Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Polska i Turcja – nowa oś bezpieczeństwa NATO. Grochmalski o zbliżeniu Warszawy i Ankary

Na naszych oczach, dzięki aktywności prezydenta Karola Nawrockiego, tworzy się nowa oś bezpieczeństwa w ramach NATO, która opiera się na zbliżeniu Warszawy i Ankary. Co prawda rząd Tuska próbuje torpedować ten projekt, ale po serii kolejnych wpadek z USA ekipa 13 grudnia obawia się kolejnego skandalu w relacjach z Waszyngtonem. A Biały Dom dostrzega ogromny potencjał geostrategiczny bliskiej współpracy Turcji i Polski.

Tusk, który oficjalnie twierdzi, że zabiega o powstanie w Polsce stałej bazy dla amerykańskiej Brygadowej Grupy Pancernej, musi działać ostrożnie.

Prezydent Nawrocki dostrzegł historyczną szansę w sytuacji, gdy Niemcy coraz bardziej rozpychają się łokciami w ramach tworzącego się projektu NATO 3.0, którego chcą być europejskim centrum i pragną zastąpić w nim USA. To z kolei wywołuje oczywistą niechęć Turcji, która posiada dziś w NATO najsilniejszą po Stanach Zjednoczonych armię o szczególnych w Europie zdolnościach do szybkiego przemieszczania swoich sił. Dla Polski, jako kluczowego państwa na wschodniej flance Sojuszu, Turcja jest bardzo cennym sojusznikiem.

Znaczenie mocnego partnerstwa

Ankara pokazała swoje niezwykłe możliwości podczas wielkich ćwiczeń NATO STEADFAST DART w styczniu 2026 roku, które jednocześnie były pierwszym sprawdzianem zdolności utworzonych w 2024 roku Allied Reaction Force (ARF), sił do błyskawicznego reagowania w sytuacji kryzysowej. W warunkach konfliktu one pierwsze mają dotrzeć na zagrożony obszar NATO. W manewrach aż piątą część stanowiły formacje tureckie. Dla Polski to dziś obok USA kluczowy sojusznik z uwagi na jego zdolności operacyjne. A Ankara pokazuje, iż już teraz posiada realny potencjał wsparcia Polski i całej wschodniej flanki NATO. Co prawda w tej chwili Włosi pełnią kluczową rolę w dowodzeniu ARF, ale od 2028 roku przez dwa lata to tureccy dowódcy będą stali na czele tych Sojuszniczych Sił Szybkiego Reagowania. A to zaledwie fragment tworzącej się nowej architektury bezpieczeństwa. Ważne, że prezydent Nawrocki trafnie dostrzegł, iż dla Polski jest to jedna z najważniejszych zmian geopolitycznych ostatnich lat. Powrót Turcji do aktywnego współtworzenia bezpieczeństwa euroatlantyckiego oznacza bowiem wzmocnienie całej wschodniej i południowo-wschodniej flanki Sojuszu, zwiększenie znaczenia Morza Czarnego oraz stworzenie nowych możliwości współpracy wojskowej, przemysłowej i politycznej między Warszawą i Ankarą. W epoce gwałtownych zmian światowego układu sił właśnie takie partnerstwa mogą stać się jednym z fundamentów przyszłego bezpieczeństwa Europy.

Wymaga to jednak złożonej i przemyślanej aktywności dyplomatycznej Polski, aby ta szansa została w pełni wykorzystana. Podczas szczytu NATO w Ankarze prezydent tworzył spójny przekaz, że istnieje silna, zespołowa gra rządu i głowy państwa w obszarze bezpieczeństwa. W rzeczywistości Donald Tusk zainteresowany jest niemiecką wizją nowej architektury europejskiego bezpieczeństwa, w której polska armia miałaby w przyszłości zostać zintegrowana z Bundeswehrą na wzór wszystkich holenderskich wojsk lądowych, które są już dziś jedynie drobnym elementem trzech niemieckich formacji: 1. Dywizji Pancernej, 10. Dywizji Pancernej i Dywizji Sił Szybkich. 

„Turcja wróciła do swoich korzeni”

To unikalne strategiczne okno, jakie otwiera się przed Polską, zostało wykorzystane przez prezydenta Nawrockiego mimo dywersji rządu Tuska. To rzeczywiście unikalna szansa dla Polski i całego regionu Europy Środkowej. Największym paradoksem geopolitycznej ewolucji Turcji jest to, że powrót Ankary do bliższej współpracy z NATO nie oznacza rezygnacji z ambicji mocarstwowych. Przeciwnie – tureckie elity doszły do wniosku, że właśnie Sojusz pozostaje najlepszym instrumentem ich realizacji. Zmieniło się nie strategiczne myślenie państwa, lecz zmieniła się odpowiedź na pytanie, w jaki sposób osiągnąć pozycję jednego z najważniejszych aktorów Eurazji. Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że drogą do tego celu będzie ścisła współpraca z Rosją. Dziś coraz wyraźniej widać, że Ankara uznała tę koncepcję za ślepą uliczkę. Nie oznacza to oczywiście powrotu do sytuacji z lat 90., kiedy Turcja niemal bezwarunkowo wspierała politykę Stanów Zjednoczonych. Recep Tayyip Erdoğan pozostanie politykiem prowadzącym samodzielną grę między największymi mocarstwami, wykorzystując każdą możliwość zwiększenia tureckiej podmiotowości.

Jak zauważa Gönül Tol, założycielka i szefowa tureckiego programu eksperckiego w istniejącym od 1946 roku w Waszyngtonie Middle East Institute, wykładowczyni w amerykańskim National Defense University, gospodarka, bezpieczeństwo oraz rozwój przemysłu obronnego Turcji „pozostają mocno zakorzenione w Europie i Stanach Zjednoczonych”, a doświadczenia ostatnich lat pokazały, że „Erdoğan próbował znaleźć alternatywę, budując bliskie relacje z Rosją – ale rzeczywistość sprawiła, że Turcja wróciła do swoich korzeni”. To właśnie ta konstatacja ma ogromne znaczenie dla Polski. W polskiej debacie strategicznej Turcja przez wiele lat była postrzegana przede wszystkim przez pryzmat sporów z Grecją, napięć z Unią Europejską czy niejednoznacznych relacji z Moskwą. Tymczasem zmieniająca się architektura bezpieczeństwa Europy powoduje, że Warszawa i Ankara zaczynają dostrzegać coraz więcej wspólnych interesów. 

Strategiczna szansa dla Polski

Oba państwa należą do największych armii NATO na kontynencie europejskim. Oba konsekwentnie zwiększają wydatki na obronność. Oba rozbudowują własny przemysł zbrojeniowy i należą do państw, które nie ograniczają się jedynie do zakupu uzbrojenia, lecz chcą uczestniczyć w jego projektowaniu, produkcji i eksporcie. Wreszcie oba postrzegają Rosję jako czynnik destabilizujący bezpieczeństwo europejskie, choć oczywiście polityka Ankary wobec Moskwy pozostaje odmienna.

Faktem jest też, iż widoczna jest stała wytrwałość i konsekwencja, z jaką śp. prezydent Lech Kaczyński, a potem Andrzej Duda prowadzili otwartą politykę zbliżenia wobec Turcji. Już w styczniu 2007 roku Lech Kaczyński złożył oficjalną wizytę w Ankarze. Obok spotkania z ówczesnym prezydentem Turcji Ahmetem Necdet Sezerem odbył intensywne rozmowy z ówczesnym premierem, a obecnym prezydentem Recepem Tayyipem Erdoğanem. Dwa lata później Lech Kaczyński przyjął go w Pałacu Prezydenckim. W Ankarze nadal pamiętają, że należał do tych europejskich przywódców, którzy otwarcie wspierali europejskie aspiracje Turcji. Uważał, że silne związanie Ankary z Zachodem wzmacnia bezpieczeństwo całej Europy i ogranicza wpływy Rosji. Był to element szerszej strategii geopolitycznej prezydenta Kaczyńskiego. Przywiązywał on ogromną wagę do bezpieczeństwa regionu Morza Czarnego i Kaukazu, stąd jego zdecydowane wsparcie dla Gruzji podczas wojny rosyjsko-gruzińskiej w 2008 roku. A Turcja, jako kluczowe państwo czarnomorskie i członek NATO, była w tej koncepcji strategicznym partnerem.

Tim Marshall w swojej głośnej książce „Więźniowe geografii. Nowe wyzwania” zauważa, iż „Z uwagi na swoje ogromne terytorium Turcja rzadko postrzegana jest jako potęga morska. Tymczasem graniczy ona z trzema morzami i sprawuje nad ich wodami pełną kontrolę, z czym muszą się liczyć wszystkie światowe mocarstwa. Państwo to stanowi również most handlowy i transportowy pomiędzy Europą a Bliskim Wschodem, Kaukazem, a także państwami Azji Środkowej”. Prezydent Kaczyński to doskonale rozumiał, miał spójną geopolityczną wizję, w której Turcja odgrywała istotną rolę. Jest naturalnym przedłużeniem osi Trójmorza. Tę linię kontynuował Andrzej Duda, który ponad dziesięć razy w różnych formatach spotykał się z Erdoğanem. Adam Michalski, analityk Ośrodka Studiów Wschodnich, uważa, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem najbliższych lat będzie „selektywne zbliżenie Turcji z wybranymi państwami NATO, m.in. Wielką Brytanią, Włochami, Hiszpanią czy Polską”. Autor uważa, że Ankara zaczyna postrzegać Warszawę jako jednego z najważniejszych partnerów rozwijającej się europejskiej części NATO.

Okno współpracy

W praktyce możliwości współpracy są znacznie szersze, niż mogłoby się wydawać. Polska i Turcja dysponują komplementarnymi potencjałami przemysłowymi. Turcja osiągnęła światową pozycję w produkcji bezzałogowych systemów powietrznych, amunicji precyzyjnej, pojazdów opancerzonych oraz okrętów wojennych. Polska z kolei realizuje największy program modernizacji sił zbrojnych w Europie Środkowej, inwestując w systemy obrony powietrznej, artylerię rakietową, wojska pancerne oraz infrastrukturę logistyczną. Połączenie tych doświadczeń mogłoby stworzyć jedną z najciekawszych platform współpracy przemysłowej w NATO, osłabiając presję niemieckiego przemysłu zbrojeniowego, który coraz brutalniej dąży do podporządkowania naszej zbrojeniówki. Rheinmetall akurat przekazał Tuskowi i Kosiniakowi-Kamyszowi długą listę projektów, które chce robić dla Polski. Niemniej istotny pozostaje dla Warszawy i Ankary wymiar operacyjny. Polska odpowiada za bezpieczeństwo północno-wschodniej części flanki NATO, Turcja za jej południowo-wschodni odcinek. Oba państwa stają się więc naturalnymi filarami europejskiego systemu odstraszania. W sytuacji, gdy – jak wskazują analizy dotyczące koncepcji „NATO 3.0” – Stany Zjednoczone oczekują od państw europejskich przejęcia większej odpowiedzialności za bezpieczeństwo kontynentu, znaczenie takich państw jak Polska i Turcja będzie systematycznie rosło.

W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera Morze Czarne. Jeszcze kilka lat temu region ten znajdował się na marginesie strategicznego myślenia większości państw europejskich. Rosyjska agresja przeciw Ukrainie całkowicie zmieniła tę sytuację. Kontrola nad Morzem Czarnym stała się jednym z najważniejszych elementów bezpieczeństwa całej Europy, ponieważ właśnie tędy przebiegają szlaki transportowe, energetyczne oraz wojskowe łączące Europę z Kaukazem i Bliskim Wschodem. Turcja odgrywa tutaj rolę absolutnie wyjątkową. Kontrolując cieśniny Bosfor i Dardanele, posiada instrument, którego nie ma żadne inne państwo NATO. Decyzja Ankary o zamknięciu cieśnin dla okrętów wojennych stron konfliktu po rosyjskiej agresji na Ukrainę pokazała, że konwencja z Montreux pozostaje jednym z najważniejszych dokumentów regulujących bezpieczeństwo europejskie.

Jednocześnie Turcja rozwija współpracę z Rumunią i Bułgarią w zakresie bezpieczeństwa morskiego oraz rozminowywania Morza Czarnego, budując regionalną architekturę bezpieczeństwa, która doskonale uzupełnia działania NATO. Dla Polski oznacza to możliwość aktywniejszego uczestnictwa w projektach dotyczących bezpieczeństwa całego pasa od Bałtyku po Morze Czarne.

Argument za jeszcze bliższą współpracą z NATO

Ale też jest to silny impuls do integracji tej przestrzeni w ramach jednego systemu logistycznego, którego kręgosłupem byłaby infrastruktura Trójmorza, mająca podwójne znaczenie – integracji gospodarczej i logistyki regionalnego bezpieczeństwa. W ostatnich latach coraz częściej mówi się o geopolitycznej osi Północ–Południe, łączącej Skandynawię, Polskę, Rumunię i Turcję. Nie jest to jedynie atrakcyjna koncepcja geograficzna. Wojna na Ukrainie pokazała bowiem, że bezpieczeństwo Bałtyku i Morza Czarnego jest ze sobą nierozerwalnie związane. Osłabienie pozycji Rosji na jednym z tych kierunków automatycznie wpływa na sytuację na drugim.

Nie bez znaczenia pozostaje również przemysł obronny. Ankara coraz wyraźniej sygnalizuje zainteresowanie udziałem w europejskich programach zbrojeniowych oraz dostępem do instrumentów finansowych wspierających rozwój przemysłu wojskowego. Polska znajduje się obecnie w podobnym momencie rozwoju. Oba państwa inwestują w budowę własnych kompetencji technologicznych, jednocześnie poszukując partnerów umożliwiających rozwój produkcji opartej na transferze technologii, a nie wyłącznie zakupie gotowego uzbrojenia.

Nie oznacza to oczywiście, że współpraca polsko-turecka będzie pozbawiona problemów. Ankara nadal będzie utrzymywać relacje gospodarcze z Rosją, prowadzić dialog z Chinami oraz realizować własną politykę wobec Bliskiego Wschodu. Nadal będą pojawiały się napięcia z Grecją czy Francją.

Jak przypomina analityk OSW Adam Michalski, Turcja „nie odejdzie od wielowektorowej i autonomicznej polityki zagranicznej”, a jej celem pozostanie „balansowanie między różnymi kierunkami polityki zagranicznej w sposób maksymalizujący korzyści polityczne i gospodarcze”. Nie zmienia to jednak zasadniczego faktu, że strategiczny kierunek zmian wydaje się przesądzony. Turcja coraz wyraźniej postrzega NATO nie jako ograniczenie swojej suwerenności, lecz jako platformę umożliwiającą skuteczniejszą realizację własnych interesów. Jednocześnie sam Sojusz zaczyna coraz mocniej dostrzegać, że bez Ankary nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa ani na Morzu Czarnym, ani na Bliskim Wschodzie, ani we wschodniej części Morza Śródziemnego. Historia ostatnich 20 lat pokazuje, jak złudne bywają powierzchowne oceny geopolityczne. Jeszcze niedawno dominowało przekonanie, że Turcja nieuchronnie oddala się od Zachodu. Tymczasem rzeczywistość okazała się znacznie bardziej złożona. Ankara nie porzuciła idei autonomii strategicznej, lecz zrozumiała, że jej realizacja wymaga silnych związków z europejskim i transatlantyckim systemem bezpieczeństwa. Rosja miała stać się dla Turcji alternatywą wobec Zachodu. Ostatecznie okazała się argumentem przemawiającym za jeszcze bliższą współpracą z NATO.

Turcja – od strategicznej autonomii… 

To wszystko pokazuje dynamikę zachodzących zmian, na które musimy reagować. Jeszcze do niedawna, przez niemal dwie dekady w debacie strategicznej dotyczącej bezpieczeństwa euroatlantyckiego narastało przekonanie, że Zachód traci Turcję. Powodem były kolejne decyzje Ankary, które w wielu europejskich stolicach interpretowano jako dowód odchodzenia od wspólnoty transatlantyckiej. Odmowa udostępnienia amerykańskim wojskom tureckiego terytorium podczas inwazji na Irak w 2003 roku, sprzeciw wobec zaostrzenia sankcji wobec Iranu, zakup rosyjskiego systemu przeciwlotniczego S-400, a następnie wieloletnia współpraca gospodarcza i energetyczna z Rosją sprawiły, że Turcja zaczęła być przedstawiana jako „trudny sojusznik”, a nawet potencjalny koń trojański Moskwy wewnątrz NATO. Ta diagnoza okazała się chybiona. Ankara nie porzuciła bowiem Zachodu – próbowała jedynie zbudować własną pozycję regionalnego mocarstwa, prowadząc politykę określaną przez tureckie elity mianem „autonomii strategicznej”. Dopiero brutalna konfrontacja tej koncepcji z rzeczywistością geopolityczną sprawiła, że Turcja rozpoczęła cichą, lecz bardzo wyraźną korektę kursu. Zmiana nastąpiła wtedy, gdy tureckie elity przekonały się, że polityka balansowania między Rosją a Zachodem zaczyna przynosić coraz więcej kosztów niż korzyści.

Paradoksalnie stało się to za sprawą dwóch wydarzeń, które początkowo mogły wydawać się korzystne dla Ankary – rosyjskiej agresji na Ukrainę oraz głębokiej przebudowy układu sił na Bliskim Wschodzie. W pierwszych miesiącach wojny Turcja wydawała się największym beneficjentem nowej sytuacji. Zachowała kanały komunikacji z Moskwą, jednocześnie dostarczając Ukrainie uzbrojenie, przede wszystkim drony Bayraktar TB2, które stały się jednym z symboli ukraińskiego oporu. Ankara nie przyłączyła się do zachodnich sankcji, lecz nie uznała również rosyjskiej agresji. Zamknęła cieśniny Bosfor i Dardanele dla okrętów wojennych zgodnie z postanowieniami konwencji z Montreux, ograniczając możliwość wzmacniania rosyjskiej Floty Czarnomorskiej. Takie rozwiązanie pozwalało Erdoğanowi utrzymywać pozycję mediatora rozmawiającego zarówno z Władimirem Putinem, jak i Wołodymyrem Zełenskim. Jednocześnie współpraca gospodarcza z Rosją rozwijała się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Gönül Tol przypomina, że wymiana handlowa między oboma państwami niemal się podwoiła, osiągając ponad 60 mld dolarów. Dziesiątki tysięcy Rosjan przeniosły swój kapitał do Turcji, kupując nieruchomości, zakładając przedsiębiorstwa i zasilając turecką gospodarkę w momencie głębokiego kryzysu finansowego. W sektorze energetycznym współpraca była jeszcze bardziej spektakularna. Turcja stała się jednym z największych importerów rosyjskich surowców energetycznych, a projekt elektrowni jądrowej Akkuyu, budowanej przez Rosatom, miał się stać symbolem strategicznego partnerstwa obu państw.

Rosja uzyskiwała wpływy w państwie posiadającym drugą co do wielkości armię NATO i ważny kanał omijania części zachodnich sankcji. Media pisały, iż Putin odniósł jedno z największych zwycięstw strategicznych od zakończenia zimnej wojny.

…do nowego zakotwiczenia w NATO

W rzeczywistości jednak wojna na Ukrainie szybko zaczęła odsłaniać wszystkie słabości rosyjskiej pozycji. Dla Ankary szczególnie istotne było to, że Moskwa zaczęła być postrzegana jako źródło nieprzewidywalności, której skutki coraz silniej oddziaływały na tureckie bezpieczeństwo. Gönül Tol zwraca uwagę, że przełom nastąpił po wyborach w 2023 roku. Erdoğan, który utrzymał władzę mimo najgłębszego kryzysu gospodarczego od wielu lat, uznał, iż dalsze pogarszanie relacji z Europą przestaje być opłacalne. „Kraj nie mógł sobie pozwolić na dalsze alienowanie się od Europy”, ponieważ pozostawała ona największym partnerem handlowym Turcji i głównym źródłem inwestycji. Jednocześnie sankcje amerykańskie oraz wykluczenie z programu F-35 coraz mocniej uderzały w rozwijający się przemysł obronny, który Erdoğan traktował jako jeden z filarów budowy pozycji mocarstwowej państwa. Pierwszym symbolem zmiany stała się polityka gospodarcza. Powrót Mehmeta Şimşeka do kierowania finansami oznaczał odejście od eksperymentów ekonomicznych. Równolegle Hakan Fidan rozpoczął ofensywę dyplomatyczną wobec państw NATO i Unii Europejskiej. W lipcu 2023 roku Erdoğan wycofał sprzeciw wobec członkostwa Szwecji w NATO, a tureckie banki zaczęły ograniczać współpracę z rosyjskimi przedsiębiorstwami, aby uniknąć sankcji wtórnych. Ankara zmniejszyła także eksport produktów mogących znaleźć zastosowanie w rosyjskim przemyśle zbrojeniowym.

Jeszcze kilka lat wcześniej ponad połowa tureckiego importu gazu pochodziła z Rosji. Tymczasem – jak podkreśla Gönül Tol – Ankara rozpoczęła systematyczne ograniczanie tej zależności. Rozwijała import LNG ze Stanów Zjednoczonych, prowadziła rozmowy dotyczące dostaw gazu z Turkmenistanu oraz stopniowo rezygnowała z koncepcji rosyjskiego hubu gazowego, który mógłby umożliwić Moskwie obchodzenie zachodnich sankcji.

Tę koniunkturę geopolityczną doskonale rozpoznał prezydent Andrzej Duda, rozgotowując grunt dla Karola Nawrockiego, którego celem ma być zbudowanie przez Polskę i Turcję nowej osi bezpieczeństwa w NATO.

Źródło: Gazeta Polska

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska