Jutro, 10 lutego, o godz. 13.45 związkowcy planują pikietę pod PG "Silesia", największej prywatnej kopalni w Polsce, sprzeciwiającą się zwolnieniom z pracy górników, które mają miejsce, co - zdaniem związkowców - jest złamaniem porozumienia z 29 grudnia ub.r. i łamaniu praw pracowniczych. Przypomnijmy, porozumienie 29 grudnia 2025 r. podpisała strona społeczna, pracodawca- spółka "Bumech" właściciel "Silesii" i reprezentujący rząd Donalda Tuska, minister energii Miłosz Motyka. Podstawowym punktem miało być, że w zakładzie nie będzie zwolnień, a uczestnicy protestu pod ziemią - prawie 20 górników, nie zostaną poddani represjom. Dziś miał miejsce dyżur prawników związanych z NSZZ "Solidarność", którzy pomagają osobom zwolnionym z pracy w kopalni. Kolejny będzie w środę.
"Zniknęło to magiczne słowo: wszystkich"
- Docelowo zwolnienia ma otrzymać 150 osób, 40-50 osób otrzymało je już. Nie jestem w stanie podać szczegółowych informacji w tej sprawie, bo jestem od nich izolowany - mówi w rozmowie z Niezalezna.pl Grzegorz Babij, przewodniczący Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ "Solidarność" przy PG "Silesia".
To złamanie porozumienia z 29 grudnia ub.r. Do tego, 23 stycznia br. dwa związki zawodowe działające w "Silesii" podpisały nowe porozumienie z pracodawcą, za plecami "Solidarności" i Związku Zawodowego Ratowników Górniczych. Tutaj znalazł się zapis mówiący o tym że "Bumech", po wydzierżawieniu kopalni, też "przejmie jej pracowników". Zniknęło jednak magiczne słowo, o które tak bardzo walczyliśmy w Katowicach 29 grudnia, czyli "wszystkich". Tego w nowym porozumieniu, ohydnym i wrednym, już nie ma. I dzisiaj pracodawca ma możliwość, tak przynajmniej twierdzi, dokonywania zwolnień pracowników. Ja, popierają mnie nasi prawnicy, jestem odmiennego zdania. Uważamy, że ważniejsze jest to porozumienie, które było podpisane w grudniu. Te sprawy zakończą się w sądzie. Podobnie, jak sprawy wypowiedzeń dla pracowników. To nie będzie pozew zbiorowy. Sprawy będą rozpatrywane indywidualnie, bo pracownicy otrzymywali różne formy wypowiedzeń.
– dodaje.
"Pracodawca szukał na mnie haków"
Patryk Iwaniec, lider protestu górników pod ziemią, otrzymał wypowiedzenie, jako jeden z pierwszych.
- Pracodawca szukał na mnie haków. Otrzymałem też naganę, bo rzekomo obraziłem dwóch innych liderów związkowych, którzy podpisali to pseudo-porozumienie, w cieniu gabinetów. Usłyszałem: "To nie za protest panie Patryku, pan złamał regulamin pracy". Odwołałem się od tej decyzji. Od początku utrudniano mi życie. Zaraz po powrocie z protestu zmieniono mi brygadę, później się dowiedziałem, że prezes sprawdzał też, czy nie opuściłem stanowiska pracy. Prawnik powiedział mi, że jeśli napisałem w zamkniętej grupie, jako członek zarządu NSZZ "Solidarność" opinię o szkodliwym działaniu innych związków, to nic złego się nie stało. Miałem nawet obowiązek informować załogę o takich rzeczach. Użyłem barwnego języka górniczo-związkowego, a ktoś wyniósł to i dostarczył członkom tych pozostałych dwóch związków. To nie koniec problemów. Mam zakaz wejścia na kopalnię. Nawet po rzeczy osobiste. Brakuje jeszcze "milicji"! Siedziba "Solidarności", już została odłączona od połączeń telekomunikacyjnych. Jesteśmy inwigilowani, do naszych chłopaków przychodzą dziwne sms-y od pracodawcy. Nie wiem w jakim państwie my żyjemy. Mam rodzinę i jeśli nie zapłacę najmu wylądujemy na bruku. Każdy z nas coś ma. Każdy coś postawił na jednej szali dla dobra wszystkich i teraz wychodzi inaczej. 13. lutego będzie kolejna tura rozmów w Ministerstwie Energii. Jestem już tym zmęczony, od 21 grudnia - gdy wyszedłem z domu na nockę - nie wróciłem do domu na święta prowadząc protest; ciągle na pierwszej linii frontu. Już prawie dwa miesiące. Jestem trzecią kadencję w zarządzie "Solidarności" przy PG "Silesia", ale tak ciężkich czasów, jak teraz jeszcze nie było.
"Nie możemy w nieskończoność dokładać do działania kopalni"
Zapytaliśmy prezesa spółki "Bumech" Jonasza Drabka, o kwestie zwolnień i represje wobec uczestników protestu pod ziemią.
- (...) Jesteśmy spółką prywatną, notowaną na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. My nie możemy działać na szkodę spółki - napisała m.in. w odpowiedzi Kinga Dubrawska z Biura Prasowego "Bumech" S.A. - Chcemy kontynuować wydobycie, ale nie możemy w nieskończoność dokładać do działania kopalni. Rozumiemy, że związkowcy patrzą z zazdrością na kolegów ze spółek górniczych, w których akcjonariuszem jest Skarb Państwa, którzy miesiącami mogą strajkować i zgłaszać kolejne żądania. Tylko tam przyjedzie minister i dosypie kolejne setki milionów złotych. U nas alternatywą dla funkcjonowania jest zamknięcie zakładu i zwolnienia grupowe. Jako spółka prawa handlowego domagamy się wyłącznie równego traktowania. Gwarancja równości wobec prawa, niedyskryminowanie w życiu gospodarczym jest Konstytucyjnym prawem. (…) Działania przedstawicieli jednego ze związków zawodowych traktujemy jako nadużycie zaufania do zawartych porozumień.
Ofert pracy jest mniej
Pracownicy PG "Silesia" to prywatnie głównie mieszkańcy gmin powiatu bielskiego, oraz miast Bielska-Białej i Tychów. Sytuacja na rynku pracy jest tu trudna. Zwalnia dawny Fiat w Tychach ("Stellantis"), a jego dawny zakład w Bielsku-Białej już nie istnieje. W ub.r. zwolnienia były też w koncernie "Hutchinson" w Żywcu i Bielsku-Białej. Jak informuje PUP w Bielsku-Białej, nowych ofert pracy jest coraz mniej, zwłaszcza tych "na produkcji".
Przewodniczący NSZZ "Solidarność" Grzegorz Babij, jest w stałym kontakcie z Kancelarią Prezydenta Karola Nawrockiego. Nowelizacja ustawy górniczej, której projekt prezydent Nawrocki obiecał górnikom z "Silesii", już została przyjęta do prac sejmowych. Dzięki temu górnicy będą mieć szansę na skorzystanie z osłon i alokację do innych kopalń, np. Polskiej Grupy Górniczej.