Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Aktywiści przemycali imigrantów? Jest śledztwo

Prokuratura Rejonowa w Białymstoku wszczęła śledztwo, w którym ustala, czy doszło do przestępstwa organizacji innym osobom nielegalnego przekroczenia granicy z Białorusią. To w ramach tego postępowania policja m.in. zabezpieczyła komputery w placówce Klubu Inteligencji Katolickiej w gminie Gródek.

Autor:

Chodzi o punkt pomocy humanitarnej warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej (KIK), działający w miejscowości Dzierniakowo. Aktywiści Grupy Granica pomagający nielegalnym imigrantom szturmującym polską granicę poinformowali w nocy ze środy na czwartek w mediach społecznościowych, że miało miejsce "przeszukanie" tego punktu.

Jak mówił wtedy mediom prezes warszawskiego KIK Jakub Kiersnowski, uzbrojeni policjanci weszli do punktu w środę wieczorem, przeszukania trwały całą noc, policja zabrała dwa komputery i telefon.

W opublikowanym potem komunikacie podlaska policja przyznała, że w trakcie czynności przeprowadzonych w Dzierniakowie przesłuchano świadków oraz zabezpieczono komputery i telefony. "Prowadzone czynności procesowe wykonane zostały na podstawie i zgodnie z przepisami kodeksu postępowania karnego, z zachowaniem wszelkich procedur jak i uszanowaniem osób, z którymi te czynności były wykonywane. Nikogo w tej sprawie nie zatrzymywano" - podała policja w piątkowym komunikacie.

Kartki po arabsku

Prokuratura Rejonowa w Białymstoku wszczęła śledztwo w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa polegającego na organizacji innym osobom nielegalnego przekraczania granicy - poinformował szef tej prokuratury Karol Radziwonowicz.

Jak wyjaśnił, czynności w punkcie KIK w Dzierniakowie były następstwem tego, że policjanci w okolicy zatrzymali do kontroli drogowej samochód na warszawskich numerach rejestracyjnych. "Zachowanie kierowcy wzbudziło szczególną uwagę funkcjonariuszy, bo nie był on w stanie dokładnie powiedzieć (...) dlaczego jest w tym miejscu, tłumaczenia niekoniecznie przemawiały do policjantów" - mówił prokurator Radziwonowicz.

Dodał, że w tym czasie nadjechał też kolejny samochód na warszawskich numerach, a w trakcie kontroli była podobna sytuacja: kierowca nie był w stanie precyzyjnie powiedzieć, co robi w danym miejscu.

W autach znaleziono m.in. kurtki i kartki z napisami po arabsku. Jeden z pojazdów miał zasłonięte szyby folią aluminiową, była w nim włączona w telefonie nawigacja na tzw. pinezkę, która - jak zaznaczył prokurator - wskazywała konkretne miejsce. - To najczęściej się odbywa tak, że w tych miejscach bardzo często przebywają migranci, którzy są podejmowani przez "wozaków" - powiedział Radziwonowicz.

Dodał, że obaj kierowcy jechali w to samo miejsce - do Dzierniakowa.

KIK odpiera zarzuty

"Policjanci wspólnie ze Strażą Graniczną udali się tam w celu wykonania dalszych czynności, sprawdzenia, czy nie ma migrantów" - mówił Radziwonowicz. Powiedział, że w tym miejscu przebywał jeden mężczyzna, z którym przeprowadzono czynności procesowe. Obiekt przeszukano, zabezpieczono też sprzęt elektroniczny.

Mówił także, że funkcjonariusze chcieli sprawdzić, czy faktycznie jest to pomoc osobom, które przeszły przez granicę, czy też jest to pomocnictwo w organizacji nielegalnego przekraczania tej granicy.

Śledztwo prowadzone jest w sprawie, czyli nikomu nie postawiono zarzutów. Prokurator dodał, że obecnie będą prowadzone czynności w celu oceny m.in. danych na zabezpieczonym sprzęcie elektronicznym.

Do całej sprawy odniósł się w miniony czwartek warszawski Klub Inteligencji Katolickiej. W oświadczeniu podkreślił, że zadaniem Punktu Interwencji Kryzysowej utworzonego w pobliżu granicy polsko-białoruskiej jest "udzielanie w sposób legalny i przy zachowaniu należytej staranności, pomocy humanitarnej migrantom i uchodźcom przekraczającym granicę polsko-białoruską".

Jak zaznaczono, wszyscy działający tam wolontariusze przeszli rozbudowane szkolenia, a przez dwa miesiące funkcjonowania punktu mieli wielokrotnie styczność z funkcjonariuszami Straży Granicznej i policji, którzy nie zgłaszali w kwestii działalności żadnych zastrzeżeń.

Jak było naprawdę?

KIK wydarzenia z minionej środy opisuje w ten sposób, że w punkcie dyżurowało wtedy czterech wolontariuszy, trzech z nich zostało zatrzymanych i przetrzymywanych w policyjnym radiowozie, a następnie wieczorem kilkunastu uzbrojonych policjantów dokonało przeszukania w Punkcie Interwencji Kryzysowej (PIK).

"Funkcjonariusze skonfiskowali wszystkie komputery i telefony wykorzystywane do pracy Punktu Interwencji Kryzysowej oraz prywatne telefony wolontariuszy, inny sprzęt elektroniczny i całą dokumentację. Przeszukanie PIK trwało całą noc, do wczesnych godzin porannych"

- napisano.

KIK zaznaczył w oświadczeniu, że punkt funkcjonował zgodnie z prawem, a akcję policji uznano "za działanie z pozycji siły absolutnie nieadekwatne do sytuacji". "Stanowczo domagamy się od przedstawicieli policji wyjaśnienia tej sprawy i jak najszybszego zwrotu sprzętu naszym wolontariuszom, żeby mogli wrócić do świadczenia działań pomocowych" - podkreślił KIK w oświadczeniu.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej