. O tym, jakie nastroje panowały wśród warszawiaków podczas sierpnia 1944 roku, informuje nas po dziś dzień prasa powstańcza. Archiwum Akt Nowych postanowiło o niej przypomnieć.

Podczas powstania warszawskiego ukazywał się szereg publikacji i informatorów, dostarczających informacji o stanie walk, miejscach rzezi czy podbudowujących morale, a także walczących ze szkodliwą dla Polski propagandą. Co ciekawe, powstańcy nie zapomnieli również... o prasie dla dzieci.

Reklama

Legendarny "Biuletyn Informacyjny"

Bez wątpienia najbardziej znanym publikatorem powstania warszawskiego był "Biuletyn Informacyjny", wydawany codziennie. Wydanie z 1 sierpnia 1944 otwierał tekst opatrzony tytułem "Sztuka czekania".

Nerwy na wodzy! Pożałowania godni są ludzie żyjący w gorączce, z rozbieganymi nerwowo oczami, rozdrażnieni, używający podnieconego głosu, działający nieprzemyślanymi odruchami, wydający sprzeczne sądy i sprzeczne zlecenia. Pożałowania godni są nie tylko ludzie nieopanowani, lecz nade wszystko ich otoczenie. Odwrotnie natomiast: nieocenieni są ci, którzy w dniach napięcia nerwowego zachowują nad sobą panowanie, od których promieniuje spokój oraz nastrój równowagi uosobienia. Ludzie tacy są ośrodkami najcenniejszych w kryzysach nastrojów - nastrojów spokoju

– napominał surowo periodyk pierwszego dnia powstania, kładąc nacisk na psychologiczny aspekt tego, co nadchodziło.

Biuletyn Informacyjny z 1 sierpnia 1944
Biuletyn Informacyjny z 1 sierpnia 1944Joanna Grabarczyk / Archiwum Akt Nowych

Numer z 2. sierpnia 1944 otwiera natomiast informacja o rozpoczęciu powstania: "Dowódca Armii Krajowej dał rozkaz do walki z wrogiem".

- Żołnierze stolicy! Wydałem dziś upragniony przez Was rozkaz do jawnej walki z odwiecznym wrogiem Polski, najeźdźcą niemieckim. Po pięciu blisko latach nieprzerwanej i twardej walki prowadzonej w podziemiach konspiracji stajecie dziś otwarcie z bronią w ręku, by Ojczyźnie przywrócić Wolność i wymierzyć zbrodniarzom niemieckim przykładną karę za terror i  zbrodnie dokonane na ziemiach Polski - przekazał gen. Tadeusz Bór Komorowski.

Warszawa walczy! Warszawa szarpie wroga. Nareszcie na rękach naszych niemiecka krew, tych wściekłych psów, tych zbójów, którzy poniewierali i plugawili przez pięć niekończących się lat wszystko co było dla nas święte. [...] Warszawa jest zjednoczona bez reszty w nienawiści, w zemście, w jednolitym pragnieniu wolności. [...] Oto dziś dzień krwi i chwały! Dzień sprawiedliwej zemsty, zemsty bezlitosnej. Do broni!

– zagrzewał "Biuletyn Informacyjny".

"Biuletyn Informacyjny" z dnia 2 sierpnia 1944Joanna Grabarczyk / Archiwum Akt Nowych

Prasa Małego Powstańca, czyli powstańcze gazetki dla dzieci

Adresowaną specjalnie do dzieci gazetką była "Jawnutka", czyli "Codzienne pisemko dla dzieci". W numerze datowanym na 12 sierpnia 1944 na pierwszy plan wysuwają się "Bajki o pieskach". Z dzisiejszego punktu widzenia bliżej im jednak w swym przekazie do baśni Braci Grimm niż do bijących dziś rekordy popularności przygód Basi.

- Wiernuś! - mówił pan do psa. - Wiernuś, dobre zwierzę!...
Pośród wszystkich moich sług
Tobie jedynie wierzę,
Boś ty mój wierny, najwierniejszy druh.
I psa po kudłach głaszcze, klepie go i pieści.
Pies aż się zwija cały, tak wali ogonem.
Dusza ślepiami skamle o szczęściu szalonym,
O niezrównanej psiej cześci.
Wreszcie ozwie się Wiernuś / było to w epoce,
gdy zwierzęta mówiły/: - Jedno mam błaganie:
Łańcuchem, widzisz, nieraz daremnie szamocę - 
Odwiąż mnie, panie...
- Odwiązać? - pan zawoła. - O, nie, nie myśl o tym!
Wolność pokusy rodzi, wolność grzechów matka.
Mógłbyś pobiec gdzie, przepaść, nie wrócić z powrotem...
Nie, piesku, ceń swą wierność, bo to cnota rzadka.

"Jawnutka", powstańcze pisemko dla dzieciJoanna Grabarczyk / Archiwum Akt Nowych

W pisemku znalazły się również rzeczowe informacje.

OBYWATELE DZIECI! "Jawnutka" będzie przychodziła do Was CODZIENNIE. Na każdej klatce schodowej stwórzcie "kółko Jawnutki" w celu zbiorowego słuchania Waszego pisemka. Mamy mało papieru i jeden egzemplarz musi Wam starczyć na kilkanaście klatek

– przekazała REDAKCJA, w skład której wchodziła m.in. Maria Kownacka, znana z takich książek dla dzieci jak "Plastusiowy pamiętnik" czy "Rogaś z Doliny Roztoki".

Chociaż "WIGRY", czyli Gazetka żołnierska baonu "Wigry" adresowana była raczej do starszych odbiorców, sporo miejsca w wydaniu z 13 sierpnia 1944 roku poświęcono historii młodego łącznika. Opisywany wyczyn jedenastolatka zrobił na redakcji najwyraźniej wielkie wrażenie, gdyż tekst zilustrowany został nawet rysunkiem, przedstawiającym bohatera historii.

Gazetka żołnierska
Gazetka żołnierska "Wigry" była pod wrażeniem postawy najmłodszych żołnierzy.Joanna Grabarczyk / Archiwum Akt Nowych
W czasie odprawy u dowódcy baonu wpada chłopiec może 11-letni w za dużym hełmie francuskim, w wyrośniętym paltku, przewiązany paskiem, za którym tkwi handgranat. Wyprostowany na baczność melduje cienkim głosikiem, że szuka kpt. X, do którego ma ważny meldunek. - Co to za porządek - powiada - szukam go na Kilińskiego, mówią, że jest na Długiej. Z Długiej odsyłają mnie znowu do batalionu. A ja nie mam czasu, ja mam bardzo ważny meldunek. Kto tu jest starszym dowódcą? Jeden z obecnych oficerów, widząc wystający przyduży na wzrost chłopca granat, pyta, czy umie się z nim obchodzić. Cienki głosik śmiało odpowiada: - Gdybym się nie umiał obchodzić, na pewno bym go nie nosił! - Ale przecież nie masz siły, aby ten granat rzucić. - Owszem, mam! Bo jeśli pół cegły rzucam na odległość15 metrów, to taki granat rzucę jeszcze dalej! - mówi już trochę drżącym głosikiem, pewno z obawy, żeby go nie rozbrojono. - Już pan przeczytał meldunek? Ja wiem, co napisano. Widzi pan, że sprawa ważna. Dowódca wskazał mu ręką oficera, który mu tę sprawę załatwi. Malec wyprostował się, zasalutował i wyszedł sprężyście. Miły chłopiec, dzielny łącznik szukał pomocy dla jednego ze źle działających miotaczy ognia. Treści meldunku głośno nie zdradził, dając tylko najstarszemu oficerowi do przeczytania. Takich chłopców, wzorowych łączników, mamy wielu. Mogą być oni często przykładem dla starszych żołnierzy w zrozumieniu wykonywania swego obowiązku

– opisywała gazetka "Wigry".


Nieufność wobec Armii Czerwonej

Przykład walki ze stalinowską propagandą możemy dziś zaobserwować w artykule ze strony głównej "Żołnierza Starego Miasta", czyli Organu Obywatelskiego Komitetu Starego Miasta. W  numerze trzecim tego periodyku, datowanym na 14 sierpnia 1944 roku, anonimowy autor wzywa do nieulegania radzieckiej propagandzie, dotyczącej pomocy powstańcom. "Nie jesteśmy sami", tytułuje swój wywód i wskazuje, kto naprawdę pomógł powstańcom.

Przed kilku dniami na murach Starego Miasta ukazał się barwny afisz Armii Ludowej zawierający na tle czerwonego sztandaru z młotem i sierpem napis: „Nie jesteśmy sami”. Zrozumieliśmy intencje wydawców tego afisza, ale — wspólnie chyba z nimi — wiemy, jak bardzo minęły się one z rzeczywistością. Armia Krajowa bowiem walcząc w Warszawie od dni czternastu, nie zaznała ani przez chwilę braterstwa broni tych, których afisz Armii Ludowej pragnąłby widzieć jako kombatantów naszej ciężkiej walki o wolność

– przypomniał dziennikarz.

"Żołnierz Starego Miasta" próbował obalić radziecką propagandę.Joanna Grabarczyk / Archiwum Akt Nowych

"Hasło zatym 'Nie jesteśmy sami' nie pozostało frazesem. Jest krzepiącą prawdą i rzeczywistością, jest dowodem, że podejmując nierówną walkę o wolność, o sprawiedliwość, o moralność świata, o chleb dla człowieka pracy, o naszą niepodległość, o prawo człowieka do życia — znaleźliśmy echo i pomoc u narodów prawdziwie i rzeczywiście miłujących te wartości. Nie odgrywała dla nich roli odległość, jaka dzieli bazy armii amerykańskiej od Warszawy. Nie uchyliły się od trudności dalekiego przelotu załogi polskich samolotów. Naród amerykański, nie sąsiadujący z nami ani na jednym centymetrze granicznym, którego armia nie stoi w pobliżu Warszaw, ale tysiące kilometrów od nas na przeciwległym krańcu Europy - przybyła z pomocą robotnikowi warszawskiemu, który podjął broń przeciw Niemcom. Fakty są zawsze wymowniejsze od słów i barwnych afiszów" - chwalił Amerykanów autor tekstu dwa dni po tym, gdy do walczącej Warszawy dotarły zrzuty amunicji.

Źródło: niezalezna.pl, Archiwum Akt Nowych
Reklama