Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Szokujące kulisy incydentu z rosyjską rakietą. Polska obrona dziurawa, a z wojska wyciekają ściśle tajne dane

Kiedy pod koniec lipca rosyjska rakieta naruszyła polską przestrzeń powietrzną, premier Donald Tusk zapewniał, że wojsko zadziałało szybko i bezbłędnie. Najnowsze doniesienia "Rzeczpospolitej" obnażają jednak przerażający obraz sytuacji: w polskich myśliwcach F-16 nie działał kluczowy system wymiany danych, a systemy obrony przeciwrakietowej nie są ze sobą zintegrowane. Co gorsza, ujawnienie tych informacji przez prasę dowodzi, że z polskiego wojska wyciekają ściśle tajne dane operacyjne.

30 lipca 2026 roku rosyjski pocisk manewrujący Ch-101 wleciał nad terytorium Polski i ostatecznie rozbił się w okolicach miejscowości Tarnawa-Kolonia.

Zdarzenie to wywołało natychmiastową reakcję najwyższych władz, które starały się uspokoić opinię publiczną, roztaczając wizję pełnej kontroli nad polskim niebem.

Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil i kliknij „Obserwuj w Google”

Premier Donald Tusk przekonywał wówczas, że „pierwsze informacje jednoznacznie wskazują, że odpowiednie służby, przede wszystkim wojsko i nasi piloci, zadziałały bardzo szybko i sprawnie”. Wtórował mu Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych, gen. Ireneusz Nowak, który twierdził, że polski F-16 znalazł się na miejscu dokładnie wtedy, gdy pocisk uderzył w ziemię, i był gotowy do jego zestrzelenia, gdyby rakieta kontynuowała lot.

Jak jednak wynika z ustaleń dziennika „Rzeczpospolita”, oficjalna narracja rządu drastycznie rozmijała się z faktami.

Głuche myśliwce i chaos na niebie

Najbardziej szokującym odkryciem jest awaria systemu Link-16 w dyżurnej parze polskich myśliwców F-16, które znajdowały się wówczas w powietrzu.

Jest to standardowy w NATO system wymiany danych, dzięki któremu piloci mają pełną świadomość sytuacyjną i dokładnie wiedzą, gdzie znajdują się inne statki powietrzne. Z powodu jego niedziałania polscy lotnicy musieli polegać na tradycyjnej komunikacji radiowej, co w warunkach bojowych znacząco utrudnia i spowalnia działania operacyjne.

Co więcej, w momencie pojawienia się rosyjskiego pocisku nad Polską żaden z naszych myśliwców nie był w optymalnej pozycji do natychmiastowej reakcji. Z informacji przekazanych przez dziennik wynika, że jeden z samolotów F-16 musiał w tym krytycznym czasie pobierać paliwo w powietrzu z sojuszniczej cysterny.

Drugi z polskich myśliwców był z kolei zajęty weryfikacją innego obiektu tuż przy granicy. Jak się okazało, był to ukraiński MiG-29, którego pilot prawdopodobnie próbował strącić rosyjską rakietę jeszcze przed jej wlotem w polską przestrzeń powietrzną. 

Brak integracji i niepokojący wyciek tajemnic państwowych

Problemy dotyczyły nie tylko lotnictwa, ale również naziemnej obrony przeciwlotniczej. Okazuje się, że system rozpoznania radiolokacyjnego Dunaj nie tworzy spójnej całości z nowoczesnym systemem przeciwrakietowym Patriot. W praktyce oznacza to, że operatorzy muszą pracować na dwóch osobnych monitorach, oceniając sytuację niemalże na oko. Ostatecznie tamtej nocy systemu Patriot w ogóle nie użyto.

Fakt, że tak szczegółowe i wrażliwe dane operacyjne trafiają na łamy prasy, świadczy przy tym o potężnym wycieku ściśle tajnych informacji z samego serca polskiego wojska.

Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych odmówiło dziennikarzom merytorycznego odniesienia się do tych informacji. Rzecznik prasowy, ppłk Jacek Goryszewski, zasłonił się tajemnicą państwową, stwierdzając, że informacje te „podlegają ochronie na zasadach określonych w przepisach o ochronie informacji niejawnych”. Dodał również, że brak komentarza ze strony wojska „nie stanowi ani ich potwierdzenia, ani zaprzeczenia”.

 

Źródło: niezalezna.pl, Rzeczpospolita

NAJNOWSZE Polska