Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Siedem różnych recept na zapaść systemu ochrony zdrowia. Gen. Gielerak: „Leczymy objawy, nie przyczynę”

Decydenci i medycy są zgodni – obecny model funkcjonowania szpitali to równia pochyła. Problem zaczyna się jednak w momencie, gdy trzeba wypisać receptę i zdecydować, kto za nią zapłaci. Gen. Grzegorz Gielerak, szef Wojskowego Instytutu Medycznego (WIM) w Warszawie, punktuje patologie w wycenie świadczeń i ostrzega rządzących przed zaniechaniem. Jeśli radykalne reformy nie ruszą przed wygaśnięciem obecnej sieci w 2029 r., system czeka ostateczna zapaść.

Streszczenie szerokiej analizy, którą gen. Gielerak – wybitny autorytet z dziedziny medycyny cywilnej i wojskowej zamieścił na łamach Menadżera Zdrowia, warto rozpocząć od jej końcówki. „Siedem fachowych raportów, siedem przerażających rozpoznań choroby na tym samym stole operacyjnym patrzy więc w oczy tylko jednemu, milczącemu wciąż ciału”.

Jak przypomina ekspert, „W pierwszym tygodniu września resort zdrowia, resort finansów, Narodowy Fundusz Zdrowia, samorządy lekarski i ratowników medycznych, Rada Ochrony Zdrowia przy Prezydencie RP oraz Polska Federacja Szpitali opisały stan ochrony zdrowia z największą od 2017 r. zbieżnością ocen".

Obraz jest wspólny: ponad 600 szpitali wobec docelowej krajowej sieci 200-250 placówek ostrodyżurowych, kominy płacowe jako skutek złej wyceny świadczeń, dotacja budżetu dla płatnika rosnąca z 0,2 mld zł w 2023 r. do blisko 42 mld zł w projekcie na 2027 r. – pod takim rozpoznaniem podpisze się cała siódemka. Siedem jest natomiast recept i wszystkie mają tę samą wadę: wskazują instrument, czyli limit wynagrodzeń, liczbę szpitali albo ustrój płatnika, zanim zmierzą problem, który ma on rozwiązać.

– podkreśla ekspert.

"Przyjętego przez rząd pakietu nie da się jednak wdrożyć bez kroku, który dotychczasowa publiczna debata pominęła, czyli bez odróżnienia objawu od przyczyny. Objawami są kominy płacowe i nadmiar szpitali. Pierwsze wyrastają z wyceny świadczeń, drugi z braku planu, który rozstrzygałby o kształcie sieci, skoro wykaz z 2017 r. jedynie przedłużano, bez ponownej kwalifikacji placówek" – zaznacza dyrektor WIM.

Pułapka limitów i potrzeba natychmiastowej retaryfikacji 

Gen. Gielerak nie pozostawia złudzeń – rządowy pomysł nałożenia limitów na wynagrodzenia lekarzy nie uzdrowi systemu. Obniży on jedynie najwyższe stawki na liście płac, ale nie powstrzyma patologii. Środki finansowe wciąż będą płynąć tam, gdzie procedury są przepłacone (przeszacowane), a nie tam, gdzie dyktują to realne potrzeby pacjentów. Prawdziwym rozwiązaniem jest natychmiastowa retaryfikacja, czyli urealnienie wyceny wszystkich świadczeń na podstawie ich faktycznych kosztów. Tylko to zatrzyma patologiczny drenaż kadr przez te ośrodki, które "żyją" z najbardziej opłacalnych procedur.

Jedne procedury pozostaną przepłacone, a inne niedoszacowane, więc pieniądz dalej popłynie tam, dokąd kieruje go taryfa, a nie bieżąca potrzeba medyczna.

– czytamy.

Konsolidacja szpitali: Duński mit i polskie absurdy 

W dyskusji o reformie często przywołuje się model duński jako wzór konsolidacji szpitali. Dyrektor WIM ostrzega jednak przed bezkrytycznym optymizmem: choć Dania zwiększyła w ten sposób produktywność, wcale nie doprowadziło to do obniżenia ogólnej śmiertelności w populacji. Co gorsza, w obecnych polskich warunkach konsolidacja wpędza szpitale w finansowe tarapaty. Placówka, która przejmie pacjentów z zamykanych oddziałów w sąsiednich powiatach, wygeneruje tzw. nadwykonania. A te NFZ opłaca jedynie warunkowo. W praktyce oznacza to – jak akcentuje gen. Gielerak – wymuszone kredytowanie państwa przez szpitale. Dyrektorzy stają przed tragicznym wyborem: albo zderzą się ze sprzecznymi wymogami prawa i finansów, albo zbankrutują, ratując pacjentów.

Polska posiada już własne wojewódzkie plany transformacji, jednak do momentu nadania im mocy wiążącej przy kontraktach z Narodowym Funduszem Zdrowia pozostają one wyłącznie dokumentami analitycznymi

– przypomina ekspert.

Nie zamykać, a przeprofilować. Rezerwa na czas kryzysu 

Zmniejszenie liczby szpitali ostrodyżurowych z ponad 600 do optymalnych 200-250 nie oznacza jednak, że resztę budynków należy zrównać z ziemią. Gen. Gielerak proponuje podejście strategiczne. Oddziały niespełniające kryteriów ostrego dyżuru powinny zostać niezwłocznie przeprofilowane na opiekę długoterminową lub zostać utrzymane jako infrastruktura rezerwowa. W dobie rosnącego zagrożenia militarnego i doświadczeń z pandemii koronawirusa, państwo nie ma innego wyjścia jak posiadać zapasowe moce przerobowe, które można błyskawicznie uruchomić w sytuacji wyższej konieczności.

Zręby obecnego planu skrupulatnie analizują epidemiologię i demografię, ale całkowicie ignorują fundamentalne znaczenie placówek dla fizycznego bezpieczeństwa państwa.

– zauważa gen. Gielerak.

***

Z analizy dyrektora WIM płynie jasny wniosek – diagnoz mamy pod dostatkiem, teraz czas na konkretne kroki. Uruchomienie zmian przed wygaśnięciem obecnej sieci szpitali w 2029 roku to już nie jest pole do debaty eksperckiej, ale wyłączna kompetencja i prawny obowiązek urzędującego ministra zdrowia. Gen. Gielerak proponuje organizatorowi systemu trzy gotowe, techniczne rozwiązania – z konkretnym instrumentarium, harmonogramem i wskazaniem źródła finansowania. Jeśli decydenci po to nie sięgną, za kilka lat jedynym, co zostanie do zrobienia, będzie wypisanie systemowi aktu zgonu.

Źródło: niezalezna.pl, Menadżer Zdrowia

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska