Stanisław Bieniek od lat mieszka w Bilczy (powiat kielecki). Osiadł tam po powrocie ze Stanów Zjednoczonych, do których wyjechał po internowaniu, zmuszony przez władze PRL. W latach osiemdziesiątych był działaczem Solidarności.
Na ogrodzeniu swojej posesji od lat prezentuje rozmaite plakaty, krytykujące środowiska polityczne, które dziś sprawują władzę. Jak przyznaje w rozmowie z naszym portalem, świadomie korzysta z wolności słowa, którą gwarantuje mu konstytucja. Ostatnie działania i pozbawienie go jego własności odczytuje jako cenzurę prewencyjną.
Podkreśla, że nie przystaje do sąsiadów - to ekskluzywna „dzielnica” Kielc, zamieszkiwana przez lekarzy i prawników. Podnosi, że jest odosobniony w poglądach w otaczającej go społeczności.
Oprócz poniedziałkowego najścia policji, analogiczna sytuacja miała miejsca we wrześniu ubiegłego roku.
- Ktoś z jego sąsiadów dostrzegł rasizm na jednym z banerów. Przyjechali policjanci z komendy wojewódzkiej, przesłuchali pana Stanisława jako świadka w sprawie, po czym postępowanie umorzono. Próbowaliśmy wówczas ustalić, kto złożył zawiadomienie, ale nie dopuszczono nas do akt
- mówi nam mec. Piotr Grudziecki, pełnomocnik pana Stanisława.
Jak słyszymy, zawiadomienie mogła złożyć ta sama osoba. Adwokat opisuje przebieg poniedziałkowych czynności:
„policjanci zjawili się o godz. 9. Sugerowali, by pan Stanisław sam zdjął plakaty i im je wydał. Nie zgodził się, komunikując, że idzie do lekarza. Policjanci dwie godziny szukali osoby przybranej do tej czynności. Nie zgodzili się partnerka pana Bieńka, ani jego sąsiad. Ostatecznie na miejsce sprowadzili sołtysa. Plakaty zdejmowało czterech policjantów”.
- Funkcjonariusze podnosili, że zjawili się tam w związku z art. 226. Kodeksu karnego (publiczne znieważenie lub poniżenie konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej -red.).
Jak słyszymy, funkcjonariusz nie potrafił wskazać, dlaczego konieczne jest usunięcie banerów, a nie wystarczą ich oględziny w miejscu oraz sporządzenie dokumentacji fotograficznej.
- Te i podobne im plakaty są tam od piętnastu lat. Gdy wisiały tam banery wspierające prezydentów Andrzeja Dudę czy Karola Nawrockiego, zawsze ktoś je uszkadzał. Gdy pan Stanisław zgłaszał to na policję, nie było żadnej reakcji - mówi nam mec. Grudziecki.
Zaznacza, że rozważa złożenie zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przekroczenia uprawnień przez policjantów:
„przekazali, że czynności realizują na tzw. „legitymację”. Powołali się na art. 217. Kodeksu postępowania karnego przekonując, że mają prawo zatrzymać rzeczy. Owszem mieliby, gdyby był to przypadek - jak jasno stanowi artykuł - niecierpiący zwłoki. Te banery wiszą tu kilkanaście lat. Czy to przypadek niecierpiący zwłoki?”.
Skontaktowaliśmy się też z sołtysem Bilczy, Danielem Wichnerą.
Niechętnie relacjonuje wczorajsze przedpołudnie: „policjanci powiedzieli mi, że dobrze, gdybym tam się znalazł. Pojawiłem się na miejscu, ale nie brałem w tym udziału. Powiedzieli, że muszą to ściągnąć i ściągnęli. Tylko to obserwowałem”.
Przyznał, że nie wie, kto zgłosił sprawę na policję.
- Jestem mieszkańcem Bilczy od urodzenia, a sołtysem od niedawna. Nie znam pana Stanisława, wczoraj rozmawiałem z nim pierwszy raz w życiu. Widziałem te banery - wiszą od bardzo dawna. Do tej pory nie słyszałem, żeby ktoś się na niego skarżył - słyszymy.
Jest interwencja poselska
Za panem Stanisławem ujął się Krzysztof Lipiec, poseł Prawa i Sprawiedliwości.
"Organy ścigania inaczej traktują sytuacje, gdy przedmiotem znieważania jest Głowa Państwa - Pan Prezydent Rzeczypospolitej, a inaczej gdy przedmiotem znieważenia jest Prezes Rady Ministrów. Jak również kiedy przedmiotem znieważenia są wartości liberalne czy europejskie a inaczej kiedy przedmiotem znieważenie są wartości konserwatywne, prawicowe. Jest to sytuacja dla mnie, jak i dla moich wyborców niezrozumiałe, dla której nie znajduje podstawy w obowiązujących w Rzeczypospolitej przepisach" - pisze polityk.
Podnosi, że "w tej konkretnej sytuacji dostrzec można naruszenie konstytucyjnego zakazu cenzury prewencyjnej w sytuacji gdy de facto decyzją funkcjonariusza Policji można ocenzurować głoszone treści, zdejmujące je i deponując jako „dowody rzeczowe” na bliżej nieokreślony czas. Jest to zachowanie poważnie naruszające zaufanie obywateli do Państwa i wszystkich zasad Konstytucyjnych".
Zwraca się z szeregiem pytań do Komendanta Wojewódzkiego Policji w Kielcach insp. Zbigniewa Nowaka:
1) Jakie były powody podjęcia interwencji przez Policjantów z Komisariatu Policji w Morawicy w dniu 30 marca 2026 roku na posesji (...) w Bilczy?
2) Czy zgłoszenie o banerach na płocie pana Stanisława Bieńka zostało zgłoszone przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów lub przez Prezesa Rady Ministrów osobiście?
3) Dlaczego została podjęta przez kierującego interwencją decyzja o zdjęciu i zatrzymaniu banerów stanowiących własność Pana Stanisława Bieńka?
4) Dlaczego nie można było sporządzić dokumentacji fotograficznej banerów wiszących na płocie?
5) Jaka była celowość udziału w czynności 4 funkcjonariuszy Policji?
6) Co stanowiło o tym, że zdjęcie banerów Pana Stanisława Bieńka zostało uznane za przypadek niecierpiący zwłoki, o którym mowa w art. 217§1 k.p.k. i banery zostały zatrzymane na żądanie Policji?
7) Jaki był cel czynności zatrzymania banerów o którym mowa w art. 227 k.p.k.?
8) Jakie czynności procesowe będą przeprowadzone/zostały przeprowadzone z zatrzymanymi rzeczami Pana Stanisława, przez kogo i w jakim celu?
9) Jakie ślady miały zostać zabezpieczone, że konieczne było zatrzymanie
10) W przypadku nie zatwierdzenia zatrzymania banerów Pana Stanisława Bieńka, czy zostaną one mu wydane w miejscu ich zabrania i kto poniesie koszty ich ponownego montażu?
11) W jaki sposób są zabezpieczone banery Pana Stanisława Bieńka, gdzie są przechowywane i w jakich warunkach?
12) Czy funkcjonariusze Komisariatu Policji w Morawicy przechodzili szkolenia w zakresie praw i wolności konstytucyjnych, w szczególności związanym z art. 54 Konstytucji prawem do wyrażenia poglądów oraz zakazem cenzury prewencyjnej, jeżeli tak, to kiedy to szkolenie było zorganizowane i przez kogo prowadzone?