Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Cięcia pod płaszczykiem poprawy jakości. Nowy pomysł NFZ zagraża przychodniom i pacjentom

Projekt zarządzenia prezesa NFZ zakłada wprowadzenie tzw. współczynników korygujących dla przychodni POZ. Przewidziano możliwość obniżenia kwot wypłacanych z NFZ placówce, jeśli określone wskaźniki nie zostaną osiągnięte. – Na część tych wskaźników nie mamy wpływu, a inne mogą spowodować, że jakość leczenia spadnie, zamiast się poprawić, podobnie jak dostępność do lekarza w przychodniach. Część z nich może po prostu zdecydować o zakończeniu działalności – mówi „Gazecie Polskiej Codziennie” Tomasz Zieliński z Porozumienia Zielonogórskiego.

Projekt zarządzenia zakłada nowe regulacje dotyczące finansowania podstawowej opieki zdrowotnej już od 1 października. Według prezesa NFZ pozwolą powiązać finansowanie świadczeń z jakością leczenia w przychodniach. Tak np. lekarze POZ mieliby wykonywać określoną procentowo wobec wszystkich świadczeń liczbę wizyt domowych czy też mieć obowiązek uzyskania odpowiedniej liczby badań profilaktycznych wykonywanych przez pacjentów.

Problemów, które ten projekt niesie ze sobą, jest co najmniej kilka. – Przede wszystkim owe wskaźniki zostały ustalone na poziomie danych z POZ z poprzedniego roku. Są często zupełnie nieadekwatne do sytuacji pacjentów w tym roku i tym samym uzyskanie podobnych wyników w tym roku, czy za rok, jest po prostu niemożliwe lub nie ma uzasadnienia medycznego – mówi Tomasz Zieliński. 

Podkreśla, że NFZ chce uzależnić finansowanie przychodni od parametrów, na które te przychodnie wpływu nie mają. – Nie mam żadnego wpływu na to, czy pacjent pójdzie zbadać się w programie profilaktycznym. Bo tylko takie badania są brane pod uwagę. Jeśli otrzyma ode mnie skierowanie, ale w trybie diagnostycznym, to takie badanie się nie liczy. Na przykład moi pacjenci robią kolonoskopię w pobliżu, ale tam nie ma profilaktyki, a tylko diagnostyka. Czy mają jeździć ileś kilometrów w imię tego, bym uzyskał właściwy wskaźnik? – zastanawia się Zieliński. 

Wskazuje kolejny absurd. – Procentowo określona liczba wizyt domowych powoduje, że powinienem mniej dzwonić do pacjentów i robić mniej teleporad. Dlaczego? Ponieważ im mniej teleporad i innych świadczeń, tym mniejsza liczba wizyt domowych procentowo pozwala wypełnić wymagania NFZ, bo procentowo ten wskaźnik się poprawi – tłumaczy lekarz.

Tomasz Zieliński wskazuje, że gdy doda się wszystkie wskaźniki i procent kar za ich niewykonanie, wyjdzie, że przychodnia może stracić 
20–30 proc. przychodu. 

– Wtedy nie będzie miała wyjścia i ograniczy liczbę przyjmujących lekarzy. W efekcie dostęp do lekarzy się zmniejszy. W przypadku wielu małych POZ, gdzie pracują już lekarze w wieku emerytalnym i starsi (to poważny problem), zwolnienie drugiego lekarza skłoni tych starszych do zamknięcia przychodni, co także w małych miejscowościach zmniejszy dostępność leczenia

– martwi się Zieliński.

Jego zdaniem w projektowanych zmianach nie tyle chodzi promocję jakości leczenia, ile o wprowadzenie cięć i szukanie oszczędności kosztem POZ.

O tym, że wprowadzenie tego projektu w życie w takim kształcie zagraża pacjentom, mówią także lekarze rodzinni. – Na przykład w sytuacji zbyt niskiego udziału kobiet w określonym programie profilaktycznym [co zakładają wskaźniki w projekcie – przyp. red.] obniżone zostanie finansowanie świadczeń udzielanych wszystkim pacjentom przychodni, w tym mężczyznom czy dzieciom – przestrzega dr Bożena Janicka, prezes zrzeszającego lekarzy rodzinnych Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia.

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

NAJNOWSZE Polska