Dziś portal niezalezna.pl ujawnił, że sędzia Sądu Najwyższego Maria Szczepaniec jeszcze tego samego dnia, gdy zadała w SN pytanie Adamowi Bodnarowi, "czy czuje się neosenatorem?", została wezwana na przesłuchanie do prokuratury. - To były cztery godziny brutalnych, opresyjnych ataków - mówi o przesłuchaniu sędzia. Jej zdaniem, to forma represji.
Do sprawy odniosła się w mediach społecznościowych sędzia Kamila Borszowska-Moszowska. Zamieściła obszerny wpis zatytułowany "efekt mrożący w czystej postaci czyli o tym, kto naprawdę łamie praworządność".
- W państwie prawa niezawisłość sędziowska nie jest przywilejem to fundament demokratycznego ładu. To ona daje gwarancję, że obywatel stający przed sądem będzie mógł liczyć na rozstrzygnięcie wolne od nacisków politycznych. A zatem: co się dzieje, gdy sędzia zadaje pytanie niewygodne dla władzy wykonawczej. Dzieje się to, czego być nie powinno zostaje wezwana na przesłuchanie. I nie jest to żart. To rzeczywistość sędzi Marii Szczepaniec, sędzi Sądu Najwyższego, która po zadaniu pytania ministrowi sprawiedliwości została niemal natychmiast potraktowana jak podejrzana
- napisała sędzia.
Dodała, że sposób przesłuchania sędzi Szczepaniec "nie miał nic wspólnego z poszanowaniem godności urzędu sędziego, ani z elementarną przyzwoitością procesową".
- To nie była zwykła czynność procesowa. To nie była też pomyłka. To był komunikat polityczny. Komunikat o treści: „jeśli jesteś sędzią i zadasz pytanie, którego nie życzy sobie polityk, my cię przesłuchamy. Upokorzymy. Sprawimy, że się zawahasz następnym razem.” To jest właśnie efekt mrożący w czystej postaci. To przemoc instytucjonalna: zorganizowana, cyniczna i mająca na celu uciszenie. I oto dochodzimy do sedna sprawy. Bo te praktyki stosują ci sami ludzie, którzy publicznie z ręką na Konstytucji głoszą hasła o „obronie praworządności”. To oni deklarują, że walczą z patologią, z upolitycznieniem sądów, że chcą „przywracać” niezależność
- wskazała sędzia Borszowska-Moszowska.
Dodała, że przesłuchanie sędzi powołanej przez prezydenta RP ws. "podszywanie się pod sędziego" to coś więcej, niż absurd prawny.
- To próba delegitymizacji orzecznika metodą quasi-policyjną. To jest prawdziwa twarz tzw. „obrońców praworządności”: przesłuchania, zastraszenia, pogarda dla instytucji, które myślą inaczej niż oni - stwierdziła sędzia.