W środę w Brukseli po raz pierwszy od 2,5 roku zebrała się Rada NATO-Rosja. Wcześniej odbyło się spotkanie delegacji Rosji i USA w Genewie, poświęcone „stabilności strategicznej”. Póki co obie strony okopały się w swoich stanowiskach i nie zanosi się, aby miały iść na ustępstwa.
Rosja domaga się „prawnych gwarancji” nierozszerzania NATO, twierdząc, że czuje się zagrożona. Zachód broni zasady „otwartych drzwi Sojuszu” i żąda od Rosji deeskalacji w stosunku do Ukrainy.
Zapytaliśmy profesora Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego, politologa Uniwersytetu Łódzkiego o to, czy te dotychczasowe rozmowy rosyjsko-amerykańskie miały jakikolwiek sens, skoro obie pozostają przy własnych środowiskach i czy przyniosą one jakikolwiek długotrwały skutek.
- Rozmowy w formacie amerykańsko-rosyjskim inne niż na temat strategii jądrowej nie mają sensu, ponieważ Stany Zjednoczone nie mają uprawnienia do reprezentowania całości NATO, a Rosja nie jest stroną, z którą w tym formacie ktokolwiek powinien dyskutować na temat wojskowego sposobu wykorzystywania terytorium państw trzecich, czy na temat przynależności państw trzecich do Sojuszu Północnoatlantyckiego
- stwierdził.
- Na taką formułę nie wolno się godzić. To jest formuła monachijska. Tak dyskutowano o losie Czechosłowacji bez jej udziału w 38 roku w negocjacjach z Hitlerem. Bardzo dobrze, że Amerykanie odrzucili tę tematykę, natomiast niepokojące jest to, że same negocjacje podjęli
- zauważył.
Profesor Żurawski vel Grajewski zwrócił uwagę, że rozmowy trwały dość długo. - Toczyły się one przez około siedem godzin, co oznacza, że obie strony obszernie prezentowały swoje stanowiska i nie należało spodziewać się, że podjęte zostaną jakiekolwiek decyzje, ponieważ szczebel spotkania wykluczał możliwość podjęcia wiążących zobowiązań - powiedział.
Politolog podkreślił, że dobrze się stało, że „Unia Europejska i NATO wspólnie poparły odrzucenie żądań rosyjskiego uzurpatora”. - To są oczywiście wiadomości pomyślne - zaznaczył.
- Myślę, że te spotkania uświadomiły wszystkim, że żadnego porozumienia z Rosją nie będzie, chyba że podejmie się kroki samobójcze, czyli pozwoli się dyktować Rosji politykę NATO-wską, co do rozszerzenia i co do tego, jakie mają istnieć kategorie członków NATO oraz jak one mają być bronione, czy raczej nie bronione. Gdyby te żądania zostałyby przyjęte, to oznaczałoby to rozpad NATO i samobójstwo sojuszu. Myślę, że nikt na takie rozwiązanie nie pójdzie
- zakończył.