Jak podaje gazeta, skandal w koszalińskim sądzie ujawniono kilka dni temu, ale niepokojące sygnały pojawiały się od dłuższego czasu. Pracownicy sekretariatów, a także sędziowie, którzy chcieli wypłacić pieniądze z kasy zapomogowo-pożyczkowej, czekali na gotówkę niepokojąco długo.
Kropką nad i, która zdemaskowała proceder, była wiadomość z banku o naliczeniu opłaty za tajemniczą transakcję - czytamy w "GPC". "A tego dnia nie wykonywano żadnych przelewów. Okazało się, że jeden jednak był. Na konto tej pani" - zaznaczył rzecznik Sądu Okręgowego w Koszalinie.
Wtedy zarządzono kompleksową kontrolę, sprawdzono finanse kasy i odkryto gigantyczne manko. Niemal 300 tys. zł. Na co przeznaczyła pieniądze? Nie wiadomo. "Gdy sprawa wyszła na jaw, księgowa przestała pojawiać się w sądzie, nie odbierała telefonu, zerwała z nami wszelki kontakt" - powiedział w rozmowie z "GPC" sędzia Przykucki, który sam należał do kasy, choć jego wkład był niewielki. "Są za to pracownicy, którzy stracili nawet kilkanaście tysięcy złotych" – dodał.
Więcej już w środowym wydaniu "Gazety Polskiej Codziennie"
