Polska usłyszała o szykowanych przez rząd zmianach dzięki apelom Domu Chłopaków w Broniszewicach, który jest prowadzony przez siostry dominikanki. Placówka zwróciła uwagę, że wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Katarzyna Nowakowska pracuje nad rozwiązaniami, które doprowadzą do tego, że Dom Chłopaków nie będzie już mógł przyjmować nowych dzieci. Dotyczy to również innych placówek tego rodzaju, gdyż ma nastąpić „deinstytucjonalizacja”. Jak poinformowały siostry, zostały one nazwane „betonem” przez osoby ze środowiska wiceminister. „W tym roku mija 75 lat doświadczenia w zapewnianiu Chłopakom Domu – prawdziwego, stałego miejsca, w którym są rozumiani i zaopiekowani. Można nazwać nas BETONEM, a można też zatrzymać się i skorzystać z mądrości wielu pokoleń ludzi, którzy przez lata zajmowali się TYMI, których niepełnosprawności nikt w rodzinie nie był w stanie udźwignąć” – czytamy we wpisie Domu Chłopaków. Ale nie tylko ta placówka protestuje przeciwko reformie.
20 pytań o miejsce w DPS tygodniowo
Reformę krytykuje kolejny DPS będący miejscem o bardzo długiej historii opieki nad dziećmi, która sięga aż XIX wieku. Początkowo był to sierociniec. Bernadeta Piotrowska, jedna z pracownic Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży w Ścinawce Dolnej, który jest prowadzony przez Zgromadzenie Sióstr św. Teresy od Dzieciątka Jezus, zwraca uwagę w rozmowie z „Gazetą Polską”, że należy patrzeć przede wszystkim na dobro dziecka. Nasza rozmówczyni podkreśla, że obecnie potrzeby opieki nad chorymi dziećmi są ogromne. – Dostajemy mnóstwo pytań o ewentualne miejsce dla takich dzieci. One przebywają na przykład w szpitalach. Niepokoi nas to, że one są zawieszone, w poszukiwaniu docelowego miejsca, w pewnym sensie są bezdomne. Utrzymywanie ich w tym zawieszeniu hamuje ich rozwój. Te dzieci wymagają szczególnej opieki, przyzwyczajają się do miejsc, osób, opiekunów, nawet zapachów czy smaków. Nie można ich skazywać na chaos – mówi bardzo przejętym tonem nasza rozmówczyni. Jak informuje Bernadeta Piotrowska, w ciągu tygodnia DPS otrzymuje aż około 20 zapytań o miejsce. – Zgadzam się, że to wspaniała wizja, aby dzieci były w rodzinach. Niestety bywa, że rodziny, także zastępcze, same się do nas zgłaszają, bo nie dają rady opiekować się dziećmi głęboko niepełnosprawnymi. Takimi, które trzeba powoli karmić, zmieniać pampersy i wykonywać wiele innych czynności – podkreśla Bernadeta Piotrowska.
Na siłę poza DPS
Reforma polega m.in. na odejściu od kierowania do DPS nowych małoletnich. Rządowy projekt przewiduje również obowiązek nałożony na samorządy, które mają podejmować działania zmierzające do powrotu dzieci i młodzieży do rodzin biologicznych lub rodzinnej pieczy zastępczej, również tych z ciężką niepełnosprawnością. Resort chce docelowo odejść od instytucji opieki całodobowej dzieci i młodzieży. Krytycy tej reformy na ogół nie podważają ogólnego kierunku, czyli założenia, że rodziny, również zastępcze, są lepszym rozwiązaniem dla dzieci niż zbiorowe instytucje. Alarmują jednak, że państwo chce zmienić system przed zbudowaniem alternatywy. Sama wiceminister Nowakowska przyznała publicznie, że prawie 300 gmin w Polsce w ogóle nie realizuje usług opiekuńczych, a to one mają być podstawą wsparcia środowiskowego zamiast pobytu w DPS.
Co więcej, z odpowiedzi udzielonej w mediach społecznościowych Domowi Chłopaków przez wiceminister Nowakowską wynika, że w efekcie całej reformy część DPS przekształci się w placówki dla dorosłych, bo podopieczni dorosną. Inne, specjalizujące się szczególnie w opiece nad dziećmi, będą mogły pełnić funkcje innego rodzaju placówek wspierających rodziny z dziećmi, m.in. opiekę wytchnieniową, dzienne wsparcie czy wsparcie specjalistów. Oznacza to, że nowe przepisy dadzą obecnym DPS jedynie możliwość przekształcenia w innego rodzaju podmiot, co potwierdza obawy tych placówek. Właśnie dlatego część ekspertów i instytucji ostrzega, że pochopne zmiany tylko pogłębią istniejące opóźnienia i problemy, zamiast je rozwiązać. Sytuację komplikuje ponadto wynikające z reform obciążenie dodatkowymi obowiązkami samorządów, które już zwracają uwagę na ciągłe nakładanie na nie nowych zadań.
Alternatywa dopiero na przyszłość
Równolegle szykowana jest nowelizacja dotycząca pieczy zastępczej. Już w uzasadnieniu projektu przyznano, że skala dzieci oczekujących na miejsce w pieczy zastępczej jest niepokojąco duża. Choć nowelizacja przewiduje zmiany korzystne dla rodzin zastępczych, m.in. podniesienie wynagrodzeń i budowanie systemu wsparcia przez gminy, to ewentualny pozytywny skutek może się pojawić dopiero w przyszłości. Projekt opiera się bowiem na zasobach, których już dziś brakuje. Z danych resortu sprawiedliwości wynika, że rośnie liczba dzieci oczekujących na pieczę zastępczą. Pod koniec 2024 roku było to 1126 dzieci, a już kilka miesięcy później około 1900 dzieci bez miejsca, mimo orzeczenia sądu. W efekcie paradoksalnie wprowadzane zmiany w połączeniu z obecną sytuacją mogą doprowadzić do wydłużenia procedur i w praktyce większego ograniczenia dostępu do opieki. Ryzyko polega więc na tym, że dzieci, zwłaszcza ciężko chore, będą miały dłuższą i trudniejszą drogę do realnej opieki, jeśli państwo najpierw ograniczy ścieżkę do DPS, a dopiero potem zwiększy liczbę dobrze przygotowanych rodzin zastępczych.
Również raporty Rzecznika Praw Obywatelskich pokazują, że znikoma część dzieci opuszcza DPS z powodu przeniesienia do rodzinnej pieczy zastępczej lub adopcji, co oznacza, że raz umieszczone w systemie instytucjonalnym dzieci często w nim pozostają. Szczególnie dzieci z niepełnosprawnościami trafiają do instytucji nie dlatego, że to najlepsze rozwiązanie, lecz dlatego, że system nie ma dla nich alternatywy.
🇵🇱 235. rocznica uchwalenia Konstytucji 3 Maja 🇵🇱#Konstytucja3Maja #3maja pic.twitter.com/VMzuNIfeGq
— Kluby "Gazety Polskiej" (@KlubyGP) May 3, 2026