Decyzja o utrzymaniu pieczy zastępczej dla Leny zapadła na posiedzeniu niejawnym sądu, mimo że mama Leny i zmarłego Oskarka nie przebywa już w więzieniu, a ocena więzi córki z matką podczas widzenia wypadła pozytywnie. Jak poinformował nas sąd: „Decyzję o sposobie rozpoznania wniosku podejmuje sędzia referent. Jednocześnie uprzejmie informuję, że zgodnie z art. 7561 k.p.c. w sprawach dotyczących pieczy nad małoletnimi dziećmi i kontaktów z dzieckiem sąd orzeka w przedmiocie zabezpieczenia po przeprowadzeniu rozprawy, chyba że chodzi o wypadek niecierpiący zwłoki”.
Interpretacja zamiast prawa
– To tłumaczenie sądu jest kuriozalne. Tu powinna odbyć się rozprawa. Sędzia chyba wiedział, bo przecież wiedziała już cała Polska, że matka dziecka nie siedzi za kratami. W takich sprawach rozprawa jest fundamentalna, ponieważ matka i jej pełnomocnik mogą zająć stanowisko, sąd ma możliwość bezpośredniej oceny sytuacji, postawy matki itd. Tu nie miał miejsca „wypadek niecierpiący zwłoki”, bo nie chodziło o wypadek przemocy ani zagrożenia życia i zdrowia dziecka, więc to tłumaczenie nie ma sensu. Sędzia sobie zinterpretował przepisy, a nie je wypełnił
– mówi dr Michał Skwarzyński, specjalista praw człowieka z KUL. I dodaje, że od samego początku w tej sprawie mamy do czynienia z arbitralnymi decyzjami urzędników i decyzjami sądów za zamkniętymi drzwiami, co kłóci się z polskimi standardami prawa w takich przypadkach.
– To, co się wydarzyło, jest praktycznie tożsame z procedurami, które stosują Jugendamt w Niemczech czy Barnevernet w Norwegii. Tam paradygmatem jest to, że to władza państwa jest nadrzędna, także nad władzą rodzicielską i więziami rodzinnymi, i tym samym administracyjnie, a więc urzędniczo można te więzi naruszać. W Polsce konstytucja i prawo rodzinne reprezentują inny sposób widzenia, mianowicie to więzi rodzinne są nadrzędne, a władza państwa jest wobec nich podrzędna. To dlatego nie urzędnicy, ale jedynie sąd może zdecydować o naruszeniu lub zerwaniu tych więzi. W żadnym razie nie mogą tego zrobić samoistnie urzędnicy na podstawie swoich ocen. Tyle że ta kontrola sądu musi być rzeczywista, a nie oparta na decyzjach kapturowych, bez rozpraw, tak jak miało to miejsce w tym wypadku. W sprawie Oskarka i Leny zastosowano niemieckie standardy i trzeba to jasno powiedzieć – mówi Skwarzyński.
Od odebrania do śmierci
Z oceną Skwarzyńskiego zgadzają się Wiesława Kurowska, wiele lat zajmująca się pieczą zastępczą i kierowaniem MOPS, a także mec. Magdalena Majkowska, adwokat pani Magdy, mamy Oskarka i Leny. Wskazują, że wystarczy prześledzić ciąg zdarzeń, by okazało się, iż działano w tej sprawie z pominięciem prawa i na podstawie urzędniczego widzimisię.
Kiedy funkcjonariuszki policji weszły do mieszkania dzieci, uznały, że trzeba je zabrać na podstawie art. 58 ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej. Nie skorzystały z możliwości informowania dyżurnego sędziego o tym, że ze względu na małe dzieci może należy odroczyć karę, nie zawiozły dzieci do rodziny zastępczej pełniącej funkcję pogotowia opiekuńczego, do czego zmusza ta procedura. Wtedy rodzina zastępcza, jak mówi prawo, w ciągu 24 godzin zawiadamia sąd rodzinny. Zamiast tego wezwały pracowników Warszawskiego Centrum Wspierania Rodziny. Ci zawieźli dzieci do różnych placówek, mimo że w trybie, o którym mowa, nie wolno rozdzielać rodzeństwa, a rodzina zastępcza pełniąca funkcję pogotowia nie może odmówić przyjęcia dzieci. Umawiają się z ojcem dziecka, że odbierze dzieci za dwie doby, choć żadne prawo nie przewiduje takiej możliwości. To wszystko dzieje się bez nadzoru sądu. Co więcej, dzieje się to w sytuacji rozdzielenia rodzeństwa i w sytuacji, w której pracownicy centrum zgodnie z prawem nie mieli niczego do roboty, ponieważ w tym trybie dzieci do pogotowia opiekuńczego przekazuje policja, a sąd powiadamia pracownik pogotowia, w tym wypadku rodzic zastępczy.
Kiedy rano 19 maja, po czterech dniach przebywania w rodzinie zastępczej bez wiedzy sądu, Oskarek umiera, policja (a nie rodzic zastępczy, a więc ze złamaniem procedur!) składa wniosek do sądu o ustanowienie pieczy zastępczej.
Co więcej, jak poinformował „Codzienną” sąd, to na podstawie informacji policji sąd, wiedząc o zgonie dziecka w rodzinie, w której był poza kontrolą sądu, sytuacji rozdzielenia rodzeństwa, nie próbuje wyjaśniać sytuacji, ale decyduje o pieczy zastępczej i wszczyna procedurę ograniczenia praw rodzicielskich matce! Napisano: „Działanie sądu było wywołane informacjami otrzymanymi z Wydziału Prewencji Komendy Rejonowej Policji Warszawa VII dotyczącymi interwencji z dnia 15 maja 2025 r.”.
– Na jakiej podstawie poza policyjnym widzimisię wdrożono tę procedurę – pytają nasi rozmówcy – jeśli policjantki były tam pierwszy raz, nie było Niebieskiej Karty, nie było sygnałów o przemocy, a rodzina nie korzystała z pomocy służb socjalnych? Dlaczego, pytają, jeśli stwierdzono, że rodzina potrzebuje pomocy, ograniczono się do odebrania dzieci, a już żadnej pomocy później owo tak aktywne centrum nie udzieliło?
Czytaj więcej we wtorkowym wydaniu "Gazety Polskiej Codziennie"!
Zakłamywanie historii, polityczna prowokacja – to określenia komentujące wystawę o żołnierzach III Rzeszy z terenów Pomorza nazwanej „Nasi chłopcy”. „To jest moralna prowokacja. Nie ma zgody na relatywizowanie historii!”- napisał prezydent.
— GP Codziennie (@GPCodziennie) July 15, 2025
Czytaj na » https://t.co/1HYRtWiDJA pic.twitter.com/1QHJ8FLKoo