Zginęła w boliwijskiej Cochabambie 24 stycznia 2017 roku, w wieku niespełna 26 lat. Dziś miałaby 34. - To, co najbardziej zapamiętałam, jeśli chodzi o Helenę to był jej spokój. Miała też w sobie dużo radości. Ale nie afiszowała się tą radością. Ta radość szła w parze z bardzo dużym spokojem. Myślę, że po prostu miała pokój w sercu.” - mówi siostra Miriam Camargo Calizaya, służebniczka dębicka pracująca w Boliwii, która miała okazję poznać Helenkę Kmieć, kiedy ta przyjechała do Cochabamby, by przygotować ochronkę dla dzieci z potrzebujących rodzin. - Ciągle przyjeżdża tu młodzież, która chce dowiedzieć się więcej o polskiej wolontariuszce - tłumaczy siostra Miriam. - Pokazuję im pokój, gdzie Helenka mieszkała i zginęłą. Modlimy się wspólnie za wstawiennictwem Helenki. - dodaje.
- Straciłam moją jedyną siostrę, to ból, który nie zniknie, ale wiem, że jest wiele dobrych rzeczy, które zadziały się dzięki jej śmierci. Gdyby nie zginęła, to świat nie dowiedziałby się o niej i o tym jak żyła
- tłumaczy siostra Helenki, Teresa Kmieć-Leoszko. - Nawet nieznajomi piszą do mnie o tym, że w różnych sprawach, również takich najbardziej codziennych, proszą Helenkę o pomoc i tę pomoc dostają - dodaje. - Wierzę, że Helenka tam na górze pomaga, tak jak pomagała kiedy była tu na Ziemi.
Inni bliscy Helenki też dzielą się świadectwami. Są pewni, że to właśnie dzięki kandydatce na ołtarze udało im się doczekać potomstwa czy kupić mieszkanie.
Czym jest świętość?
“Świętość to bycie najpiękniejszą wersją siebie samego. Tobie się to udało Helenko” - pisał w wierszu dla zamordowanej wolontariuszki, ks. Paweł Fiącek SDS, szef Wolontariatu Misyjnego Salvator z czasów, gdy Helenka dołączyła do tej formacji, teraz misjonarz w Zambii. - Helenka jest kandydatką na ołtarze, ale nie jest posągiem, a przykładem tego, jak można dążyć do świętości będąc po prostu sobą - mówi wieloletni przyjaciel Sługi Bożej, Michał Tempiński.
- Świętość nie jest ucieczką, ale przyjmowaniem rzeczywistości takiej, jaka ona jest - z uśmiechem - i to pokazuje nam Helenka - mówi portalowi Niezalezna.pl Elżbieta Beszłej, autorka filmu dokumentalnego “Droga do świętości”.
- Widzimy to w nagraniach, które się zachowały i słyszymy w opowieściach tych, którzy ją znali. A niektórzy szczęśliwcy, tacy jak ja, mogą sięgnąć do własnych wspomnień.
Helenka obiecała mi, że przedstawi mi swoich znajomych - i obietnicy dotrzymała - mówi reżyserka, która na co dzień pracuje jako dziennikarka w telewizji Republika.
- Znałam Helenkę osobiście. Byłyśmy razem w Wolontariacie Misyjnym Salvator. Nie byłyśmy razem na misjach, ale pewnego dnia zadzwoniła do mnie z propozycją wspólnej podróży. Wybrałyśmy się do Hiszpanii i do Belgii. Dzięki temu mogłam Helenkę poznać trochę bliżej. Dużo opowiadała mi o sobie, swojej rodzinie i przyjaciołach. Robiła to z takim humorem, radością i ciepłem, że bardzo chciałam ich poznać. Obiecała, że mnie wszystkim przedstawi. I tak też się stało. Prowadząc wywiady, a potem realizując film dokumentalny o Helence, poznałam świat jej bliskich - wspaniałych ludzi, dzięki którym spojrzałam na otaczającą nas rzeczywistość z większą nadzieją i radością. Ale ich postawa nie dziwi, bo to jakby odbicie postawy Helenki - nadzwyczajnej w swojej zwyczajności, żadnej superbohaterki, ale stąpającej twardo po ziemi, radosnej dziewczyny, która w otaczającym nas świecie widziała rąbek nieba.
Osobista pielgrzymka
Film “Droga do świętości” był dla autorki osobistą pielgrzymką. - Przysłuchując się historiom o Helence, widząc swoje odbicie w oczach jej bliskich, czułam jak i ja się zmieniam. - tłumaczy. - Mam nadzieję, że i widzowie, również będą mogli doświadczyć tej cudownej metamorfozy.
Już w ten weekend na antenie Republika Plus premiera filmu o Słudze Bożej Helence Kmieć, nad którym patronat objęła Niezależna.pl
Dwuczęściowy film oglądać będzie można na antenie Republiki Plus:
PREMIERA I CZĘŚCI:
sobota 24.01 godz. 20:50
PREMIERA II CZĘŚCI
niedziela 25.01 godz. 20:30