Dwie doby łzy nie znikały mi z policzków. Nie życzę żadnej matce otrzymania takiej informacji. Wszystko, co się działo w moim życiu przed aresztowaniem, było poświęcone mojemu synowi. Dałam z siebie wszystko, co tylko można. Czyli tak, jak matka wobec dziecka, szczególnie chorego powinna się rozwijać. To ja byłam trzonem w terapii mojego dziecka - powiedziała w ekskluzywnym wywiadzie dla TV Republika Anna Wójcik, była urzędniczka KPRM, która wyszła dzisiaj na wolność po dwumiesięcznym aresztowaniu.
Monika Borkowska zapytała kobietę, co czuła, gdy dowiedziała się o stanie zdrowia jej dziecka. Jej syn podczas przebywania Anny Wójcik w areszcie, próbował targnąć się na własne życie.
- To była najgorsza informacja, która usłyszałam od dwóch miesięcy. Starałam się być dzielna. Bo silna matka, to silne dziecko. Walczyłam dla mojego dziecka. W momencie, kiedy dotarła do mnie informacja, że dziecko będzie być może oddane, przekazane innej rodzinie - cokolwiek, zastanawiałam się: Boże, co się tu dzieje. Od razu wykonałam telefon do Pana mecenasa, ale ta rozmowa nie mogła odbyć się normalnie. Ten moment był dla mnie straszny. To był cios w moje serce, które rozpadło się na milion kawałków.
- mówiła.
Od razu zajęła się mną pani psycholog, bo mój stan był tragiczny. Dwie doby łzy nie znikały mi z policzków. Nie życzę żadnej matce otrzymania takiej informacji. Wszystko, co się działo w moim życiu przed aresztowaniem, było poświęcone mojemu synowi. Dałam z siebie wszystko, co tylko można. Czyli tak, jak matka wobec dziecka, szczególnie chorego powinna się rozwijać. To ja byłam trzonem w terapii mojego dziecka.
– dodała.
Anna Wójcik została zapytana także o swoją reakcję na ujawnienie przez prokuraturę imienia syna. Podczas dzisiejszej konferencji prasowej rzecznik prokuratury prok. Przemysław Nowak przyznał, że było to niedopatrzenie z jego strony. Dodał, że w poprawionym komunikacie już tych danych nie ma.
- Powiem wprost - to jest skandal. Staraliśmy się chronić prywatność syna, stąd nie używaliśmy jego imienia
- podkreśliła Anna Wójcik. Dodała, że brak zgody na ujawnianie jej pełnych danych również był podyktowany dobrem dzieci "żeby uchronić je przed hejtem, całą medialną sytuacją".
- To są tylko dzieci. Jestem oburzona.(…) Jest to niedopuszczalne, ponieważ w tym momencie moje dziecko straciło anonimowość, czego ja starałam się uniknąć - dodała kobieta.