Dziś wczesnym popołudniem w Warszawie doszło do podpisania umowy pożyczkowej w ramach programu SAFE. Sygnatariuszami dokumentu zostali komisarze – ds. budżetu Piotr Serafin i ds. obronności Andrius Kubilius oraz przedstawiciele rządu – minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz i minister finansów Andrzej Domański.
Umowa Polski została zatwierdzona jako pierwsza spośród 19 państw uczestniczących w programie. Następna w kolejności jest Litwa.
W ramach programu SAFE Polska ma otrzymać ok. 43,7 mld euro w formie pożyczek, przeznaczonych na cele obronne.
Wczoraj przed Kancelarią Premiera RP odbyła się demonstracja sprzeciwu wobec podpisania umowy SAFE. Manifestację zorganizowały warszawski Klub Gazety Polskiej oraz Ruch Obrony Granic. Pikieta w tej samej sprawie odbyła się też w Sopocie, przed domem premiera Donalda Tuska.
Warto przypomnieć, że w połowie marca prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę wdrażającą SAFE i zaproponował swój projekt tzw. SAFE 0 proc. Projekt nie został jednak procedowany w Sejmie.
Unijna pożyczka SAFE od początku budziła spore wątpliwości nie tylko środowiska politycznego, ale także prawniczego. Autorytety prawnicze alarmują, że program SAFE jest niezgodny zarówno z polską konstytucją, jak i z traktatami europejskimi.
"Mamy do czynienia z deliktem konstytucyjnym"
O komentarz do podpisanej dziś umowy portal Niezależna.pl poprosił dr. Oskara Kidę, konstytucjonalistę.
Uważam, że umowa SAFE ponad wszelką wątpliwość powinna być ratyfikowaną umową, nawet w trybie wielkiej ratyfikacji, ponieważ przyznaje Unii Europejskiej kompetencje w nowym obszarze. Przypominam również, że zgodnie z prawem, podmiotem ratyfikującym umowy międzynarodowe jest prezydent RP.
– wskazuje ekspert.
Wiele autorytetów prawniczych, w tym m.in. prof. Ryszard Piotrowski, przedstawiło szereg wątpliwości konstytucyjnych, związanych z umową SAFE (m.in. kwestia oddawania UE kompetencji obronnych – red.). Uważam, że prezydent, nawet gdyby otrzymał wniosek o ratyfikację, powinien taką umowę skierować prewencyjnie do Trybunału Konstytucyjnego, ponieważ te wątpliwości konstytucyjne są na tyle poważne, tyle rzeczy budzi wątpliwości prawników, nie tylko prof. Piotrowskiego, że TK powinien się w tej sprawie wypowiedzieć.
– dodaje.
Fakt, że rząd podpisuje umowę SAFE bez ratyfikacji, czyli robi z niej resortową, nieratyfikowaną umowę, która nie jest źródłem prawa oraz to, że w ogóle nie przejął się szerokimi prawniczymi wątpliwościami, pokazuje, jakie było podejście do tematu. Byle jak, aby przepchnąć umowę – wskazuje dr. Oskar Kida.
To celowe działanie Donalda Tuska.
– nie ma wątpliwości nasz rozmówca.
Świadczą o tym przynajmniej dwa czynniki Pierwszy to uchwała Rady Ministrów, która upoważniła do podpisania tej umowy wicepremiera, szefa MON Kosiniaka-Kamysza i ministra Domańskiego, a nie samego premiera. Po drugie, chwilę przed podpisaniem, szef rządu wyszedł i powiedział, że w ciągu kilku miesięcy może w Polsce wybuchnąć wojna. Miało to na celu nic innego jak przygotowanie obywateli do tego, że działanie rządu wokół SAFE jest konieczne. Narzucono retorykę – "wojna za pasem, więc potrzebujemy pieniędzy, żeby się zbroić". Tak to przedstawiano.
– mówi.
"Tak bezczelnego łamania Konstytucji w naszej historii jeszcze nie było. Sygnatariusze tego dokumentu powinni prawnie za to odpowiedzieć" – wskazuje z kolei senator Marek Pęk, członek senackiej Komisji Ustawodawczej.
To, co widzimy w związku z podpisaniem umowy SAFE, to próba obejścia prawa przez rząd Tuska i przyjęcia programu w sposób niezgodny z polską Konstytucją. To bardzo poważny błąd, za który ci, którzy podpisali formalnie ten dokument, będą odpowiadali.
– mówi polityk.
Tusk ponownie zastosował fortel i sam nie jest sygnatariuszem umowy. Widać, że wyraźnie się asekuruje i spycha odpowiedzialność na swoich współpracowników. Nie ulega jednak wątpliwości, że Tusk, jako premier, ponosi odpowiedzialność polityczną.
– dodaje.
"Niezależnie od tego, jak rządzący będą zaklinali rzeczywistość, szatkowali tę umowę na mniejsze kontrakty, nie zmienia to faktu, że to dalej gigantyczny dług, z wieloma mankamentami, takimi jak np. warunkowość. Podpisaliśmy umowę, choć nadal nie wiemy, na jakich zasadach będzie nam udzielany ten kredyt" – przypomina senator.
Powtarza się scenariusz znany z KPO. Tam też miało nie być warunkowości, potem miała dotyczyć tylko kwestii związanych z korupcją i właściwym wydawaniem tych środków, a okazało się, że była tam czysta polityka. SAFE też jest podobną pałką polityczną.
– kończy.