Firma MyDr potwierdziła, że doszło do nieuprawnionego dostępu do danych gabinetów lekarskich, które były przechowywane w systemach firmy MyDr. Problem dotyczy niemal połowy Polaków i danych gromadzonych w tysiącach placówek medycznych.
Jak dotąd na rządowych stronach nie ma informacji jakie konkretnie dane wyciekły i kogo dotyczą.
Ze strony rządzących popłynęły jedynie rady zastrzeżenia numeru PESEL.
Ekspert: zastrzeżenie PESEL nic nie pomoże
To samo swoim pacjentom poradziło centrum psychiatryczno-psychoterapeutyczne Mind Center w Krakowie. Rekomendacje rozszerzono także o porady dotyczące zachowania ostrożności wobec telefonów i wiadomości dotyczących zdrowia, recept, badań i płatności.
"Nie podawać nikomu numeru PESEL, hasła, kodu SMS ani danych karty płatniczej" - czytamy w komunikacie.
Wskazano, że "naruszenie może obejmować imię i nazwisko, numer PESEL, datę urodzenia, dane kontaktowe, oddział NFZ oraz informacje dotyczące zdrowia, w tym o wystawionych receptach i przebytych wizytach".
"Jako odpowiedź na wyciek danych psychiatrycznych brzmi to dość groteskowo bo dotyczy tylko jednego rodzaju szkody podczas gdy najpoważniejsze skutki takiego wycieku mogą leżeć zupełnie gdzie indziej i zastrzeżenie PESEL nijak tu nic nie pomoże"
- skomentował dr Łukasz Olejnik, niezależny badacz cyberbezpieczeństwa i prywatności.
Centrum psychiatryczno-psychoterapeutyczne MIND CENTER w Krakowie informuje pacjentów, że wyciek z MyDr może obejmować m. in. numery PESEL, dane kontaktowe oraz informacje o zdrowiu, w tym wystawione recepty i przebyte wizyty. Jako zalecenie placówka wskazuje zastrzeżenie numeru… pic.twitter.com/RD9O7p9JPP
— Łukasz Olejnik (@prywatnik) August 21, 2026