75 lat temu, w nocy z 15 na 16 lutego, mieszkańców niewielkiego Dębowca obudził warkot samolotu. Wyrwani nagle ze snu, byli przekonani, że zaraz rozpocznie się bombardowanie. Jednak nic takiego się nie stało, a samolot wkrótce odleciał. Na ciemnym niebie zajaśniały białe czasze spadochronów i Cichociemni – Józef Zabielski ps. Żbik, mjr Stanisław Krzymowski ps. Kostka i kurier polityczny Czesław Raczkowski ps. Włodek – wylądowali.
Była to pierwsza, eksperymentalna akcja nazwana nomen omen Adolphus, która miała sprawdzić, czy jest możliwe przeprowadzenie zrzutu ludzi i zaopatrzenia na tereny okupowane przez Niemców. Skoczków pożegnał na lotnisku w Newmarket gen. Władysław Sikorski, który życząc im powodzenia, powiedział:
„Idziecie jako straż przednia do kraju. Macie udowodnić, że łączność z Polską jest w naszych warunkach możliwa”.
Cel zrzutu wyznaczono we Włoszczowie pod Kielcami, jednak po minięciu Cieszyna, a więc wciąż na terenach ówczesnej III Rzeszy, angielski dowódca z Eskadry do Zadań Specjalnych RAF z przerażeniem stwierdził, że zaczyna brakować paliwa. I tak, dzięki jego decyzji o wcześniejszym zrzucie, Dębowiec przeszedł do historii. W 1991 r. staraniem XVIII Oddziału Ziemi Cieszyńskiej Związku Polskich Spadochroniarzy odsłonięto w centrum miejscowości obelisk upamiętniający tamto wydarzenie. To właśnie przy nim zebrały się w tym roku rodziny Cichociemnych, kombatanci, harcerze, przedstawiciele władz państwowych i samorządowych, aby oddać hołd tym, którzy wylądowali w Dębowcu jako „straż przednia”.
Słowa prezydenta uzupełniło wystąpienie ministra Macierewicza, w którym przypominał o nieustającym obowiązku, także i w czasach współczesnych, przekazywania wartości patriotycznych przez żołnierzy sił specjalnych oraz o walce, jaką musieli stoczyć Cichociemni z drugim okupantem:
„Ale przecież trzeba pamiętać także o tych, którzy walki nigdy nie zaprzestali. O tych, którzy po latach okupacji hitlerowskiej musieli się zmierzyć i skutecznie się zmierzyli z okupacją sowiecką. Z okupacją sowiecką, która o tyle była trudniejsza, że często w tył głowy strzelał żołnierz ubrany w mundur przypominający mundur polski. Co najmniej dziesięciu z nich, z tych 316, którzy wylądowali na polskiej ziemi, zostało zamordowanych przez sowieckich okupantów. Wśród nich Komendant Główny Armii Krajowej Niedźwiadek Leopold Okulicki”.
Uroczystości zakończyły się złożeniem wieńców pod obeliskiem.