Magdalena Woźna została zatrzymana przez policję do odbycia kary, po czym odebrano jej dzieci. Cztery dni później czteromiesięczny Oskar zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach. Kobieta jest już na wolności, ale wciąż nie może nawiązać kontaktu z 4-letnią córką Leną, która również została jej zabrana. W poniedziałek o dramatycznej historii opowiedziała na antenie Telewizji Republika.
Jak opowiedziała, o śmierci syna dowiedziała się od wychowawczyni z zakładu karnego. Przekazała, że nawet po tej wstrząsającej informacji odmówiono jej wizyty u psychiatry. Nie ukrywała, że był to dla niej wielki szok. Chłopiec na nic nie chorował, miał wszystkie szczepienia i dobrze się rozwijał.
"To był bardzo potężny szok. Nie chorował na nic. Przy mnie jak był to żył, a tutaj nagle oddano do opieki i po czterech dniach zmarł. Dla mnie to jest niewyobrażalna sytuacja, jak można doprowadzić do takiego czegoś, żeby dziecko, które ma cztery miesiące i ma naprawdę bardzo dużo życia przed sobą nagle, w jednej chwili je skończyło"
– powiedziała i dodała, że nie zaproponowano jej odbywania kary z dziećmi.
"Totalne upokorzenie"
Na pogrzebie syna, pani Magda skuta była w kajdanki zespolone. - Funkcjonariusz podszedł do mnie, gdy ja wchodziłam pod dyżurkę, na kontrolę przed wyjazdem na pogrzeb [...] Powiedział, że takie są procedury, a skuto mnie dopiero kiedy weszłam do konwoju i tez nie wiedziałem, że będę skuta w kajdankach, bo nie było o tym mowy [...] Powiedzieli, że muszę słuchać wszystkiego, co mówią, bo nie pojadę na pogrzeb - opowiedziała.
Mecenas Magdalena Majkowska, która jest adwokat pani Magdy przekazała, że w najbliższych dniach zostanie złożony wniosek o przywrócenie terminu na złożenie skargi na czynności Służby Więziennej i te czynności będą zaskarżone. - One były całkowicie nieproporcjonalne i całkowicie nie na miejscu - podkreśliła.
"Tak naprawdę to jest totalne upokorzenie i upodlenie człowieka i tylko temu mogło to służyć, bo to nie są adekwatne środki bezpieczeństwa, które były potrzebne, aby pani nie zbiegła z pogrzebu dziecka [...] Tego typu zachowanie Służby Więziennej nie mieści mi się w głowie i mam nadzieję, że w głowie sądu również nie będzie się mieściło i suma summarum skończy się solidnym zadośćuczynieniem za tą porządną dawkę upokorzenia, jaką pani musiała przeżyć na pogrzebie własnego syna"
– oznajmiła.
"Wątpliwości" sądu
Pani Magda podkreśliła, że nie zna szczegółów rodziny, u której przebywał Oskar. Tak samo nie wie, gdzie wciąż pozostaje jej 4-lenia córka Lena. Dopiero jutro jest umówiona na widzenie z nią. Jak poinformowała mec. Majkowska, podczas spotkania sąd chce zbadać więź rodzinną matki z córką. Dlaczego?
"Doniesienia przekazywane przez koordynatora pieczy nie są dobre. Z tego, co przekazuje koordynatorowi pieczy rodzina zastępcza, Lenka jest wycofana, nie chce się bawić [...] tęskni"
– powiedziała i dodała, że dla niej i pani Magdy zachowanie dziecka jest oczywiste natomiast sąd ma "wątpliwości".
Pani Magda podkreśliła, że w domu Lena była wesołym, grzecznym dzieckiem. - Teraz dowiadujemy się, że ona jest wycofana, nie chce się bawić, że ona nie rozmawia. Ja się wcale nie dziwię, to jest dla niej wielkie przeżycie, że jest odebrana od rodziców. Przede wszystkim od matki - mówiła.
Jak podkreśliła mec. Majkowska, rola Telewizji Republika jest bardzo ważna w obecnej sytuacji. - To powoduje to, że urzędnicy, którzy odpowiadają ze to, że Lenka jest w pieczy zastępczej czują jednak to, że ktoś interesuje się sprawą i nie zamiecie sprawy pod dywan. Samo to nagłaśnianie sprawy jest bardzo istotne - powiedziała.