Nazywana jest indyjskim żeń-szeniem. Ashwagandha w ostatnich latach stała się jednym z najpopularniejszych suplementów diety. Kupują ją przede wszystkim ludzie szukający naturalnego sposobu na stres, lepszy sen i poprawę koncentracji.
W Polsce jest legalna i łatwo dostępna. Zespół ds. Suplementów Diety działający przy GIS określił maksymalne poziomy składników dla suplementów zawierających Withania somnifera. Dla sproszkowanego korzenia rekomendowana ilość to poniżej 3 gramów dziennie, a dla witanolidów maksymalnie 10 mg w zalecanej dziennej porcji.
Ograniczenia w Europie
Okazuje się jednak, że są kraje, które wprowadziły poważne ograniczenia w stosowaniu ashwagandhy, a jeden kraj zakazał jej całkowicie. To Dania. Decyzję tam wydano na podstawie raportu Duńskiego Uniwersytetu Technicznego z 2020 roku, który wskazywał na potencjalny wpływ rośliny na hormony płciowe i funkcje rozrodcze.
Sporo wokół ashwagandhy działo się także w Holandii. Tam co prawda zakazu nie ma, ale miejscowy instytut RIVM poszedł też bardzo daleko. Oficjalnie zalecił konsumentom, żeby nie stosowali produktów zawierających ashwagandhę. Eksperci wskazali między innymi na zgłaszane przypadki uszkodzenia wątroby. Szczególną ostrożność zalecono kobietom w ciąży.
Warto jednak podkreślić, że ani Europejska Agencja Leków, ani amerykańska FDA nie zakazały ashwagandhy.
Kto powinien mieć się na baczności
Także polskie zalecenia nie traktują ashwagandhy jak suplementu dla każdego. Zespół działający przy GIS rekomenduje umieszczanie na opakowaniu informacji, by nie stosowały jej dzieci, kobiety w ciąży i karmiące piersią.
Eksperci wskazują też na możliwy wpływ rośliny na funkcję tarczycy. Osoby z jej schorzeniami powinny skonsultować się z lekarzem przed rozpoczęciem suplementacji. Podobnie ci, którzy przyjmują stale leki - z uwagi na możliwe interakcje. Przy czym problemem jest głównie sposób jej stosowania. Często bowiem ashwagandha brana jest na własną rękę, bez konsultacji z lekarzem i często w połączeniu z innymi preparatami.