Mimo weta prezydenta i sprzeciwu społecznego - rząd Donalda Tuska postanowił za wszelką cenę zaciągnąć na dekady gigantyczny kredyt w ramach unijnego programu SAFE. Do podpisania umowy doszło dziś wczesnym popołudniem w Warszawie. Co ważne, podpisu nie złożył osobiście premiera Donald Tusk, a dwóch jego ministrów: obrony narodowy - Władysław Kosiniak-Kamysz i finansów: Andrzej Domański.
W ramach programu SAFE Polska ma otrzymać ok. 43,7 mld euro w formie pożyczek, przeznaczonych na cele obronne.
Dziś rano, na chwilę przed podpisaniem umowy SAFE, na antenie Polsat News gościł Andrzej Domański, minister finansów.
Jak stwierdził – "To bardzo korzystna umowa dla naszego kraju, naszego bezpieczeństwa, dla budowy odporności Polski".
Wręcz jestem dumny z tego, że mogę dzisiaj tę umowę podpisać, bo nie ma tańszego, bardziej efektywnego źródła finansowania, modernizacji polskiej armii niż program SAFE. My potrzebujemy pieniędzy na modernizację polskiej armii nie za rok, nie za 5 lat, tylko natychmiast
– mówił dalej.
Na pytanie o to - "jaki to będzie procent na start?", konkretna odpowiedź nie padła.
Nie będę w tej chwili mówił o konkretnym procencie. Mogę tylko powiedzieć: po pierwsze, musimy dziś tę umowę... dzisiaj będzie upubliczniona, podpisana. To, co warto powiedzieć to, że ta różnica wynosi już, myślę, ponad 90 punktów bazowych. Czyli ta różnica cały czas rośnie.
– brnął Domański.
Dziennikarz wtrącił: "rozumiem, że taniej pożyczymy za sprawą SAFE niż za sprawą Polskich Papierów Wartościowych, ale to trochę nie wygląda dobrze - moim zdaniem - jeśli na start nie możemy powiedzieć, na jaki procent pożyczamy".
Przecież pożyczamy w transzach. Najpierw trafi do nas zaliczka, 6,5 mld euro.
– szedł w zaparcie minister z rządu Donalda Tuska.
"Na jaki procent?" - dopytywał dziennikarz.
Komisja Europejska będzie sukcesywnie pożyczać na rynkach finansowych na określony procent. Będziemy ten procent znali w momencie, kiedy KE będzie faktycznie tę pożyczkę na rynku zaciągała.
– odpowiedział polityk.
"Nie dosyć, że Donald Tusk wciąga na minę ministra Domańskiego i wicepremiera Kosiniaka-Kamysza z podpisywaniem SAFE, to jeszcze minister finansów mówi, że nie wiedzą na jaki procent pożyczają. Kupują kota w worku. To jest po prostu niebywałe" – skomentował w serwisie "X" Piotr Müller, europoseł PiS.
"Gra pod Niemcy i Francję"
Nigdy jako minister finansów nie podpisałbym podobnej umowy – mówi portalowi Niezależna.pl Andrzej Kosztowniak, poseł PiS, szef resortu finansów w rządzie Mateusza Morawieckiego.
Po pierwsze, zaciągamy zobowiązanie, którego nie znamy realnych skutków finansowych. Drugi element jest związany z warunkowością, a więc możliwością wypowiedzenia z jednej strony SAFE jako takiego, a z drugiej sposobu finansowania i co w sytuacji, gdybyśmy nie dotrzymywali pewnych zasad, które zostały przyjęte, a które mogą być w przyszłości określane jako tzw. mechanizmy warunkowości, tak jak było to w przypadku KPO.
– mówi polityk.
Równie istotny element, to kwestia tego, na co możemy i w jakim czasie przeznaczyć te pieniądze. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której podpisując umowę pożyczki, ktoś z pozycji zewnętrznego podmiotu będzie decydował o tym, jakie są potrzeby polskiej armii. To polscy dowódcy powinni decydować, co i ile kupujemy, a nie żeby zależało to od potrzeb niemieckiego czy francuskiego przemysłu zbrojeniowego. Naturalnym jest bowiem to, że ci, którzy podejmują decyzje w Komisji Europejskiej będą zabiegać, by kupować sprzęt dokładnie w tych państwach. Nam jest potrzebny sprzęt, który realnie zwiększy naszą obronność, a nie ten, który nam ktoś wskaże z zewnątrz.
– dodaje.
Pośpiech w podpisaniu umowy wynika z tego, by Polska jak najszybciej przystąpiła do wykonywania zamówień. Co może wynikać z presji, przekonali się Rumuni, którzy dowiedzieli się, że po miesiącu wartość umów z niemieckim Rheinmetallem podskoczyła z 3 do blisko 4 mld euro, czyli o 30 proc. więcej. W dodatku okazało się, że będzie to starsza generacja sprzętu niż ten, który chcieli Rumuni.
– uważa Kosztowniak.
"Gra się pod Niemcy i Francję, by zabezpieczyć interesy tamtejszych zbrojeniówek i wypchnąć stamtąd starszy sprzęt. Nie widzę żadnych oznak tego, że mielibyśmy zostać potraktowani lepiej jak Rumuni" – ostrzega polityk.
Moim zdaniem wywieranie presji czasu i pochopne podejmowanie decyzji jest potrzebą dalszego związania nas z unijnymi elitami i decyzjami Berlina i Brukseli, a co za tym idzie – niepodejmowania tematu prezydenckiego SAFE.
– uzupełnia.
Większość sprzętu, który kupowaliśmy przez ostatnie dwie dekady, pochodziła z USA albo Korei. Pytanie, czy sprzęt z SAFE będzie z nim kompatybilny, będzie się uzupełniał, czy będzie wartością dodaną. Na te pytania nikt nie dał nam odpowiedzi.
– kończy.