Wczoraj prezydent Andrzej Duda powołał "starą-nową" Radę Ministrów. Uwagę przykuły kompetencje jednego z ministrów, którzy będą pracowali w kancelarii premiera. Maciej Berek ma pełnić nadzór nad wdrażaniem polityki rządu. Pierwsze efekty jego działań mają być ogłoszone za miesiąc.
Ale... już dziś, dzień po, odbyło się pierwsze posiedzenie zrekonstruowanego rządu.
Już na początku Donald Tusk, pozostając w tej samej roli, wyraził wyraźną satysfakcję z "odchudzenia" swojego gabinetu.
Jeszcze mamy przed sobą niezłą perspektywę, jeśli chodzi o działania odchudzające rząd, ale już w tej chwili mogę powiedzieć, że mam satysfakcję z tego pierwszego etapu, ale przed nami oczywiście przegląd podległych wam resortów i tam też będziemy szukali, nic na siłę oczywiście, wspólnie racjonalizacji naszych działań i struktury, tak żeby ona była jak najsprawniejsza, ale równocześnie jak najmniej kosztowna, tam gdzie te koszta są zbędne
– stwierdził.
"To nie jest klub dyskusyjny"
Stanowczym tonem, mimo nowego ministra, który ma kontrolować politykę wdrażania rządu, Tusk podkreślił dziś swoją rolę.
Będziecie mieli państwo okazję w najbliższych dniach i tygodniach prezentować nasze wspólne plany i swoje osobiste pomysły i ten nowy wkład w program rządu, także publicznie. Jestem po rozmowach, wtedy kiedy przygotowywaliśmy te zmiany, z każdą z pań i panów ministrów, którzy dzisiaj rozpoczynają naszą wspólną pracę i chcę państwa uprzedzić, szczególnie tych debiutantów, praca nad przygotowaniem każdego posiedzenia rządu to praca, która odbywa się każdego dnia
– stwierdził.
I po chwili zagrzmiał, że "posiedzenie rządu to nie jest klub dyskusyjny".
Ci, którzy ze mną długo współpracują, wiedzą że to nie jest cnota przeze mnie najbardziej pożądana, to znaczy zabieranie głosu w każdej sprawie i na każdy temat. My tutaj mamy rozwiązywać problemy, jakie się pojawiają i podejmować decyzje, a czasy na dyskusję i prezentację słusznych poglądów na wszystko, to czas przed posiedzeniem rządu, po posiedzeniu rządu, ale nie w tej sali i ci, którzy dłużej ze mną współpracują, wiedzą że to jest w interesie nas wszystkich, nie moim
– kontynuował Tusk.
Dalej wybrzmiało jednak stwierdzenie o... "pewnej zasadzie".
Chcę tylko uświadomić wszystkim pewną zasadę. Ona właściwie towarzyszyła nam od samego początku, ale nie zawsze może była tak bezwzględnie respektowana. Ta zasada, chcę o tym powiedzieć bardzo wyraźnie, polega na takiej oczywistej dyscyplinie Rady Ministrów i ministrów i wiceministrów jako jednego zespołu, teamu
– grzmiał Tusk.
I dodał: "rozumiem, mogą być spory w koalicji, parlament jest od tego, żeby się spierać i dyskutować, ale chcę powiedzieć, że od najbliższego posiedzenia Sejmu, nie tego dzisiejszego, co się stało do dzisiaj, zostawmy to, ale od kolejnego posiedzenia Sejmu żadna z pań i panów ministrów nie może głosować inaczej niż postanowiliśmy wspólnie jako rząd wobec projektów rządowych".
Tusk: następnego dnia pożegnamy się
To nie wszystko. Tusk w typowym dla siebie tonie, zagrzmiał także... "o żegnaniu się". To dziwne, ponieważ dopiero co rząd przeszedł rekonstrukcję.
Lepiej, żeby mieć czytelne reguły od samego początku. Czyli każda z pań i panów, jeśli przyjdzie do głowy zagłosować przeciwko wspólnemu stanowisku rządu, następnego dnia pożegnamy się i mówię o tym celowo publiczne, żeby nie było od tej reguły żadnych wyjątków. To jest automatyzm
– rzucił.