Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Reklama
Polska

Polska służba zdrowia nieprzygotowana na zagrożenia. Autorzy raportu biją na alarm

Tylko 8 proc. polskich szpitali ma pełne zaplecze do działania w warunkach zagrożeń, Polska ma 2,4 lekarza na 1 tys. mieszkańców (poniżej średniej unijnej), a ponad 80 proc. substancji czynnych wykorzystywanych w produkcji leków w naszym kraju pochodzi z importu - wynika z opublikowanego dziś raportu „Bezpieczni w czasie kryzysu” przygotowanego przez Wojskowy Instytut Medyczny, Rynek Zdrowia i WNP Economic Trends.

Autorzy raportu wskazują, że system ochrony zdrowia w Polsce stoi przed wyzwaniem budowy odpornego, elastycznego i zintegrowanego modelu zarządzania, który będzie skutecznie funkcjonował zarówno w czasie pokoju, jak i w sytuacjach kryzysowych. Podkreślają, że kluczowe znaczenie ma integracja zasobów cywilnych i wojskowych, jasny podział ról, rozwój kompetencji personelu oraz wdrażanie nowoczesnych technologii i procedur. 

Reklama

Brakuje lekarzy i zaplecza

„Jednym z największych problemów polskiego systemu ochrony zdrowia jest brak wykwalifikowanego personelu medycznego – odczuwalny zarówno przez pacjentów, jak i osoby zarządzające placówkami. Oprócz ogólnego spadku liczby specjalistów, poważnym wyzwaniem jest ich nierównomierne rozmieszczenie w kraju. W  niektórych regionach brakuje ich szczególnie, co utrudnia dostęp do opieki i może prowadzić do trudności z obsadą kadry w sytuacjach kryzysowych lub masowych zdarzeniach.”

– czytamy.

Z raportu wynika, że wojsko ma do dyspozycji 829 etatów lekarskich na 1419 przewidzianych, co stanowi około 58 proc. obsady

Polska ma 2,4 lekarza na 1 tys. mieszkańców i 5,2 pielęgniarki, co plasuje nas poniżej średniej UE (3,9 lekarza i 8,3 pielęgniarki). Wojsko posiada ok. 1,8 tys. żołnierzy służb medycznych, w tym poniżej 500 lekarzy z przygotowaniem do działań w warunkach kryzysu militarnego lub sanitarnego. Braki kadrowe są szczególnie dotkliwe w obszarach medycyny ratunkowej i chorób zakaźnych – np. ponad 30 proc. etatów w oddziałach zakaźnych pozostaje nieobsadzonych.

W Polsce znajdują się 1 193 szpitale (w tym ok. 300 podmiotów publicznych o znaczeniu strategicznym) – jednak tylko 8 proc. z nich ma pełne zaplecze do działania w warunkach zagrożeń CBRN (chemicznych, biologicznych, radiacyjnych, nuklearnych). Tylko 5 województw posiada szpitale z realnie funkcjonującym systemem dekontaminacji i izolacji epidemiologicznej.

Leki głównie z Azji

W raporcie zwrócono uwagę m.in. na niedobory leków. 

Ponad 70 proc. substancji czynnych wykorzystywanych w produkcji leków w Europie dostarczają Chiny i Indie. W przypadku niektórych grup terapeutycznych uzależnienie to sięga 90 proc. Ponad 80 proc. substancji czynnych wykorzystywanych w produkcji leków w Polsce pochodzi z importu, głównie z Azji. Krajowa produkcja pokrywa zaledwie 30-40 proc. krajowego zapotrzebowania na leki, przy czym w przypadku leków z tzw. listy krytycznej (czyli kluczowych w sytuacjach zagrożenia zdrowia publicznego) samowystarczalność wynosi poniżej 20 proc. 

„W 2023 r. 80 z 200 najczęściej przepisywanych leków w Polsce zawierało API sprowadzane wyłącznie spoza Europy, co oznacza znaczące ryzyko przerwania łańcuchów dostaw w razie kryzysu geopolitycznego lub sanitarnego.”

– czytamy. 

W kryzysie COVID-19 tylko 37 proc. szpitali miało zapasy leków i środków ochrony osobistej na ponad 14 dni działania (norma NATO: 30 dni).

„Wojsko i służba zdrowia muszą dzielić kadry, logistykę i infrastrukturę w czasie wojny lub pandemii. Brakuje obecnie wspólnych procedur i ćwiczeń. Przemysł farmaceutyczny musi mieć dostęp do rezerw i wsparcia logistycznego państwa, by zwiększyć produkcję leków krytycznych w razie potrzeby. Społeczeństwo (m.in. wolontariat medyczny, organizacje humanitarne, farmaceuci) stanowi ostatni, ale kluczowy element sieci odporności – jego rola została silnie uwidoczniona podczas pandemii COVID-19 i wojny w Ukrainie.” – zwracają uwagę autorzy raportu.

Źródło: niezalezna.pl
Reklama