Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Przetrwać zanim nadejdzie pomoc. Gen. Gielerak o "cyfrowym łańcuchu" w walce o życie żołnierza

Tocząca się za naszą wschodnią granicą wojna na Ukrainie położyła kres zasadzie „złotej godziny” w ewakuacji rannych żołnierzy. Technologiczna rewolucja, czyli masowe wykorzystanie dronów, idzie w parze z koniecznością odwrócenia logiki ratownictwa. Skoro poszkodowany nie może bezpiecznie opuścić pola walki, cyfrowy strumień informacji o jego stanie zdrowia musi wyprzedzić ratowników. Nad tą kwestią pochyla się w swojej najnowszej analizie gen. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego (WIM) w Warszawie.

Dyskusja o modernizacji zabezpieczenia medycznego zdronizowanego pola walki toczy się najczęściej wokół samych urządzeń. Czujnik, algorytm, dron, terminal – każdy z osobna, jako odrębna pozycja w tabeli wydatków. Ta logika, choć wydaje się zdroworozsądkowa, w realiach bojowych okazuje się myląca – podkreśla dyrektor WIM w analizie pt. "Cyfrowe zabezpieczenie medyczne zdronizowanego pola walki – perspektywa rannego", zamieszczonej na Portalu Obronnym. 

Życia rannego nie ratuje bowiem żadne pojedyncze urządzenie – ratuje je łańcuch danych biegnący za każdym rannym, od pierwszej minuty zranienia przez chirurgię stabilizacyjną po opiekę definitywną.

– wskazuje gen. Gielerak.

Wybitny autorytet z dziedziny medycyny wojskowej, przypomina, że doktryna ewakuacji medycznej NATO przez dwie dekady opierała się na paradygmacie „10-1-2”, czyli – pierwsza pomoc w ciągu 10 minut, opieka zaawansowana w ciągu godziny, zabieg chirurgiczny w ciągu dwóch godzin. 

Podstawą tego modelu była swoboda ruchu – śmigłowiec docierał, bo koalicja panowała w powietrzu. Zdronizowane pole walki to założenie unieważniło. Stały nadzór z powietrza i polowanie dronów FPV na każdy poruszający się obiekt sprawiły, że klasyczna „złota godzina” w wielu sektorach przestała obowiązywać.

– zaznacza ekspert.

Jak podkreśla gen. Gielerak, "skoro rannego coraz częściej nie da się przewieźć do wiedzy, to wiedza musi dotrzeć do rannego". Zdaniem eksperta, kupowanie pojedynczych, niepołączonych ze sobą urządzeń medycznych (tzw. scenariusz katalogowy) jest marnowaniem potencjału. Życie ratuje ciągły cyfrowy łańcuch danych, który śledzi pacjenta od momentu zranienia po powrót do zdrowia.

Poziomy cyfrowego ratunku

Gen. Gielerak rozbija wspomniany cyfrowy łańcuch danych na poszczególne etapy:

•    Poziom zerowy (Punkt zranienia): Ciało maskuje utratę krwi. Osobiste czujniki bioparametryczne wielkości monety (polskie rozwiązania testowane m.in. przez WAT i WIM-PIB) czytają tętno, oddech i ciśnienie. Wykrywają one zbliżający się wstrząs krwotoczny nawet z 90-minutowym wyprzedzeniem, zanim zauważy to ludzkie oko. 
•    Poziom 1 (Stabilizacja i triaż): Medyk polowy mający pod opieką kilkunastu rannych jest przeciążony. Z pomocą przychodzą algorytmy sztucznej inteligencji, które obiektywnie oceniają parametry i podpowiadają, kto jest w stanie krytycznym. Ostateczną decyzję zawsze podejmuje jednak człowiek. 
•    Poziomy 2 i 3 (Stanowiska chirurgiczne i szpitale): Klasyczne papierowe karty rannych często gubią się po drodze. Zastępuje je cyfrowy ślad pacjenta (np. platforma DSS-MEDEVAC). Ponieważ około 70 proc. rannych żołnierzy trafia do szpitali cywilnych, kluczowe jest stworzenie jednolitego systemu wymiany danych między resortem obrony a resortem zdrowia. 
•    Poziom 4 (Rejestr urazowy): Każdy przypadek zranienia trafia do centralnej bazy danych. Rejestr działa jak pamięć systemu – pozwala wyciągać wnioski z błędów lub zgonów i modyfikować procedury, co w przeszłości drastycznie obniżało śmiertelność żołnierzy.

Ekspert podkreśla, że "dalszy rozwój cyfrowego łańcucha danych, jego architektury, ról przypisanych maszynie i człowiekowi oraz miejsca w systemie zabezpieczenia medycznego pola walki, może przebiegać według trzech scenariuszy":

Scenariusz pierwszy, katalogowy, jest drogą bezwładności. Urządzenia kupowane poziom po poziomie, bez logiki nośnika, bez jednego dowództwa – dwanaście technologii staje się dwunastoma wyspami. Integrację odkłada się na później, a jej koszt przewyższa wówczas cenę całości nabytej jako jeden układ. Rozproszenie zakupów stanowi ścieżkę domyślną, ponieważ nie wymaga rozstrzygnięcia – realizuje się siłą inercji planistycznej. Scalenie wymaga ruchu przeciwnego: zachodzi wyłącznie z mocy świadomej decyzji architekta systemu.

– wskazuje.

"Scenariusz drugi, łańcuchowy, jest drogą przełomu osiągalnego już dziś" "Kolejność zakupów odwrócona względem scenariusza pierwszego: najpierw warstwa nośna i dowodzenia – łączność, która przenosi dane, oraz system, który nimi steruje, a dopiero na tym fundamencie kolejne urządzenia, kolokacja skodyfikowana i rejestr interoperacyjny z JTS. Pętla człowiek-maszyna osiąga w tych warunkach właściwy podział ról" – wyjaśnia gen. Gielerak. 

Cyfrowy łańcuch danych nie zastępuje ewakuacji – przesuwa ciężar walki o życie na fazę wcześniejszą, w której pogorszenie daje się jeszcze wychwycić, a kolejność działań rozważnie wybrać, zanim o wszystkim przesądzi upływający czas.

I kontynuuje. "Polska, z racji położenia i skali zasobów, mogłaby pełnić tu funkcję modelu referencyjnego dla flanki wschodniej – nie z ambicji, ale z konieczności geograficznej. Położenie geostrategiczne czyni z kraju zaplecze operacyjne wschodniej flanki NATO i najprawdopodobniejszy rejon przyjęcia masowego napływu rannych – własnych, sojuszniczych oraz ewakuowanych z kierunku wschodniego". 

Scenariusz trzeci, w horyzoncie 3-5 lat, zacieśnia pętlę dalej: resuscytacja w obwodzie zamkniętym z automatycznym dawkowaniem leków i płynów pod nadzorem człowieka, wysunięta do przodu telechirurgia robotyczna, rojowa koordynacja dronów zaopatrzeniowych i ewakuacyjnych. Zmienną rozstrzygającą nie jest tu zdolność maszyny do działania autonomicznego, ale dwa warunki. Pierwszy dotyczy człowieka w punkcie decyzji: procedury medyczne o skutkach nieodwracalnych muszą pozostać zastrzeżone dla medyka, a maszynie przypada rola wspomagająca, nie rozstrzygająca. Drugi warunek dotyczy trwałości nośnika: resuscytacja w obwodzie zamkniętym i telechirurgia opierają się na łączu, które przeciwnik atakuje w pierwszej kolejności, a automatyzacja odcięta od ludzkiego nadzoru traci jedyną gwarancję, która ją usprawiedliwia.

– wskazuje generał w swojej publikacji. 
***
Wnioski z analizy gen. Gieleraka są jednoznaczne. Na współczesnym froncie sieć medyczna i systemy teletransmisji są dla przeciwnika tak samo ważnym celem uderzeń jak czołgi czy stanowiska dowodzenia. Wojna na Ukrainie udowodniła, że nowoczesnego systemu ratowania życia nie da się improwizować pod ogniem. Musimy zbudować odporny, wielopoziomowy cyfrowy łańcuch danych w czasie pokoju – zanim sprawdzianem dla niego stanie się pierwszy ranny żołnierz, do którego fizyczny transport nie będzie mógł dotrzeć.

Źródło: niezalezna.pl, portalobronny.se.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska