Co roku Bałtyk zabiera Polsce 50 hektarów lądu. To obszar większy niż 70 boisk piłkarskich. To oznacza, że duża część naszego wybrzeża stale traci grunt. Plaże na Półwyspie Helskim, w Łebie i Ustce cofają się miejscami o metr rocznie. Urząd Morski od początku 2026 roku wpompowuje w nie setki tysięcy metrów sześciennych piasku.
Najgorsza sytuacja na zachodzie Polski
Polskie wybrzeże ma dokładnie 498 km długości. Problem w tym, że ponad połowa tej linii podlega stałej erozji. Kolejne 35 procent jest w na tyle złym stanie, że najbliższy większy sztorm może wpisać je na listę obszarów zagrożonych. W niektórych miejscach brzeg cofa się o metr rocznie. W Ustroniu Morskim jeden z hoteli stoi 5 metrów od wody. Już w latach 90. rozebrano w tym miejscu dwa budynki.
Najgorzej jest w zachodniej części wybrzeża, na odcinku od Trzęsacza do Niechorza, oraz w rejonie Ustki. Trzęsacz to nie przypadkowa nazwa. Stał tam gotycki kościół z XIV wieku. Przez stulecia był oddalony od morza o setki metrów. W 1901 roku runął do Bałtyku. Dziś turyści fotografują jego ruiny wychodzące z wody. Eksperci są w większości zgodni, twierdzą: "Tam nie powinno się budować."
Półwysep Helski może przestać być półwyspem
Hel to 35-kilometrowy pasek lądu, w najwęższym miejscu mający kilkaset metrów szerokości. Naukowcy mówią wprost, że jeśli tempo erozji się utrzyma, Hel może stopniowo zamieniać się w wyspy. Mierzeje oddzielające przybałtyckie jeziora od morza, na przykład w okolicach Dąbek, Kopani czy jeziora Resko, są również zagrożone.
Warto wspomnieć, że w Gdyni Orłowie zimowe sztormy zmyły w 2022 roku całą plażę. Mieszkańcy porównywali zdjęcia sprzed dwóch lat z tym co zostało i nie mogli uwierzyć. Zejście na plażę, które służyło latami, nie miało się już czego trzymać. Musieli je usunąć. Zmiany klimatu przyspieszają cały proces. Bałtyk należy do najszybciej ocieplających się mórz na świecie. Cieplejsza woda i silniejsze sztormy to więcej energii uderzającej w brzeg. Średnia temperatura powierzchni morza wzrosła o około 1 stopień Celsjusza w porównaniu do pomiarów sprzed 30 lat.
Wpompowują piasek w plaże. Przed wakacjami
Urząd Morski w Gdyni od początku 2026 roku prowadzi akcję ratowania plaż metodą refulacji, czyli sztucznego zasilania brzegu piaskiem czerpanym z dna morskiego i torów wodnych.
W Kuźnicy, na odcinku 700 metrów, wtłoczono ponad 160 tysięcy metrów sześciennych piasku. Plaża urosła z około 20 do 90 metrów szerokości. Prace objęły też Łebę. Przed wakacjami zaplanowane jest zasilanie Cypla Półwyspu Helskiego i Władysławowa. Tylko w tym sezonie na plaże trafi kilkaset tysięcy metrów sześciennych piasku. Koszt prac w 2026 roku szacowany jest na kilkanaście milionów złotych.
Refulacja to metoda stosowana na całym świecie. Holandia co roku uzupełnia od 10 do 12 milionów metrów sześciennych piasku. Na Florydzie to standardowe narzędzie ochrony wybrzeża od dekad. Urząd Morski zaznacza, że monitoring lotniczy potwierdza skuteczność działań w miejscach, gdzie zasilanie prowadzono regularnie przez kilka sezonów. W Orłowie efekty pierwszej refulacji zostały zmyte przez zimowe sztormy zanim zaczął się sezon. W miejscach gdzie zasilanie jest regularne, prądy morskie samoistnie transportują naniesiony materiał, tworząc nowe łachy piasku w sąsiednich lokalizacjach.
Część prac we Władysławowie i w rejonie Gdyni Babich Dołów może potrwać do lipca, z powodu ograniczonej dostępności specjalistycznego sprzętu.