W poniedziałek 9 lutego późnym popołudniem rozpoczęło się kolejne czterodniowe posiedzenie w Parlamencie Europejskim w Strasburgu. Wśród tematów, jakie zostaną poruszone podczas spotkania europarlamentarzystów, zabraknie jednego: debaty nad kwestią wpisania Bractwa Muzułmańskiego na listę organizacji terrorystycznych Unii Europejskiej. Konferencja Przewodniczących, czyli najważniejszy organ polityczny Europarlamentu, zdecydował o tym, by przemilczeć tę sprawę. Przeciwko debacie była Europejska Partia Ludowa (do której należą europosłowie Koalicji Obywatelskiej), socjaliści oraz lewica.
Islamizm nie jest teorią. Jest metodyczną strategią mającą na celu infiltrację stowarzyszeń, struktur edukacyjnych, samorządów lokalnych, organizacji społecznych, a czasem nawet instytucji publicznych oraz europejskich. Zamykanie oczu na tę rzeczywistość oznacza osłabianie naszych demokracji i narażanie naszych współobywateli. Odmowa tej debaty stanowi błąd polityczny i moralny. Błąd wobec bezpieczeństwa Europejczyków
– przekazał za pośrednictwem X Jean-Paul Garraud, lider grupy Patriotów dla Europy.
Réunion de notre délégation de nos députés RN pour preparer la session plénière qui se tiendra à Strasbourg la semaine prochaine :
— Jean-Paul GARRAUD (@JPGarraud) February 5, 2026
Nos députés seront mobilisés sur plusieurs dossiers essentiels :
la stratégie de l’Union européenne pour lutter contre la pauvreté ;
l’établissement… pic.twitter.com/vpcRfgo78M
Europejska Partia Ludowa stwierdziła, że Unia Europejska nie dysponuje w tym przypadku wystarczającą podstawą prawną ani ścisłymi kryteriami prawnymi, ani też niezbitymi dowodami. Wyraziła również wprost obawę o to, że sama debata na temat politycznych wpływów Bractwa Muzułmańskiego w Europie może przynieść niepożądane konsekwencje dla polityki zagranicznej oraz zagrozić "wewnętrznej spójności społecznej". Obszerny raport francuskich służb (o którym niżej), alarmujący o ogromnej skali infiltracji Francji przez Bractwo Muzułmańskie, najwyraźniej nie został przez EPP potraktowany poważnie, choć we francuskim parlamencie panuje konsenus co do zagrożenia ze strony politycznego islamu. To stanowisko o tyle zdumiewające, że zaledwie kilka dni wcześniej, pod koniec stycznia 2026, irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej został uznany decyzją ministrów spraw zagranicznych państw UE za organizację terrorystyczną.
Francja przestrzega przed zagrożeniem
Rosnąca rola Bractwa Muzułmańskiego oraz jego coraz szersze wpływy od dłuższego czasu są powodem do niepokoju dla części deputowanych do francuskiego parlamentu. W drugiej połowie stycznia francuskie Zgromadzenie Narodowe przyjęło rezolucję zgłoszoną przez grupę Republikanów (fr. Les Républicains) o wpisaniu Bractwa Muzułmańskiego na listę organizacji terrorystycznych Unii Europejskiej. Głosowanie poprzedziła niezwykle burzliwa i trwająca ponad pięć godzin debata, jednak ostatecznie rezolucja została przyjęta stosunkiem głosów 157 do 101.
Treść rezolucji jest co prawda niewiążąca ani dla francuskiego rządu, ani dla instytucji europejskich, ma się jednak stać przyczynkiem do dyskusji. Unia Europejska została wezwana w tekście przyjętego dokumentu do przeprowadzenia „oceny prawnej i faktycznej transnarodowej sieci Bractwa Muzułmańskiego”.
Przyjęcie rezolucji wieńczy trwające od tygodni próby, by temat Bractwa Muzułmańskiego potraktować poważniej nie tylko na szczeblach krajowych, ale i unijnych. W maju 2025 francuskie służby wywiadowcze "odtajniły" liczący 73 strony raport, złożony w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i poświęcony infiltracji francuskiego społeczeństwa przez Bractwo.
W parę miesięcy po wypłynięciu raportu i w kilka dni po przyjęciu przez francuski parlament przełomowej rezolucji, firma IFOP zbadała nastroje społeczne. Respondentów zapytano, czy należy zakazać funkcjonowania organizacji powiązanych z Bractwem Muzułmańskim? 53 proc. Francuzów nie wyznających islamu było za, 23 proc. było przeciw, natomiast blisko 1/4 respondentów nie miała na ten temat zdania.
Przerażający tajny raport francuskich służb
Raport został opublikowany przez dziennik "Le Figaro", zaś jego wyciek spowodował wyraźne niezadowolenie prezydenta Macrona, który wyraził pogląd, że dokument ten nie powinien był zostać udostępniony opinii publicznej.
Z dokumentu wyłonił się obraz Francji jako państwa, w którym islam dzięki pracy u podstaw swoich zaangażowanych wyznawców systematycznie rozszerza swoje wpływy i radykalizuje muzułmańskie społeczeństwo. Raport określił tę sieć powiązań jako rodzaj ekosystemu zaplanowanego w najdrobniejszych szczegółach, aby "kierować życiem muzułmanina od narodzin do śmierci". Indoktrynacja ma się zaczynać już na poziomie szkolnym. Federacja Muzułmanów Francji, dzięki stowarzyszeniom z własnej sieci, które działają w obszarach edukacji, pomocy społecznej i islamskich finansów, roztacza swój parasol nad 21 szkołami. Uczy się w nich 4200 uczniów. Spośród nich 5 ma podpisane umowy z państwem, co nie gwarantuje jednak ścisłej kontroli nad treściami, które wpajane są tam młodym. Liceum Averroès w Lille jest tego dobitnym przykładem: placówka poddana jest dochodzeniu dotyczącego nielegalnego finansowania przez kraje Bliskiego Wschodu, jednak co niepokoi bardziej, to fakt, że używano w niej materiałów dydaktycznych sprzecznych z wartościami Republiki Francuskiej.
Oprócz tego we Francji działa 815 szkół koranicznych. Tam edukację pobiera aż 66 tys. nieletnich wyznawców Allaha. Szacuje się, że jedna trzecia z tych szkół ma powiązania z fundamentalistycznymi odłamami islamu.
Pomijając edukację, Federacja Muzułmanów Francji ma pod swoją opieką 139 miejsc kultu, ale dalszych 68 uznaje za stowarzyszone. Oficjalnie do sieci FMF należą 53 stowarzyszenia. Nieoficjalnie - jest ich aż 280.
Kolejnym problemem, którego opis znalazł miejsce w raporcie, to przekaz ideologiczny, który błyskawicznie rozprzestrzenia się w mediach społecznościowych i targetuje młodych wyznawców Allaha. Posłuch wśród młodzieży zyskują kaznodzieje, którzy łączą salafizm - dążący do powrotu do pierwotnych źródeł islamu, ultrakonserwatywny i fundamentalistyczny ruch wewnątrz już radykalnego sunnizmu - z ideologią Bractwa Muzułmańskiego.
Jak pokazały zresztą niedawno opublikowane statystyki, przeprowadzone przez dużą i szanowaną francuską firmę badawczą IFOP, taka strategia przynosi owoce: ponad połowa (57 proc.) młodych muzułmanów we Francji uznaje dziś wyższość szariatu nad prawem francuskim. O ile w 1989 roku młode pokolenie muzułmanów (15–24 lata) tylko w 7 proc. regularnie uczestniczyło w modlitwach w meczetach, o tyle w 2025 roku odsetek ten wyniósł już 40 proc. Ramadan praktykowany jest dziś przez 83 proc. wyznawców islamu, natomiast w 1989 roku niewiele ponad połowa muzułmanów brała w nim udział. Wzrosła również liczba kobiet noszących chustę - z 16 proc. w 1989 roku do 45 proc. w 2025.
Nowa doktryna polityczna: islam i prawo szariatu
Autorzy raportu zauważyli również, że zagrożenie ze strony islamu jako doktryny politycznej nie zostało potraktowane poważnie, zaś francuskie służby skupiły się głównie na bezpośrednich i brutalnych przejawach dżihadu. Co więcej, francuskie elity polityczne, szczególnie lewicowe i liberalne, od lat bagatelizowały zagrożenie. Ci, którzy próbowali poruszać temat, zyskiwali łatkę "islamofobów", "rasistów" oraz "skrajnej prawicy". Epitety te nie oszczędzały nawet pisarzy: Jean Raspail, autor kultowej powieści z 1973 roku "Obóz świętych", opowiadającej o upadku europejskiej cywilizacji dzięki podsycanej przez elity rządzące niekontrolowanej imigracji, czy Michel Houellebecq, który w 2015 roku opublikował głośną "Uległość", traktującą o zwycięstwie wyborczym Bractwa Muzułmańskiego w 2022 roku i zamienieniu Francji w państwo wyznaniowe, w przekazach medialnych natychmiast zyskali przyporządkowanie polityczne.
W takim klimacie politycznym Bractwo Muzułmańskie szlifowało i starannie dopracowywało swój wizerunek, który Houellebecq perfekcyjnie uchwycił w "Uległości": organizacji umiarkowanej, racjonalnej, szanowanej i skupionej na pozornie pokojowym rozwoju. Zachód połknął haczyk: organizacje powiązane z Bractwem Muzułmańskim mnożyły się i rosły w siłę do tego stopnia, że pod koniec 2025 roku jedna z największych grup w Parlamencie Europejskim - Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy - opublikowała kolejny raport, tym razem analizujący wsparcie finansowe, jakie szerokim strumieniem płynęło przez lata z Unii Europejskiej oraz rządów krajowych do kieszeni stowarzyszeń o organizacji, powiązanych z Bractwem Muzułmańskim oraz jego ideologiczną agendą.
W Europie Bractwo Muzułmańskie to wilk w owczej skórze, ukrywający przemoc za schludną, pragmatyczną fasadą. Pozują na reformatorów, pragnących działać w ramach istniejących systemów i angażować się w relacje z rządami i społeczeństwem. Nie dajmy się jednak zwieść – ten taktyczny zwrot nie oznacza dogłębnej i szczerej zmiany. Ich ostatecznym celem pozostaje demontaż świeckich instytucji demokratycznych Europy i zbudowanie teokratycznego reżimu zakorzenionego w Koranie
– przestrzegł w przedmowie do raportu Charlie Weimers, eurodeputowany ze Szwecji i wiceprzewodniczący ECR.
Odbicie tej opinii znalazło pokrycie w faktach: sama tylko organizacje Islamic Relief Worldwide od 2007 roku otrzymała 40 mln euro wsparcia, ale liczący ponad 50 stron raport szczegółowo opisuje szereg kolejnych organizacji i programów, które otrzymały znaczne finansowanie ze strony europejskich instytucji.
Unia Europejska ma jednak o wiele więcej na sumieniu, co w kwietniu 2025 ujawniło sprawozdanie Europejskiego Trybunału Obrachunkowego. Jak się okazało, kryteria przyznania aż 7,4 mld euro organizacjom pozarządowym w latach 2021 - 2023 były całkowicie nieprzejrzyste, dzięki czemu beneficjentami unijnych dotacji były także organizacje podkopujące tzw. "wartości unijne" i propagujące obronę radykalnego islamu politycznego.