Korzeni tej sprawy należy szukać w Stanach Zjednoczonych. Tam własnie doszło do oszustwa - do jednej z firm zadzwonił mężczyzna i, podając się za jej szefa, zlecił przelanie pieniędzy do dwóch innych podmiotów. Te właśnie przelewy, w wysokości 3 mln 298 tys. USD i 3 mln 697 tys. USD, przyjął na swoje konta 48-letni mieszkaniec Jastrzębia-Zdroju – informuje policja.
Sprawa nie skończyła się jednak w tym miejscu. Część pieniędzy została przewalutowana i przelana przez oskarżonego na jego kolejne rachunki. Udało mu się w ten sposób przesłać na konta w Hongkongu milion euro oraz wypłacić 620 tys. złotych oraz tysiąc euro w gotówce.
Na ślad afery wpadli jednak śledczy z katowickiej komendy wojewódzkiej. Zatrzymali sprawcę, a sąd postanowił go aresztować. W śledztwie prowadzonym pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Katowicach zabezpieczono 1,5 mln złotych, 1,3 mln euro oraz 3,3 mln USD, które prokuratura zdecydowała się wydać pokrzywdzonej firmie.
Oskarżony nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów i twierdzi, że pieniądze pozyskał od zagranicznych inwestorów, chcących budować elektrownie wiatrowe na terenie Polski. Za pranie brudnych pieniędzy kodeks karny przewiduje karę do 10 lat pozbawienia wolności.