Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Reklama
Polska

Sprawa Oskarka i Leny, czyli Jugendamt po polsku. "Zbyt łatwo można odebrać dziecko rodzicom"

Trzeba jasno powiedzieć, że w przypadku Oskarka i Leny zastosowano niemieckie standardy. Polska nie jest niemieckim landem i obowiązują tu nasza konstytucja i prawo rodzinne. W Polsce więź rodzicielska ma pierwszeństwo nad władzą państwa, a o tym zapomniano – mówi mec. Michał Skwarzyński. Wiesława Kurowska, wiele lat zajmująca się pieczą zastępczą i kierowaniem MOPS, zgadza się z tą oceną – zbyt łatwo obecnie można odebrać dzieci rodzicom. Rodzinie można zafundować horror nawet na podstawie bezpodstawnego donosu sąsiadów. Jak ustaliła „Codzienna”, takie przypadki się zdarzają.

Decyzja o utrzymaniu pieczy zastępczej dla Leny zapadła na posiedzeniu niejawnym sądu, mimo że mama Leny i zmarłego Oskarka nie przebywa już w więzieniu, a ocena więzi córki z matką podczas widzenia wypadła pozytywnie. Jak poinformował nas sąd: „Decyzję o sposobie rozpoznania wniosku podejmuje sędzia referent. Jednocześnie uprzejmie informuję, że zgodnie z art. 7561 k.p.c. w sprawach dotyczących pieczy nad małoletnimi dziećmi i kontaktów z dzieckiem sąd orzeka w przedmiocie zabezpieczenia po przeprowadzeniu rozprawy, chyba że chodzi o wypadek niecierpiący zwłoki”.

Reklama

Interpretacja zamiast prawa

To tłumaczenie sądu jest kuriozalne. Tu powinna odbyć się rozprawa. Sędzia chyba wiedział, bo przecież wiedziała już cała Polska, że matka dziecka nie siedzi za kratami. W takich sprawach rozprawa jest fundamentalna, ponieważ matka i jej pełnomocnik mogą zająć stanowisko, sąd ma możliwość bezpośredniej oceny sytuacji, postawy matki itd. Tu nie miał miejsca „wypadek niecierpiący zwłoki”, bo nie chodziło o wypadek przemocy ani zagrożenia życia i zdrowia dziecka, więc to tłumaczenie nie ma sensu. Sędzia sobie zinterpretował przepisy, a nie je wypełnił

– mówi dr Michał Skwarzyński, specjalista praw człowieka z KUL. I dodaje, że od samego początku w tej sprawie mamy do czynienia z arbitralnymi decyzjami urzędników i decyzjami sądów za zamkniętymi drzwiami, co kłóci się z polskimi standardami prawa w takich przypadkach.

To, co się wydarzyło, jest praktycznie tożsame z procedurami, które stosują Jugendamt w Niemczech czy Barnevernet w Norwegii. Tam paradygmatem jest to, że to władza państwa jest nadrzędna, także nad władzą rodzicielską i więziami rodzinnymi, i tym samym administracyjnie, a więc urzędniczo można te więzi naruszać. W Polsce konstytucja i prawo rodzinne reprezentują inny sposób widzenia, mianowicie to więzi rodzinne są nadrzędne, a władza państwa jest wobec nich podrzędna. To dlatego nie urzędnicy, ale jedynie sąd może zdecydować o naruszeniu lub zerwaniu tych więzi. W żadnym razie nie mogą tego zrobić samoistnie urzędnicy na podstawie swoich ocen. Tyle że ta kontrola sądu musi być rzeczywista, a nie oparta na decyzjach kapturowych, bez rozpraw, tak jak miało to miejsce w tym wypadku. W sprawie Oskarka i Leny zastosowano niemieckie standardy i trzeba to jasno powiedzieć – mówi Skwarzyński.

Od odebrania do śmierci

Z oceną Skwarzyńskiego zgadzają się Wiesława Kurowska, wiele lat zajmująca się pieczą zastępczą i kierowaniem MOPS, a także mec. Magdalena Majkowska, adwokat pani Magdy, mamy Oskarka i Leny. Wskazują, że wystarczy prześledzić ciąg zdarzeń, by okazało się, iż działano w tej sprawie z pominięciem prawa i na podstawie urzędniczego widzimisię.

Kiedy funkcjonariuszki policji weszły do mieszkania dzieci, uznały, że trzeba je zabrać na podstawie art. 58 ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej. Nie skorzystały z możliwości informowania dyżurnego sędziego o tym, że ze względu na małe dzieci może należy odroczyć karę, nie zawiozły dzieci do rodziny zastępczej pełniącej funkcję pogotowia opiekuńczego, do czego zmusza ta procedura. Wtedy rodzina zastępcza, jak mówi prawo, w ciągu 24 godzin zawiadamia sąd rodzinny. Zamiast tego wezwały pracowników Warszawskiego Centrum Wspierania Rodziny. Ci zawieźli dzieci do różnych placówek, mimo że w trybie, o którym mowa, nie wolno rozdzielać rodzeństwa, a rodzina zastępcza pełniąca funkcję pogotowia nie może odmówić przyjęcia dzieci. Umawiają się z ojcem dziecka, że odbierze dzieci za dwie doby, choć żadne prawo nie przewiduje takiej możliwości. To wszystko dzieje się bez nadzoru sądu. Co więcej, dzieje się to w sytuacji rozdzielenia rodzeństwa i w sytuacji, w której pracownicy centrum zgodnie z prawem nie mieli niczego do roboty, ponieważ w tym trybie dzieci do pogotowia opiekuńczego przekazuje policja, a sąd powiadamia pracownik pogotowia, w tym wypadku rodzic zastępczy.

Kiedy rano 19 maja, po czterech dniach przebywania w rodzinie zastępczej bez wiedzy sądu, Oskarek umiera, policja (a nie rodzic zastępczy, a więc ze złamaniem procedur!) składa wniosek do sądu o ustanowienie pieczy zastępczej.

Co więcej, jak poinformował „Codzienną” sąd, to na podstawie informacji policji sąd, wiedząc o zgonie dziecka w rodzinie, w której był poza kontrolą sądu, sytuacji rozdzielenia rodzeństwa, nie próbuje wyjaśniać sytuacji, ale decyduje o pieczy zastępczej i wszczyna procedurę ograniczenia praw rodzicielskich matce! Napisano: „Działanie sądu było wywołane informacjami otrzymanymi z Wydziału Prewencji Komendy Rejonowej Policji Warszawa VII dotyczącymi interwencji z dnia 15 maja 2025 r.”.

– Na jakiej podstawie poza policyjnym widzimisię wdrożono tę procedurę – pytają nasi rozmówcy – jeśli policjantki były tam pierwszy raz, nie było Niebieskiej Karty, nie było sygnałów o przemocy, a rodzina nie korzystała z pomocy służb socjalnych? Dlaczego, pytają, jeśli stwierdzono, że rodzina potrzebuje pomocy, ograniczono się do odebrania dzieci, a już żadnej pomocy później owo tak aktywne centrum nie udzieliło?

Czytaj więcej we wtorkowym wydaniu "Gazety Polskiej Codziennie"!

Źródło: Gazeta Polska Codziennie
Reklama