Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Oszczędności na zdrowiu stają się faktem. Leczenie będzie trudniejsze

W budżecie NFZ na ten rok brakuje ok. 14 mld zł – przyznał prezes funduszu Filip Nowak. Jego zdaniem „zasadniczy wpływ na dostępność i bezpieczeństwo świadczeń, a także lepszą opiekę dla pacjentów” będą miały zmiany planowane przez rząd. NFZ już wprowadza kolejne cięcia, które zdaniem dyrektorów szpitali pogorszą dostępność świadczeń i kondycję finansową szpitali. – Bez względu na uprawianą propagandę fakty są takie, że wszelkie działania mają na celu zmniejszenie kosztów opieki medycznej. Bezpieczeństwo zdrowotne pacjentów to dla tego rządu sprawa drugorzędna – ocenia Krzysztof Żochowski, członek zarządu Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.

Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”

W wywiadzie dla PAP prezes NFZ Filip Nowak przyznał, że obecnie dziura w budżecie na ten rok to około 14 mld zł. Dotacje z budżetu państwa pozwoliły zmniejszyć jej rozmiar o około 10 mld zł. Wprowadzone przez NFZ zmiany w finansowaniu nadwykonań pozwolą przesunąć na przyszły rok płatności dla szpitali na kwotę 6–7 mld. Zdaniem Nowaka zmiany na lepsze dla pacjentów i szpitali przyniosą planowane przez rząd modyfikacje w ochronie zdrowia (m.in. ustalenie maksymalnej stawki godzinowej dla medyków na poziomie 240 zł brutto, ograniczenie czasu pracy do dwóch etatów i wymóg pracy w wymiarze przynajmniej pół etatu w jednej placówce). Zdaniem szefa NFZ „będzie to miało zasadniczy wpływ na dostępność i bezpieczeństwo świadczeń, a także lepszą opiekę dla pacjentów, bo lekarz będzie związany z placówką na stałe czy też w szerszym wymiarze czasu pracy”.

Betonowanie patologii

Przekonaniu Filipa Nowaka przeczą opinie ekspertów. Ich zdaniem wdrożenie propozycji rządu nie zawiera rozwiązań mających zwiększyć dostępność do świadczeń dla pacjentów. – To, co proponuje resort zdrowia i co zaakceptował rząd w projekcie ustawy czy rozporządzeń, to są działania fragmentaryczne. Nie dostrzegam w nich działań na rzecz zwiększenia dostępności obywateli do świadczeń – oceniał dla „Codziennej” rządowe propozycje reform ekspert ochrony zdrowia Wojciech Wiśniewski.

Medycy wprost zarzucają tym projektom, że przyniosą skutek odwrotny od tego, o którym wczoraj mówił Nowak. Lekarze rezydenci twierdzą, że ustawa „w znacznie większym stopniu jest narzędziem do przymusowej konsolidacji małych podmiotów oraz metodą na oszczędność niż skutecznym mechanizmem walki np. z kominami płacowymi”. Ostrzegają, że pacjenci w małych ośrodkach stracą dostęp do skutecznej konsultacji ich stanu zdrowia. Medycy i pracownicy ochrony zdrowia zrzeszeni w Solidarności także podważają propacjencki charakter tych zmian. W oświadczeniu związkowcy zaznaczają, że zamiast merytorycznej dyskusji o przyszłości polskiej służby zdrowia otrzymali projekt, który zakłada ograniczenie świadczeń w szpitalach powiatowych, stworzenie iluzorycznych granic maksymalnych wynagrodzeń i czasów pracy. Ich zdaniem ma to na celu oszukanie opinii publicznej, że rząd dokonuje fundamentalnych reform, i jest próbą „przerzucenia odpowiedzialności za zaniechanie działań i nieróbstwo strony rządowej na pracowników służby zdrowia”.

Jak na SOR, to karetką

Dyrektorzy szpitali, z którymi rozmawiała „Codzienna”, uważają, że 6–7 mld zł, które NFZ zapłaci w przyszłym roku za nadwykonania, to właśnie tyle, ile zabraknie szpitalom na działalność. Wiele szpitali już teraz ogranicza wypłatę wynagrodzeń. Pisaliśmy o takiej sytuacji w szpitalu w Szczecinie, ale to nie wyjątek. Tak np. dyrekcja szpitala w Sanoku na początku sierpnia zapowiedziała, że będzie płacić wynagrodzenie pomniejszone o 30 proc. Z częścią wypłat zalega szpital w Inowrocławiu. Opóźnienia w płatności wynagrodzeń mają miejsce w szpitalach w Tarnowskich Górach i Proszowicach.

Tymczasem NFZ wprowadza kolejne cięcia, które pogorszą sytuację finansową szpitali, a także ograniczą dostępność do świadczeń dla pacjentów. Prezes NFZ zarządzeniem zmienia sposób finansowania szpitalnych oddziałów ratunkowych. Dotychczas za SOR NFZ płacił ryczałtem – zgodnie z nowym zarządzeniem kwota będzie uzależniona od liczby pacjentów, którzy na SOR zostaną dowiezieni karetką. Zdaniem Anny Gil, prezes Świętokrzyskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych oraz dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Końskich, taka zmiana spowoduje, że „karetki znów będą stać w kolejkach”, a szpitale będą karane finansowo za coś, na co nie mają wpływu. – Pacjent nie musi być przywieziony na SOR karetką, bo może dotrzeć o własnych siłach, może zostać przywieziony przez rodzinę, znajomych. Czasem to właśnie ten pacjent wymaga hospitalizacji, a nie ten przywieziony przez karetkę – podkreśla Gil.

Innym zarządzeniem, na razie w planach, NFZ chce uszczuplić płatności za świadczenia udzielane pacjentom w 22 przypadkach terapii. Ma to przynieść NFZ oszczędności w wysokości około 476 mln zł rocznie, na co wskazuje sam NFZ w uzasadnieniu do projektu.

Czytaj więcej w dzisiejszym wydaniu "Gazety Polskiej Codziennie"!

 

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

NAJNOWSZE Polska