Na początku roku 2025 Prokuratura Regionalna w Lublinie umorzyła śledztwo wobec Romana Giertycha w aferze Polnordu, chociaż na bliskich współpracownikach posła ciążą zarzuty m.in. prania brudnych pieniędzy. Prokuratura chciała pierwotnie postawić politykowi zarzuty m.in. przywłaszczenie mienia wielkiej wartości w kwocie ponad 72 mln zł i wyrządzenie giełdowej spółce szkody majątkowej w wielkich rozmiarach; pranie brudnych pieniędzy w kwocie prawie 5,2 mln zł; wyrządzenie spółce Polnord szkody w wysokości 4,5 mln zł pod pozorem umowy na reprezentowanie tej spółki przez kancelarię prawną Giertycha w postępowaniu przed Naczelnym Sądem Administracyjnym.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”
Jeszcze w listopadzie 2024 r. "Gazeta Polska Codziennie" informowała, że Prokuratura Krajowa miała sugerować śledczym z Lublina umorzenie sprawy Giertycha.
Na początku 2025 r. dziennikarze Wirtualnej Polski dotarli do szczegółów decyzji o umorzeniu postępowania, z których wynika, że "Giertych pełnił rolę tylko usługową", a decyzje podejmowali przede wszystkim biznesmen Ryszard K. oraz współpracownik Giertycha, Sebastian J. "Foka".
Wątek nieznany prokuraturze
Dziś dziennikarze wp.pl i money.pl dotarli do wątku, którego - jak piszą - nigdy nie zbadała prokuratura w aferze Polnordu.
Chodzi o założony w kwietniu 2012 r. w Liechtensteinie - znanym jako raj podatkowy - podmiot o nazwie "Utriusque Iuris Anstalt", którego forma, czyli właśnie Anstalt, znana tylko w Liechtensteinie, pozwala zataić, kto za nią stoi, co jest dodatkową trudnością do jej sprawdzenia przez organa ścigania.
Do zarządu spółki wchodzą kobieta pracująca w kancelarii Romana Giertycha, nazywana w tekście "Katarzyną", prawnik z Vaduz Frank Zindel oraz panamska spółka Swiss Protecta S.A. w osobie prezes - Victorii Beninger, rzeczywiście Wiktorii Olegownej Kriażewej urodzonej w Rosji, w Pietropawłowsku.
"Rosjanka to profesjonalistka, zawodowo zakładająca bogatym Rosjanom firmy w rajach podatkowych"
- piszą dziennikarze Szymon Jadczak i Karolina Wysota.
Kasa na konto kancelarii Giertycha
"Katarzyna" nie mogła podejmować w sprawie firmy żadnych decyzji samodzielnie, a jak dodają dziennikarze - nigdy nie była w Liechtensteinie i nie poznała wspólników, a w jej imieniu działał "Foka", który miał dostęp do polskiego konta firmy.
Od 2013 r. z Utriusque Iuris Anstalt na konto kancelarii Romana Giertycha miały zacząć wpływać pieniądze. Według danych Generalnego Inspektora Informacji Finansowej - w 2013 r. miało to być ok. 900 tys. złotych. Zleceniodawcą przelewów, w dużej części miał być właśnie "Foka" - choć w danych bankowych widnieją zarówno dane "Katarzyny", jak i samej firmy.
"Dzięki temu mechanizmowi »Foka« nie figurował jako wpłacający pieniądze na konto kancelarii Giertycha. Gdyby ktoś pytał kancelarię, skąd otrzymała pieniądze, odpowiedź brzmi: »od kontrahenta zagranicznego, podmiotu z Liechtensteinu«, a nie »od ochroniarza Giertycha«. I jak dziś już wiemy, mechanizm ten skutecznie utrudnił połączenie kropek prokuraturze, która nie rozpracowała tego wątku"
- czytamy w tekście na portalu money.pl.
Eksperci wskazują, że doszło tu do "klasycznego mechanizmu warstwowania przy użyciu spółek", mającego zatrzeć ślady między źródłem środków a rzeczywistym odbiorcą.
Spółka w Liechtensteinie została postawiona w likwidację kilkanaście dni po ostatnim przelewie na konto kancelarii Giertycha.
Paweł Kuskowski, ekspert ds. przeciwdziałania praniu pieniędzy, zwraca uwagę w rozmowie z money.pl, że sumy, które wpływają co miesiąc z Liechtensteinu na konto Giertycha (ok. 120 tys. zł) pokrywają się wartością z sumą, jaka na konto "Foki" - a konkretnie założonej przez niego spółki New Industry - miała wpływać Polnordu na mocy umowy sprzedaży wierzytelności z wiosny 2011 r.
Dziennikarze wskazali, że od listopada 2014 r. do października 2015 r., długo po likwidacji Utriusque Iuris Anstalt, z osobistego konta "Foki" trafiło na konto kancelarii Giertych ok. 1,4 mln zł, w sześciu przelewach z dopiskiem "Barbara Giertych - Utriusqe".
Jadczak i Wysota wskazują, że prokuratura nie badała tego wątku w aferze Polnordu.
Sam Roman Giertych przekonuje, że wszystko odbyło się transparentnie i legalnie, a spółkę w Liechtensteinie zakładała jego żona Barbara, choć jej dane nie figurują w żadnych dokumentach.