"Nasza kampania przebiega dokładnie tak, jak ją zaplanowaliśmy. Jesteśmy kilka kroków przed opozycją. Pierwsi zarejestrowaliśmy komitet wyborczy, zebraliśmy podpisy, a jest ich ponad półtora miliona. Kiedy my zbieraliśmy podpisy, Grzegorz Schetyna zmieniał jedynki wyborcze, w tym tę warszawską, wstawiając na nią (...) >>kobietę o pozytywnym wizerunku<< i czmychając do Wrocławia. To byłą desperacja Grzegorza Schetyny, który dzięki doradcom z zagranicznej firmy zrozumiał, że jest obciążeniem, dla Platformy Obywatelskiej"
- powiedział Jacek Sasin w rozmowie z tygodnikiem "Wprost".
Wicepremier podkreślił, że kampania PiS przebiega bez zastrzeżeń "a my sami nie uciekamy od problemów".
"Afera, a raczej incydent z ministrem Piebiakiem był dla nas pewnym problemem. Bo tego typu działań, czyli hejtowania, fake newsów nie aprobujemy. Małgorzata Kidawa-Błońska już tym problemem dla nas nie jest, bo Grzegorz Schetyna, wystawiając ją na kandydatkę na premiera, oszukuje wyborców. Każdy, kto zna szefa Platformy wie, że gdyby PO miała szanse wygrać wybory, to on zostałby premierem. Ona ma ocieplić wizerunek. A po wyborach wróci stary dobry Schetyna"
- podkreślił.
Sasin mówił, że jeśli PiS wygra wybory, to premier Mateusz Morawiecki będzie kontynuował tę misję. Choć - jak znaczył - podpisuje się pod opinią samego Morawieckiego, że prezes PiS Jarosław Kaczyński byłby lepszym premierem.
"Ten model władzy, w którym lider obozu politycznego rządzącego w Polsce jest poza mozołem codziennego rządzenia, jest dobry. Dzięki temu, że Jarosław Kaczyński nie jest premierem, może tworzyć nasze koncepcje i skutecznie czuwać nad ich realizacją"
- powiedział.
Dodał, że marzy mu się w wyborach uzyskanie 307 mandatów, czyli większości konstytucyjnej.