To właśnie w związku z zaginięciem Mai po raz pierwszy ogłoszono w Polsce procedurę „Child Alert”. Maję odnaleziono już na drugi dzień – była na terenie Niemiec.
Z informacji przekazanej na konferencji prasowej przez rzecznika KGP insp. dr. Mariusza Sokołowskiego wynika, że 10-letnia Maja po lekcjach autobusem wracała ze szkoły do domu. Ok. Godziny 16.30 dziewczynka wysiadła w Wołczkowie, jednak nie wróciła do domu. Gdy ojciec dziewczynki zgłosił zaginięcie, policja rozpoczęła poszukiwania. Nad ranem udało się znaleźć bucik należący do 10-latki. Odkrycia dokonano na terenie Niemiec, co oznaczało, że dziewczynka została wywieziona za granicę Polski.
Na niemieckiej autostradzie znaleźliśmy samochód, w którym była zaginiona 10-latka i poszukiwany mężczyzna – tłumaczył rzecznik Komendy Głównej Policji. Zatrzymany mężczyzna był już wcześniej notowany w Wielkiej Brytanii, właśnie za uprowadzenie dziecka.
Okazuje się, jednak że na tym całą sprawa się nie zakończyła. Jak wynika z ustaleń reporterów „Faktu”, Niemiecki Czerwony Krzyż wystawił porwanej dziewczynce rachunek na 296 eruo (ok. 1200 zł) za transport do Polski. Pikanterii dodaje fakt, że dziewczynka jest ubezpieczona. NFZ zdecydował się jednak na pokrycie jedynie kosztów leczenia w Niemczech. Kosztami transportu obarczona została rodzina.