Podsumowując debatę prof. Henryk Domański z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN trudno stwierdzić, czy debata zmobilizuje do głosowania na któregoś z kandydatów niezdecydowanych jeszcze wyborców. Jednocześnie prof. Domański podkreślił, że w porównaniu z pierwszą debatą, ta transmitowana przez TVN była bardziej agresywna. Wyraźnie zmieniła się także strategia sztabowców Andrzeja Dudy. Kandydat PiS nie zwracał się już do Komorowskiego per. „panie prezydencie”, a mówił o nim „pan Komorowski”.
- Debata niekoniecznie będzie miała wpływ na decyzje wyborców. Według mnie mogła raczej zniechęcić do polityków. Była bardziej emocjonalna, agresywna. Widać to choćby w tym, że Andrzej Duda mówił "pan Komorowski", a nie prezydent. Zapewne takie były wskazania jego doradców, żeby w ten sposób podkreślał swoją niezależność. Ciekawa strategia, że okazywanie grzeczności zbytnio nie popłaca. Merytorycznie debata wypadła gorzej, mogła zniechęcić do polityków - mnie by zniechęciła - mówił prof. Domański w „Pierwszym Śniadaniu w TOK-u”.
Tymczasem ekspert od marketingu politycznego dr Wojciech Jabłoński w rozmowie z „Faktem” nie ma wątpliwości jaki był wynik drugiej debaty prezydenckiej.
- Ja postrzegam tę debatę jako tak zwany coup de grâce. Z francuskiego cios łaski, który Andrzej Duda zadał konającemu politycznie Bronisławowi Komorowskiemu. (…) [Komorowski – przyp red.] miał obok sympatyzujących dziennikarzy podstawionych przez stację! (…) Pytania o przysięgę prezydencką ze strony pani Olejnik? Boże, przecież oni byli totalnie nieprzygotowani! Ci dziennikarze chyba nawet dużo zarabiają. Nie wiem czy to się nie skończy, ale to już ich zmartwienie. Jedyną osobą przygotowaną do tej debaty był Andrzej Duda. To jest śmieszne. Wielokrotny nokaut! (…) Nokautuje się przeciwnika, który walczy. To był cios łaski, czyli coup de grâce. Klasyczne dobicie przeciwnika, który żebrze o polityczną eutanazję. No i ją dostał – tłumaczy dr Jabłoński.
Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego, publicysta i komentator polityczny, autor tekstów publikowanych m.in. przez "Gazetę Wyborczą" i "Rzeczpospolitą" stwierdził, że lepiej wypadł kandydat PiS. W rozmowie z „Super Expressem” mówi, że Andrzej Duda „skupił się na sprawach społecznych, które są jego głównym atutem”. Naukowiec mówił również o błędach jakie popełnił Komorowski.
- Prezydent postanowił być agresywny bardziej niż w poprzedniej debacie. To ciągłe przypominanie o rządach PiS, które dla młodych wyborców są już prehistorią. Tym na pewno nie zyska ich głosów. Podobnie jak puentą o średniowieczu. Agresywnym przekazem Bronisław Komorowski tracił – powiedział Flis.
Po drugiej debacie Andrzej Duda jest krok do przodu – stwierdził dr Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.
- Duda miał kilka dobrych punktów jak to, kiedy ogłosił, że jego ekspertami „byli ludzie” i wymieniał sprawy, które naprawdę dominują w dyskusjach między nimi. Było podniesienie wieku emerytalnego do 67 roku życia, była podwyżka podatku VAT, był VAT na produkty i ubranka dla dzieci, była sprawa kontraktów na uzbrojenie – wymieniał politolog.
- Komorowski wypadł przyzwoicie, ale miał jeden poważny problem. Niepotrzebnie nieustannie tkwił w przeszłości. Dla niego istotne było to, by powalczyć o młodych ludzi, miał na to szansę, ale za dużo było w jego słowach wspominek. Rządy PiS... Oni tego naprawdę nie pamiętają, mało to ich obchodzi. Straszenie wspomnianym przez niego słowem „średniowiecze” też nie było najlepsze, skoro jego rywalem był 40-latek, który kojarzy się młodym ludziom jako spokojny, zrównoważony i dość nowoczesny człowiek – konkluduje dr Chwedoruk.