Jeszcze kilka lat temu hasło "kryzys demograficzny" pojawiało się tylko w suchych raportach i debatach ekspertów. Niestety teraz jego skutki już są coraz bardziej widoczne w życiu codziennym. Statystyki nie kłamią. W Polsce rodzi się coraz mniej dzieci, a jednocześnie liczba osób w wieku emerytalnym rośnie szybciej, niż przewidywały wcześniejsze prognozy.
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w 2025 roku liczba urodzeń znów spadnie i będzie jedną z najniższych w powojennej historii. Wskaźnik dzietności nadal utrzymuje się poniżej wartości 1,3, czyli znacznie poniżej poziomu zastępowalności pokoleń.
Problem zaczyna się w oświacie i ochronie zdrowia
Skutki już odczuwa oświata. W roku szkolnym 2024/2025 do polskich szkół uczęszczało około 6,6 mln uczniów, to o ponad 38 tys. mniej niż rok wcześniej. Jednocześnie spadła także liczba nauczycieli. Samorządy coraz częściej zgłaszają zamiar likwidacji małych szkół i przedszkoli, zwłaszcza na terenach wiejskich i w małych miejscowościach. Podczas ostatniej fali kryzysu, w latach 2007–2012 zamknięto blisko 1000 szkół podstawowych z powodu zbyt małej liczby uczniów. Ten trend niestety się utrzymuje i wiele wskazuje na to, że będzie się nasilał.
Niewiele lepiej jest w ochronie zdrowia. Już teraz liczba lekarzy na tysiąc mieszkańców w Polsce odbiega od średniej unijnej. W ostatnich latach mocno nasilił się problem nierównomiernego dostępu do specjalistów w różnych regionach kraju i znaczne niedobory specjalistów w niektórych dziedzinach. Ten problem szczególnie dotyka małe szpitale powiatowe i w mniejszych ośrodkach.
To odbije się na całej gospodarce
Obawy budzi również sytuacja na rynku pracy. W wielu branżach, zwłaszcza w przemyśle i usługach, pracodawcy coraz częściej zgłaszają trudności z pozyskaniem wykwalifikowanej kadry. Główny Urząd Statystyczny potwierdza, że stopa bezrobocia jest rekordowo niska, ale strukturalne braki rąk do pracy pozostają realnym problemem. Przewidywania są jasne, przy obecnym tempie zmian demograficznych liczba osób aktywnych zawodowo będzie nadal spadać, co odbije się na całej gospodarce.
Warto podkreślić, że kryzys demograficzny nie ma jednej daty rozpoczęcia. Tragedia nie zadzieje się z dnia na dzień. To proces, który trwa latami, ale w ostatnich latach jego skutki przyspieszają. I widać coraz wyraźniej, że problem nie dotyczy tylko przyszłości. Już teraz, powoli zaczyna kształtować teraźniejszość.
Według prognoz Głównego Urzędu Statystycznego, liczba ludności Polski spadnie do około 33 milionów w 2050 roku, a więc o ponad 5 milionów mniej niż obecnie. Największe ubytki mają dotyczyć osób w wieku produkcyjnym. W niektórych województwach populacja może skurczyć się o 20–30 procent, co oznacza realne konsekwencje dla rynku pracy, systemu zdrowia i lokalnych budżetów.