Janusz Korwin-Mikke, przedstawiony jako „znany polski polityk” został przez Rosjan poproszony o komentarz ws. rozmów pomiędzy ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem a sekretarzem stanu Stanów Zjednoczonych Anthonym Blinkenem w tym tygodniu w islandzkim Reykjaviku.
- Nie chcemy mieć wojny atomowej, bo jak rakiety będą leciały z Rosji do USA i odwrotnie, część przez pomyłkę może spaść na nasze terytorium. Więc z radością witamy odprężenie na linii Moskwa–Waszyngton – przyklasnął Korwin-Mikke. - Boimy się tylko, że nastąpi to samo, co było w roku 1960, kiedy miało już dojść do rozmów Chruszczow-Eisenhower, a wtedy służby specjalne Rosji i USA porozumiały się i strąciły U-2, i storpedowały rozmowy – dodał, nie precyzując kim są „my”.
Jednak już w następnych zdaniach polityk przyznał, że i do tej pory nie odczuwał w Polsce zagrożenia.
- Ja mogę mówić za siebie, a nie za rząd polski: mnie wojska amerykańskie w Polsce nie są do niczego potrzebne. Nie czuję zagrożenia ze strony ani Rosji, ani Białorusi, ani Ukrainy. Nie odczuwam żadnego zagrożenia, tak że mnie te wojska potrzebne nie są
– wyraził swoją opinię polityk.
Korwin-Mikke stwierdził także, że czeka na zbliżenie Warszawy z Kremlem. - Ja bym bardzo chciał, żeby były dobre stosunki między Polską i Rosją i żeby nasi ministrowie rozmawiali ze sobą. Mam nadzieję, że kiedyś doczekamy się wizyty ministra spraw zagranicznych Polski w Moskwie. Być może również pan Siergiej Ławrow zechce nas odwiedzić? – zapytał.